Portal 40 Stopni.pl
UE przyspiesza prace nad zielonym wodorem. Będą dodatkowe środki na zmniejszanie ryzyka inwestycji w tę technologię
W październiku na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt nowelizacji ustawy Prawo energetyczne, który wprowadza zapisy potrzebne dla realizacji Polskiej Strategii Wodorowej. Projekt został już skierowany do konsultacji publicznych, które potrwają do 14 listopada br. Strategia ta wpisuje się w politykę energetyczną UE, która po rosyjskiej napaści na Ukrainę mocno przyspieszyła prace nad rozwojem zielonego wodoru. We wrześniu br. szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała już utworzenie Europejskiego Banku Wodorowego z budżetem na poziomie 3 mld euro, który miałby przejmować na siebie ryzyko związane z tymi inwestycjami.
– Zielony wodór od dawna jest już częścią europejskiego planu na transformację energetyczną, ale od marca tego roku nastąpiło tutaj pewne przyspieszenie. Mamy nowy plan REPowerEU, którego założeniem jest odejście od rosyjskich paliw kopalnych w ciągu najbliższych kilku lat i zastąpienie ich, po pierwsze, oszczędnościami energii, zwiększeniem efektywności energetycznej, a po drugie – szybszym rozwojem odnawialnych źródeł energii. Częścią tych odnawialnych źródeł jest również zielony wodór, który w wielu zastosowaniach może być alternatywą dla gazu – mówi agencji Newseria Biznes Izabela Zygmunt, specjalistka ds. ekonomicznych Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.
REPowerEU, który Komisja Europejska przedstawiła 8 marca br., to pakiet działań nadzwyczajnych, które mają na celu zwiększenie odporności unijnego systemu energetycznego w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Zakłada on, że odnawialne źródła energii, wodór i biometan mają w szybkim tempie zastąpić importowany z Rosji gaz.
– Plany dotyczące skali rozwoju zielonego wodoru zostały znacząco zwiększone w ramach REPowerEU – mówi Izabela Zygmunt. – Unia Europejska chce do 2030 roku mieć co najmniej 40, a być może nawet 65 GW mocy elektrolizerów, czyli urządzeń, które produkują zielony wodór. Chcemy wytwarzać na miejscu, w ramach UE co najmniej 10 mln t zielonego wodoru, a drugie tyle sprowadzać z zewnątrz. Mówimy więc o bardzo dużym zwiększeniu skali wytwarzania i wykorzystania zielonego wodoru.
Te ilości zielonego wodoru mają zastąpić gaz ziemny, węgiel i ropę przede wszystkim w transporcie i przemyśle. Ponadto na badania dotyczące rozwoju zielonego wodoru KE przeznaczyła też dodatkowe 200 mln euro.
– Te cele są jak najbardziej realne. One zostały sformułowane na podstawie modelowania, na podstawie obliczeń, to nie są cele wzięte z sufitu. Natomiast trzeba pamiętać, że te cele są reakcją na sytuację absolutnie bezprecedensową. Mamy wojnę za wschodnią granicą i dotychczas bardzo ważnego dostawcę energii, który w tej chwili stara się wszelkimi sposobami zdestabilizować naszą gospodarkę, wykorzystując tę zależność. Tak więc działamy w nietypowej sytuacji i stąd też poziom ambicji jest wyższy. On jest realny, ale zrealizowanie tych planów będzie wymagało znacznego wysiłku – mówi specjalistka ds. ekonomicznych Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.
Aby przyspieszyć realizację celów związanych z rozwojem unijnego rynku wodoru, we wrześniu br. szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała utworzenie Europejskiego Banku Wodorowego (European Hydrogen Bank, EHB). Na początku ma on dysponować budżetem w wysokości 3 mld euro, który trafi m.in. na finansowanie zakupów zielonego wodoru i rozwój instalacji produkcyjnych. Dziś na rynku wiele podmiotów jest już gotowych, aby inwestować w ten obszar i budować instalacje wodorowe, ale brakuje im odpowiednio skonstruowanego finansowania.
– W tej chwili ta technologia jest nowa, dość droga i mierzy się z różnymi przeszkodami, więc chodzi o to, żeby dać dodatkowe wsparcie finansowe tym przedsiębiorstwom, które będą chciały inwestować w wytwarzanie odnawialnego wodoru albo jego zastosowania w przemyśle i transporcie – wyjaśnia Izabela Zygmunt. – W ramach EHB wstępnie jest mowa o kwocie 3 mld euro i te środki byłyby dostępne zarówno dla przedsiębiorstw w UE, jak i dla partnerów spoza Unii, ponieważ zamierzamy importować znaczną ilość wodoru. Dlatego też chcemy wesprzeć inne państwa i przedsiębiorstwa w rozwinięciu zdolności do jego wytwarzania. Szczegóły będą jeszcze dopracowywane i poznamy je w przyszłym roku.
Polska jest obecnie jednym z największych w Europie producentów wodoru (ok. 1 mln t rocznie, największym krajowym producentem jest Grupa Azoty), ale całość tej produkcji stanowi szary wodór, wytwarzany z paliw kopalnych i CO2. Podobne proporcje występują także w skali globalnej, gdzie zielony wodór – wytwarzany z ekologicznych, odnawialnych źródeł, którego produktem spalania jest jedynie para wodna – stanowi raptem ok. 5 proc. całej produkcji. Jego wytwarzanie wciąż pozostaje droższe niż pozyskiwanie wodoru z węgla, a ze względu na dotychczasowy brak opłacalności wykorzystanie tego surowca w przemyśle czy transporcie jak na razie wciąż jest marginalne. Jednak w przyszłości, według UE, to właśnie zielony wodór będzie stanowił jedno z kluczowych paliw transformacji energetycznej, a rozwój tego rynku umożliwi stworzenie nowych technologii, branż i miejsc pracy związanych z gospodarką wodorową.
– Decyzje UE dotyczące rozwoju rynku wodoru to jasny sygnał, że stoimy przed głęboką transformacją. My do tej pory myśleliśmy o niej głównie w kontekście tego, że przechodzimy z węgla na odnawialne źródła energii. Tu okazuje się, że ta transformacja ma też drugi – i to bardzo duży – nowy obszar, polegający na przestawieniu przemysłu, przede wszystkim chemicznego, i transportu z dotychczasowego surowca, jakim był gaz ziemny, właśnie na odnawialny wodór. Trzeba zrozumieć, że jesteśmy w momencie, kiedy zaczyna się bardzo duża przemysłowa przemiana tej branży – podkreśla specjalistka ds. ekonomicznych Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.
Ostatnie miesiące przyniosły również przyspieszenie polskich prac nad rozwojem zielonego wodoru. Rok temu rząd przyjął Polską Strategię Wodorową do 2030 roku (z perspektywą do 2040 roku). Teraz trwają prace nad tzw. konstytucją dla wodoru, czyli pakietem ustaw i rozporządzeń, które stworzą odpowiednie otoczenie regulacyjne, w tym – jak podkreślił niedawno wiceminister klimatu i środowiska Ireneusz Zyska – wprowadzą system pomocy publicznej na bezemisyjną produkcję wodoru. Jednym z elementów są zmiany w ustawie Prawo energetyczne, które właśnie są konsultowane przez rząd. Do tej pory utworzono także sześć dolin wodorowych, które budują ekosystem wodorowy w Polsce.
Polska Strategia Wodorowa zakłada m.in., że do 2025 roku powstaną w Polsce 32 stacje wodoru, zaś do 2030 roku nastąpi dalszy rozwój tej infrastruktury. Przyjęto także, że do tego czasu w Polsce będzie funkcjonowało 0,8–1 tys. autobusów wodorowych. Do 2030 roku łączna moc instalacji do produkcji niskoemisyjnego lub odnawialnego wodoru ma wynieść 2 GW.
Wiceprezes PGNiG: Paliwa alternatywne będą zyskiwać na znaczeniu. Biometan i wodór będą w przyszłości uzupełniać paliwa tradycyjne
Polska polityka energetyczna zakłada, że wykorzystanie biogazu, biometanu, gazów syntezowych czy wodoru ma w przyszłości pokryć istotną część krajowego popytu na paliwa gazowe, przyspieszając zieloną transformację. – Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym, ale paliwa przyszłości z całą pewnością będą uzupełniać te tradycyjne – mówi wiceprezes PGNiG Arkadiusz Sekściński. Jak wskazuje, spółka chce brać udział w tworzeniu polskiego rynku paliw alternatywnych, dlatego już w tej chwili rozwija liczne projekty badawczo-rozwojowe związane m.in. z wodorem. Wśród nich jest projekt magazynowania wodoru – uzyskiwanego z procesu produkcji energii przez morskie farmy wiatrowe – w kawernach solnych.
– Obecnie w energetyce ma miejsce swoista rewolucja, choć ja wolę nazywać ją ewolucją, ponieważ ta transformacja polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym odbywa się w sposób kontrolowany. Skarb Państwa – poprzez spółki z obszaru elektroenergetyki i gazownictwa – świadomie zachęca do tego, żebyśmy tworzyli nowe rozwiązania i myśleli o paliwach przyszłości – mówi agencji Newseria Biznes Arkadiusz Sekściński. – Transformacja polega jednak na tym, żeby ewoluować od tych paliw tradycyjnych w kierunku nowych, ale nie tyle je zastępować, co uzupełniać.
Stopniowe ograniczanie roli węgla w krajowym miksie energetycznym na rzecz OZE, rozbudowa mocy zainstalowanych w offshore i wdrożenie energetyki jądrowej, wzrost efektywności energetycznej oraz dywersyfikacja kierunków dostaw węglowodorów – to kluczowe założenia przyjętej na początku ub.r. „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, która wyznacza kierunek transformacji. Dokument – zaktualizowany w tym roku w związku z wybuchem wojny w Ukrainie i rosyjską polityką szantażu surowcowego – podkreśla też ważną rolę paliw alternatywnych i inwestycji w technologie wodorowe w dążeniu do niskoemisyjnej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego.
– Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym. Podobnie jak każdy z nas – jako odbiorca – myśli o tym, żeby mieć w domu ciepło i energię elektryczną, nie zawsze i nie do końca zastanawiając się, z jakiego paliwa one są produkowane – mówi wiceprezes ds. rozwoju w PGNiG. – Jednak paliwa przyszłości – takie jak biometan i wodór – z całą pewnością będą uzupełniać paliwa tradycyjne, jakimi są metan, gaz czy węgiel, choć trudno powiedzieć, czy to nastąpi w perspektywie jednej, dwóch czy trzech dekad. Dzisiaj są one poddawane badaniom, weryfikacji ich zastosowania. Natomiast gdy osiągną dojrzałość, która pozwoli chociażby na łatwiejsze finansowanie ich przez banki, wtedy będą mogły stopniowo, w pewnym zakresie zastępować paliwa tradycyjne.
Wiceprezes PGNIG wskazuje, że spółka chce brać udział w tworzeniu polskiego rynku paliw alternatywnych, dlatego m.in. wodór zajmuje już ważne miejsce w jej strategii.
– Stawiamy na wodór, przede wszystkim jako nośnik energii. Powołaliśmy w naszej grupie kapitałowej specjalny program i dziś realizujemy już dziewięć projektów – mówi Arkadiusz Sekściński. – To jest cały łańcuch projektów, od produkcji zielonego wodoru, bo produkujemy taki wodór w naszym oddziale Odolanowie, przez koncepcję dystrybucji tego wodoru choćby w ramach sieci gazowniczych, jego magazynowania w kawernach solnych, co chcemy w przyszłości realizować, po finalny element łańcucha, jakim jest wykorzystanie wodoru.
W ramach Programu Wodorowego PGNiG realizowany jest m.in. projekt InGrid – Power to Gas, który obejmuje badania dotyczące produkcji wodoru z OZE i możliwości przesyłu tego paliwa z wykorzystaniem sieci dystrybucyjnych gazu ziemnego. Wspólnie z Politechniką Śląską spółka pracuje nad innowacyjnym czujnikiem do wykrywania wodoru w mieszaninach gazów w ramach projektu Hydrosens.
Ze względu na dotychczasowy brak opłacalności wykorzystania wodoru na cele energetyczne technologia ta wciąż jest na stosunkowo niskim poziomie rozwoju. Jednak z uwagi na właściwości fizyczne wodoru (jest lekki, reaktywny, można go magazynować, ma wysoką zawartość energii na jednostkę masy), ekologiczny charakter (produktem jego spalania jest jedynie para wodna) i możliwości produkcyjne przedsiębiorstw w Polsce (obecnie wytwarzają ok. 1 mln t wodoru rocznie, głównie Grupa Azoty) kwestia ta cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Według PEP 2040 przy odpowiednim rozwoju technologicznym do 2030 roku będzie możliwe wykorzystanie 2–4 GW mocy z instalacji OZE do produkcji zielonego wodoru.
– Ważnym i dużym projektem jest magazynowanie wodoru w kawernach solnych. Dzisiaj, mówiąc o bezpieczeństwie energetycznym w Polsce, wskazujemy, że mamy magazyny w 100 proc. wypełnione gazem. W przyszłości chcemy, aby część naszych magazynów kawernowych była zapełniona właśnie wodorem, a nie gazem – mówi ekspert. – Co istotne, projekty dotyczące wodoru i jego magazynowania muszą przebiegać w linii zgodnej z harmonogramem budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Wodór, który ma być magazynowany w tych kawernach, będzie bowiem pochodził z procesu elektrolizy, czyli przetwarzania energii elektrycznej produkowanej przez morskie farmy wiatrowe. Z pewnością jest to możliwe już na początku przyszłej dekady.
Kolejnym paliwem, które zajmuje ważne miejsce w strategii PGNiG, jest biometan.
– Mamy ogromny potencjał w Polsce do tego, żeby pozyskiwać to zielone paliwo gazowe z biodegradowalnych odpadów rolnych i spożywczych – mówi wiceprezes PGNiG.
W Polsce potencjał samego sektora rolno-spożywczego w zakresie produkcji biogazu rolniczego szacuje się na 7–8 mld m3 rocznie („Krajowy plan na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030”). Polska ma więc potencjał i warunki, aby stać się potentatem w tym segmencie.
– Na takie paliwa stawiamy, takie instalacje tworzymy w ramach projektów badawczo-rozwojowych. Dla przykładu w Poznaniu mamy już instalację, która wytwarza biometan z odpadów spożywczych – mówi Arkadiusz Sekściński.
Prototyp innowacyjnej instalacji, która ma produkować sprężony biogaz, to efekt współpracy PGNiG i naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP), którzy opracowali metodę zagospodarowania biodegradowalnej frakcji odpadów komunalnych. Działanie prototypu opiera się na technologii fermentacji beztlenowej i produkcji gazu fermentacyjnego. Jego wskaźniki jakości umożliwią dostosowanie produktu do standardów technicznych biometanu. Po sprężeniu może on się stać odnawialną alternatywą dla CNG, czyli sprężonego gazu ziemnego.
Polska ma jeden z najniższych w UE wskaźników kompetencji cyfrowych. Orange uruchamia w Polsce nowy projekt edukacyjny w tym obszarze
Kobiety stanowią mniejszość w branży kryptowalut i blockchainu. Brytyjska organizacja chce w Warszawie zwiększać różnorodność tego rynku
Ogrodzenie i produkcja energii z wiatru w jednym. Małoskalowe panele polskiego start-upu mają trafić do sprzedaży na początku 2023 roku
Kampanie reklamowe alkoholi przestają się skupiać na konkretnych produktach. Marki wykorzystują do tego metawersum
Na polskim rynku alkoholi od kilku lat zmieniają się trendy. W sprzedaży wciąż króluje piwo, rośnie zwłaszcza popularność segmentu bezalkoholowego, a z drugiej strony – także mocniejszych trunków, takich jak whisky. Niezależnie od kategorii zmiany obejmują też komunikację marek – ze stricte produktowej zmierza w kierunku lifestyle’owych kampanii, skoncentrowanych na wartościach, w których wykorzystuje się nowoczesne kanały komunikacji i cyfrowe technologie. Z taką właśnie kampanią – współtworzoną z młodymi polskimi artystami – wystartowała jedna z marek produkujących whisky.
Producent i dystrybutor marki mają w planach działania ukierunkowane na wzmocnienie jej pozycji na rynku i jasną komunikację wartości, którymi kieruje sieę marka. Jednym z nich jest start kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian”, której głównym pytaniem jest: czy możliwy jest sukces bez stawiania sobie wciąż nowych wyzwań? Kampania koncentruje się wokół kreatorów zmian, czyli artystów, którzy nie boją się iść pod prąd i wyznaczać nowe trendy. W ramach projektu powstały dzieła inspirowane ideą kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian”, które zostaną wystawione na sprzedaż w sklepie Fundacji Bęc Zmiana.
– Cały dochód ze sprzedaży tych produktów przeznaczymy na wsparcie młodych polskich artystów – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Jasnos, brand manager marki Glenfiddich w Polsce, CEDC.
– Wszyscy potrzebujemy motywacji do podejmowania zmian i do tego słynnego wychodzenia ze strefy komfortu, bo faktycznie bardzo łatwo jest się zamknąć w bezpiecznej przestrzeni. Natomiast może się okazać, że poza tą przestrzenią jest jeszcze mnóstwo ciekawych rzeczy i ciekawych przeżyć. I tak na polu sztuki ma to zastosowanie, ale też na polu codziennego życia, codziennych doświadczeń, codziennych zmagań z rzeczywistością – mówi Jakub Adamiak, zaproszony do współpracy autor filmów krótkometrażowych, spektakli teatralnych, animacji i słuchowisk.
Jak podkreśla, efektem tej współpracy jest praca audiowizualna, w której tworzeniu brała udział również sztuczna inteligencja – „odpowiedzialna” za grafiki inspirowane tematem kampanii.
– W sferze muzycznej kompozycja również została w pewien sposób zarysowana przez sztuczną inteligencję. Następnie zinterpretowałem i stworzyłem z tego audiowizualną całość – wyjaśnia Jakub Adamiak.
Współpracę w ramach kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian” podjęli także Daniel Rycharski – artysta grafik, laureat Paszportu Polityki w kategorii „sztuki wizualne”, znany z tworzenia plenerowej sztuki w nieoczywistych miejscach, duet Wioletta Wiertel i Sebastian Szypuła – twórcy marki streetwearowej Bohema Clothing – oraz Aleksandra Osadzińska – dyrektor kreatywna, specjalistka strategii marek i komunikacji wizualnej, która na potrzeby kampanii przygotowała specjalną ilustrację w charakterystycznym dla siebie stylu.
– To ilustracja, kolaż, przedstawiająca jelenia i zatytułowana „Observatory”, która łączy się z hasłem „Where Next?” – mówi Aleksandra Osadzińska. – W Polsce jest tak ogromna liczba fantastycznych twórców, że moim zdaniem jest to jedna z najważniejszych walut, jakimi ten kraj operuje. Myślę, że mamy ogromne pokłady kreatywności i artystycznego myślenia, ale też niezgody na zastaną rzeczywistość. Zwracanie uwagi na to, co robią twórcy w każdym kraju, ale zwłaszcza w Polsce, może być dla nas ogromnym źródłem inspiracji.
Głównym elementem kampanii są rozmowy przeprowadzone z artystami przez Oliviera Janiaka. Tematy poruszane podczas spotkań związane są bezpośrednio z charakterem działalności każdego z twórców, a oprócz nich w rozmowach uczestniczą też znani i lubiani, jak np. piosenkarz Michał Szpak i aktorka Agnieszka Dygant. Pierwsza z tych rozmów jest już dostępna na platformie where-next.pl, a kolejne spotkania będą udostępniane widzom co tydzień.
– Przysłowiową „kropką nad i” tej kampanii jest też otwarcie bram metawersum, czyli przeniesienie sztuki z rzeczywistości analogowej do świata cyfrowego. I to też jest dla naszej marki sposób na wyjście spoza strefy komfortu, pokazanie, że chcemy być pionierami we wszystkim, co można zrobić na polskim rynku – mówi Agnieszka Jasnos.
W ramach kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian” przez cały październik na platformie Decentraland w Metaverse będzie można zobaczyć reportaż z udziałem Daniela Rycharskiego o sztuce przekraczającej granice.
– Nowe technologie w marketingu alkoholi to dużo możliwości, ale i duża odpowiedzialność, bo musimy podchodzić rozsądnie do tego, gdzie i w jaki sposób udostępniamy komunikację o alkoholach. Nie ma w internecie wielu takich miejsc, gdzie można zobaczyć naszą komunikację. W przypadku kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian” Metaverse, konkretnie platforma Decentraland, jest zupełnie nowym miejscem, nową przestrzenią, na którą się zdecydowaliśmy, żeby wynieść sztukę artysty, z którym pracujemy, na zupełnie nowy poziom – wyjaśnia brand manager marki Glenfiddich w Polsce.
Kampania ta wpisuje się w zmiany, jakie mają miejsce w branży alkoholowej.
– Jako branża musimy być czujni i obserwować, jak kształtują się nastroje konsumenckie i dyskusja społeczna na temat promocji alkoholi. Absolutnie nie chcemy komunikować się w sposób nachalny. Chcemy, żeby pełnoletni świadomy konsument miał wybór, czy chce dotrzeć do treści, które przygotowujemy, czy też nie. Dlatego wybieramy przede wszystkim miejsca sprzedaży, prasę branżową albo takie serwisy społecznościowe, gdzie mamy pewność, że ta komunikacja dotrze do właściwego odbiorcy – mówi Agnieszka Jasnos.
Jak wskazuje, wraz z rynkiem zmieniają się też trendy w reklamie alkoholi. Komunikację skupioną stricte na produkcie coraz częściej zastępują lifestyle’owe kampanie skoncentrowane na wartościach, w których wykorzystuje się nowoczesne kanały komunikacji i cyfrowe technologie.
– Kampanie reklamowe zazwyczaj mają na celu budowanie świadomości, która ma się przełożyć na sprzedaż. Raz na jakiś czas mamy jednak okazję stworzyć wizerunkową kampanię, która daje unikalną możliwość zaprezentowania marki z innej strony niż cena i opis na butelce. Pozwala konsumentowi poznać wartości, którymi kierowali się założyciel marki i producenci, zadecydować, czy się z nimi utożsamia – mówi brand manager marki Glenfiddich w Polsce.
Glenfiddich ma 20-proc. udział segmencie alkoholi whisky single malt, który od kilku lat dynamicznie zwiększa swoją wartość. W okresie styczeń–maj tego roku sprzedaż tego trunku w Polsce wzrosła o 27,5 proc. względem analogicznego okresu rok wcześniej. W tym samym czasie marka Glenfiddich odnotowała wzrost na poziomie 50 proc. Jej producent, William Grant & Sons, przewiduje, że segment whisky będzie nadal rósł, stwarzając perspektywy dla rozwoju marek superpremium.
W ciągu ostatnich 20 lat prawie 3 mld zł trafiło na wsparcie termomodernizacji budynków. BGK spłaca część kredytu zaciągniętego na ten cel
Jak wynika z Długoterminowej Strategii Renowacji Budynków, którą rząd przyjął na początku tego roku, spośród 14,2 mln budynków w Polsce nawet 70 proc. nie spełnia standardów efektywności energetycznej, a duża ich część nie ma nawet izolacji cieplnej i wymaga głębokiej termomodernizacji. Taka inwestycja często przekracza jednak możliwości finansowe indywidualnych inwestorów, spółdzielni, wspólnot, a nawet samorządów. Te jednostki mogą się ubiegać o wsparcie Banku Gospodarstwa Krajowego, który w ramach premii z Funduszu Termomodernizacji i Remontów oferuje dofinansowania do termomodernizacji i instalacji źródeł OZE.
– Wsparcie finansowe w ramach Funduszu Termomodernizacji i Remontów cieszy się stałym zainteresowaniem. W ramach tego działającego od 20 lat instrumentu BGK przyznał już prawie 50 tys. premii na łączną kwotę sięgającą 3 mld zł, przyczyniając się tym do poprawy efektywności energetycznej i stanu technicznego remontowanych budynków mieszkalnych. Każda taka inwestycja to także zmniejszenie smogu i poprawa estetyki otoczenia – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Czerska, dyrektor Biura Funduszu Termomodernizacji i Remontów w Banku Gospodarstwa Krajowego.
Premia z Funduszu Termomodernizacji i Remontów to wsparcie finansowe dla inwestorów, którzy planują przeprowadzenie termomodernizacji w budynku wielorodzinnym. Polega na spłacie części kredytu inwestycyjnego zaciągniętego w banku – nie mogą z niej korzystać inwestorzy realizujący przedsięwzięcie termomodernizacyjne ze środków własnych.
– Premia termomodernizacyjna jest dedykowana wspólnotom i spółdzielniom mieszkaniowym. Wnioskowanie o premię jest proste i odbywa się za pośrednictwem banków kredytujących, które współpracują z BGK. Inwestor ubiegający się o premię powinien przede wszystkim zlecić wykonanie audytu energetycznego. Następnie takie opracowanie – razem z wnioskiem o kredyt i wnioskiem o premię Funduszu Termomodernizacji i Remontów – składa w banku kredytującym. Premia stanowi spłatę części kredytu udzielonego na tę inwestycję – wyjaśnia Magdalena Czerska.
– Audyt energetyczny w planowaniu termomodernizacji pełni dwie podstawowe role. Pierwsza to taki techniczny biznesplan dla inwestorów, czyli wspólnot lub spółdzielni i mieszkańców, żeby mogli się zorientować, jakie korzyści może im przynieść planowana inwestycja, ile będzie kosztować i kiedy się może zwrócić. Po drugie, audyt energetyczny to jest po prostu dokument niezbędny do uzyskania różnych form preferencyjnego finansowania, m.in. właśnie premii termomodernizacyjnej z BGK czy też innych programów dotacyjnych – dodaje Tomasz Wróbel, audytor energetyczny z Pomorskiego Centrum Termomodernizacji.
Wysokość premii termomodernizacyjnej, którą można otrzymać z BGK, sięga16 proc. kosztów takiej inwestycji albo 21 proc. w przypadku, kiedy inwestor decyduje się również na montaż mikroinstalacji OZE.
– Inwestorzy coraz częściej wybierają odnawialne źródło energii i instalacje hybrydowe, czyli łączące panele fotowoltaiczne z pompą ciepła – mówi Magdalena Czerska.
W przypadku bloków z tzw. wielkiej płyty BGK oferuje też dodatkowe wsparcie w wysokości 50 proc. kosztów wzmocnienia takiego budynku przy okazji przeprowadzania termomodernizacji.
– Ubieganie się o premię jest bardzo proste, polega tylko na złożeniu wniosku – mówi Janusz Kamiński, administrator i zarządca nieruchomości Administrator s.j. Aleksandra i Janusz Kamińscy.
Spółka przeprowadziła szereg inwestycji termomodernizacyjnych w zarządzanych nieruchomościach z wykorzystaniem premii z BGK. Jedną z nich był remont budynku mieszkalnego w Sobowidzu, wsi pod Gdańskiem.
– Budynki wspólnot mieszkaniowych wymagają bardzo dużego wsparcia. To są budynki oddalone od miast, od sieci ciepłowniczych, często popegeerowskie, w małych miejscowościach i wsiach. Tu musi płynąć duże wsparcie, bo ci ludzie nie dość, że mało zarabiają i borykają się na co dzień z kłopotami finansowymi, to jeszcze muszą dużo w tę termomodernizację zainwestować – mówi Janusz Kamiński. – Termomodernizacja budynku w Sobowidzu kosztowała 650 tys. zł. Taki kredyt musiało 18 rodzin zaciągnąć, żeby doprowadzić go do tego stanu.
– Budynek był niedocieplony, zarówno ściany, jak i stropodach. Stała w nim kotłownia węglowa, która była nieekologiczna, wręcz niebezpieczna. W tej chwili mamy budynek, który jest kompleksowo docieplony, ma wymienioną albo poprawioną stolarkę, czyli spełnia obowiązujące wymagania techniczne. Także bryła budynku została doprowadzona do obowiązujących standardów technicznych. Natomiast kolejnym krokiem przełomowym była modernizacja systemu grzewczego, czyli zastosowanie źródła ciepła w postaci pompy ciepła wspieranej instalacją fotowoltaiczną – wymienia Tomasz Wróbel.
Dokładny obraz korzyści uzyskanych dzięki tej inwestycji będzie widoczny dopiero po zakończeniu roku kalendarzowego, ale efekty już w tej chwili są mierzalne.
– W okresie od stycznia do czerwca ubiegłego roku koszty ogrzewania i ciepłej wody wyniosły 36 tys. zł z groszami. Natomiast w tym roku od stycznia do czerwca wyniosły już 14,5 tys. zł. Zysk, jaki wspólnota uzyskała, to ponad 60 proc. – mówi administrator budynku. – Korzyścią jest także stabilność energii cieplnej. Tutaj nie ma strachu, że węgiel podrożeje czy go zabraknie. Cały czas jest ciepło i ciepła woda, To jest efekt termomodernizacji.
– Nie ma również emisji. Coś, co do tej pory powodowało zadymienie, emisję CO2, czyli palenie węgla, zostało wyeliminowane. Myślę, że z oszczędnościami to są dwa główne cele, które zostały osiągnięte. I trzeci, niemniej ważny, standard życia mieszkańców zdecydowanie się poprawił, bo na pewno przyjemniej jest żyć i funkcjonować w budynku, który nie dość, że spełnia wysokie normy, to jeszcze jest ładniejszy niż wcześniej – mówi audytor z Pomorskiego Centrum Termomodernizacji.
O premię termomodernizacyjną mogą się ubiegać właściciele lub zarządcy budynków mieszkalnych i zbiorowego zamieszkania, budynków użyteczności publicznej stanowiących własność samorządów, a także lokalnych sieci ciepłowniczych i lokalnych źródeł ciepła. Dofinansowanie przysługuje także osobom fizycznym, w tym właścicielom domów jednorodzinnych.
Na początku lutego br. rząd przyjął Długoterminową Strategię Renowacji Budynków (DSRB), z której wynika, że spośród 14,2 mln budynków (z czego niemal 40 proc. to budynki mieszkalne jednorodzinne) nawet ok. 70 proc. nie spełnia standardów efektywności energetycznej. Duża ich część nie ma nawet izolacji cieplnej. 42 proc. budynków mieszkalnych w Polsce powstało przed 1971 rokiem, ale do roku 2012 przeprowadzono termomodernizację tylko w połowie z nich. Ten proces ma jednak znacznie przyspieszyć. Zgodnie z DSRB w latach 2020–2030 zaplanowano w Polsce termomodernizację 236 tys. budynków rocznie, w kolejnej dekadzie – 271 tys. budynków, natomiast w latach 2040–2050 modernizowanych ma być 244 tys. budynków rocznie.
– Właściciele lokali decydują się na termomodernizację w chwilach wręcz nieprzyjemnych dla nich, ponieważ inwestycje te są bardzo drogie. Jeżeli nie byłoby wsparcia sektora finansowego i wsparcia prawnego, raczej by do tego nie doszło – mówi Janusz Kamiński. – Budynek w Sobowidzu jest tego przykładem. Musiała nastąpić przerwa w dostawie ciepła i to w okresie zimowym, wtedy dopiero ludzie zrozumieli, że trzeba zmienić system ogrzewania z węgla i przejść na ogrzewanie z wykorzystaniem energii odnawialnej, bo to jest jedyne źródło na tym terenie, które jest dostępne dla wspólnot mieszkaniowych.
Pandemia negatywnie wpłynęła na sytuację zawodową kobiet. Ich aktywizacja może przynieść gospodarce 300 mld zł do 2030 roku
9 proc. PKB, czyli równowartość 300 mld zł – tyle w ciągu dziewięciu lat może zyskać polska gospodarka, jeśli wzrośnie aktywność kobiet na rynku pracy – wynika z raportu firmy McKinsey & Company, która przeanalizowała sytuację kobiet na rynku pracy w siedmiu krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Dziś Polki – choć stanowią prawie 52 proc. populacji i 66 proc. absolwentów wyższych uczelni – stanowią tylko 45 proc. zatrudnionych. Co więcej, ten udział może się jeszcze zmniejszyć, bo pandemia COVID-19 dużą część kobiet skłoniła do rozważań o ograniczeniu aktywności zawodowej.
– Z naszych badań wynika, że w wyniku pandemii ok. 40 proc. kobiet rozważa ograniczenie wymiaru czasu pracy, zmianę pracy na mniej wymagającą, przejście na połowę etatu albo nawet całkowitą rezygnację z pracy. W przypadku matek dzieci poniżej 10. roku życia ten odsetek wynosi nawet 54 proc., a więc jest bardzo wysoki. Dla porównania w przypadku mężczyzn to zaledwie 25 proc. To oznacza, że pandemia negatywnie wpłynęła na sytuację zawodową kobiet i to właśnie one są bardziej narażone na jej skutki – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Marciniak, partner zarządzający McKinsey & Company w Polsce.
Jak podkreśla, zmniejszenie aktywności zawodowej kobiet wskutek pandemii ograniczy dostępność puli talentów, co będzie mieć negatywny wpływ nie tylko na przedsiębiorstwa, ale i całą polską gospodarkę. Taki scenariusz zagroziłby też ciężko wypracowanej pozycji kobiet na rynku pracy, która już w tej chwili jest daleka od ideału.
– Pod względem udziału kobiet na rynku pracy Polska wypada dobrze na tle innych krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej, aczkolwiek jest jeszcze duży potencjał do poprawy. Zwłaszcza jeśli chodzi o najwyższe stanowiska. W Polsce kobiety stanowią jedynie 15 proc. kadry zarządczej – to 4 pkt proc. mniej niż średnia dla regionu. Co więcej, prawie połowa firm w ogóle nie ma kobiet w zarządach, więc tutaj wiele musi się zmienić – mówi Kamila Kawecka, konsultantka McKinsey & Company w Polsce, autorka raportu „Win-win. How empowering women can benefit Central and Eastern Europe”.
W Polsce najniższy odsetek kobiet występuje wśród prezesów spółek i wynosi tylko 6 proc., a w wielu firmach wśród wyższej kadry zarządzającej wciąż nie ma ani jednej kobiety. Ten problem dotyczy jednak całej Europy Środkowo-Wschodniej. Nie wynika on jednak, jak się często zakłada, ze zbyt niskich ambicji pań.
Ankieta przeprowadzona przez McKinsey & Company pokazała, że kobiety mają porównywalne oczekiwania, a 57 proc. z nich liczy na awans w pracy. Wśród mężczyzn ten odsetek jest zbliżony i wynosi 56 proc. Z drugiej strony 28 proc. kobiet uważa jednak, że to płeć utrudnia im uzyskanie podwyżki lub awansu, a zdaniem 27 proc. z nich rozwijanie kariery zawodowej utrudniają problemy z utrzymaniem równowagi pomiędzy pracą a domem. Dla porównania na ten sam czynnik wskazuje ok. 20 proc. mężczyzn.
Lepiej niż w zarządach firm sytuacja wygląda wśród kadry kierowniczej.
– Około 43 proc. wszystkich menedżerów w Polsce to właśnie kobiety. Nie dość, że jest to najwyższy wynik w regionie CEE, to na dodatek przewyższa średnią dla Europy Zachodniej i krajów skandynawskich, gdzie wynosi ona 6 proc. Co to oznacza dla nas? To oznacza, że mamy dużo kobiet menedżerów, które w przyszłości mogą zarządzać firmami – podkreśla Kamila Kawecka.
Nowy raport McKinsey & Company wskazuje, że zwiększenie aktywności zawodowej kobiet może mieć wymierne korzyści zarówno dla biznesu, jak i całej gospodarki. Analitycy wyliczyli, że większa aktywizacja kobiet na rynku pracy do 2030 roku może przynieść Polsce dodatkowe 9 proc. PKB. To równowartość prawie 300 mld zł.
– Można to porównać do PKB całej Słowenii za 2020 rok – mówi konsultantka McKinsey & Company. – Wspieranie kobiet na rynku pracy jest ważne i większość osób instynktownie mówi, że równość jest istotna. Jednak niewiele osób wie, że korzyści z tego tytułu mogą być bardzo wymierne.
Zwiększenie udziału kobiet na rynku pracy może rozwiązać problem z niedoborem pracowników. Z szacunków McKinsey & Company wynika, że już w tej chwili w Polsce brakuje ich ok. 125 tys., a jeżeli gospodarka wróci do tempa wzrostu sprzed pandemii, w 2030 roku ta liczba może sięgnąć już 455 tys. Przy odpowiednich działaniach na rzecz eliminacji nierówności płci polski rynek mogłoby zasilić nawet 820 tys. pań.
– Z naszych badań wynika też, że większy udział kobiet wśród kadry zarządzającej jest skorelowany z lepszymi wynikami finansowymi firm – podkreśla Kamila Kawecka. – Przedsiębiorstwa z większą równością płci na najwyższych stanowiskach mają o 26 proc. większe szanse na ponadprzeciętne zyski w porównaniu z tymi, które w ogóle nie mają kobiet w zarządach. Co więcej, z wywiadów, które przeprowadziliśmy z wieloma firmami w regionie CEE, wynika, że różnorodność jest też podstawą kreatywności i poprawia atmosferę w zespołach.
W raporcie „Win-win. How empowering women can benefit Central and Eastern Europe” McKinsey & Company wskazuje, że aby zwiększyć wkład kobiet w polską gospodarkę, potrzebny jest kompleksowy plan identyfikowania i zwalczania nierówności płci na rynku pracy. W ramach tego planu konieczne są m.in. inwestycje w programy szkoleniowe i systemy wsparcia, które pomogą kobietom awansować na stanowiska najwyższego szczebla, działania na rzecz większej dostępności elastycznych form pracy, zapewnienie większej równowagi między pracą a życiem prywatnym wśród kobiet i mężczyzn, ulepszenie urlopów rodzicielskich i zwiększenie dostępności usług opieki nad dziećmi.
– Kolejnym ważnym elementem jest zaangażowanie liderów i budowanie odpowiednich postaw – poczynając od zarządów i kaskadując je na sam dół organizacji, żeby ten model wsparcia i promowania rozwoju kobiet był szeroko rozumiany. Nasze badania wskazują, że zaangażowanie liderów jest absolutnie kluczowe dla powodzenia programów wspierania kobiet na ich drodze kariery – podkreśla Tomasz Marciniak, partner zarządzający McKinsey & Company w Polsce. – Zarówno pracodawcy, jak i sektor publiczny muszą mieć jasną wizję i plan na to, w jaki sposób chcą zwiększyć rolę kobiet i umożliwić im rozwój.
Banki mogą odgrywać kluczową rolę w budowaniu innowacyjności gospodarki po pandemii. Same też zapowiadają inwestycje w tym obszarze
Pandemia pokazała, że polski sektor finansowy – choć sam w sobie jest postrzegany jako bardzo innowacyjny – wciąż planuje kolejne inwestycje w obszarze technologii. W horyzoncie czasowym 2021–2024 za największe wyzwania technologiczne dla branży uznawane są m.in. personalizacja usług, kwestie regulacyjne czy rozwiązania chmurowe. Co ciekawe, w konsekwencji pandemii COVID-19, skutkującej przyspieszeniem procesów digitalizacji we wszystkich branżach, banki zaczęły zaliczać do tych wyzwań także nową organizację pracy i aspekty kadrowe, a zwłaszcza pozyskanie wykwalifikowanych pracowników IT. Takie konkluzje przyniosło badanie przeprowadzone przez KIR i Accenture wśród CIO dziewięciu kluczowych banków na polskim rynku. Eksperci podkreślają też, że kondycja sektora finansowego i jego innowacyjność będą odgrywać znaczącą rolę w budowaniu konkurencyjności polskiej gospodarki po pandemii.
– Polska pod względem innowacyjności zajmuje jedno z końcowych miejsc wśród krajów rozwiniętych i to jest niezmiernie istotne. Podobnie jak to, że źle wyglądają pod tym względem nasze mikro- i małe przedsiębiorstwa, które odgrywają w gospodarce ważną rolę. Dlatego w strategiach – zarówno państwa, jak i instytucji finansowych – muszą być zaprogramowane rozwiązania o charakterze ekonomicznym i prawnym, które będą sprzyjać innowacyjności. Pewne kroki w tym zakresie już zostały zrobione, ale nie są to jeszcze kroki wystarczające – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.
Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego kraje rozwinięte gospodarczo, do których zalicza się też Polska, relatywnie szybko powrócą do wzrostowego trendu sprzed pandemii. Potwierdza to wzrostowa tendencja PKB, który w II kwartale br. wzrósł realnie o rekordowe 11,1 proc. r/r. W porównaniu z ubiegłym rokiem silnie odbiła wymiana handlowa i konsumpcja gospodarstw domowych. Powoli odradzają się też inwestycje. Podtrzymanie szybkiego tempa rozwoju gospodarczego będzie – jak wskazują eksperci – wymagać jednak dużego wzrostu innowacyjności i dalszego upowszechniania technologii cyfrowych, które znajdują zastosowanie w każdej dziedzinie gospodarki.
– W krajach na dorobku, które chcą doganiać inne gospodarki, potrzebna jest też wiedza. Dlatego ważne jest budowanie współpracy między polskimi uczelniami, przedsiębiorcami i samorządami. Taki ekosystem powstaje i mam nadzieję, że będzie się rozwijał coraz lepiej – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz. – Mamy niepowtarzalną szansę, przed nami Krajowy Plan Odbudowy, polityka spójności rozpisana na wiele lat, Zielony Ład i program dekarbonizacji polskiej gospodarki, które będą realizowane przez dekady. To oznacza, że w wielu obszarach – począwszy od energetyki, poprzez ochronę zdrowia, aż po edukację – będą następować ogromne zmiany i pojawiać się ogromne szanse. Ważne, żebyśmy wiedzieli, co chcemy zrobić, i zgodnie budowali program wspierania polskiej innowacyjności.
Dużą rolę w budowaniu konkurencyjności krajowej gospodarki odgrywa sektor bankowy, który finansuje sektor przedsiębiorstw i dostarcza kapitał m.in. na rozwijanie innowacji. Jak podkreśla prezes ZBP, co roku udzielanych jest ok. 6–8 mln kredytów, z czego istotna część trafia właśnie do mniejszych firm. Co istotne, polski sektor finansowy jest postrzegany jako bardzo innowacyjny. Działające w Polsce instytucje finansowe inwestują i błyskawicznie adaptują nowinki technologiczne, do czego skłaniają je m.in. rosnące oczekiwania ze strony klientów, coraz surowsze otoczenie regulacyjne, presja ze strony fintechów i konieczność zadbania o cyberbezpieczeństwo.
– Praktycznie wszystkie usługi, które realizujemy, są związane z cyfryzacją. To m.in. rozliczenia międzybankowe, usługi płatnicze, w których KIR jest cyfrowy od dawna, podobnie jak w usługach identyfikacji zdalnej czy podpisu elektronicznego – mówi Piotr Alicki, prezes zarządu KIR. – W ostatnim czasie okazało się, że te cyfrowe usługi są bardzo potrzebne na rynku i to nie tylko w sektorze finansowym. Nasze rozwiązania są intuicyjne dla użytkownika, a co najważniejsze bezpieczne i łatwe do zastosowania w szeroko pojętej gospodarce i usługach publicznych.
Polski sektor finansowy nadal ma jednak wiele do zrobienia w obszarze technologii. Ankieta przeprowadzona przez KIR i Accenture wśród zarządzających działami IT w dziewięciu działających w Polsce bankach pokazała, że w horyzoncie czasowym 2021–2024 za największe wyzwania technologiczne dla branży uznawane są m.in. personalizacja usług, kwestie regulacyjne czy rozwiązania chmurowe. Wskutek pandemii COVID-19 banki zaczęły zaliczać do tych wyzwań także nową organizację pracy i aspekty kadrowe.
– Największym wyzwaniem – oprócz cyberbezpieczeństwa, bo ono jest sektorowym standardem, o który wszyscy się troszczą – okazuje się kwestia dostępności wykwalifikowanych kadr. Ostra konkurencja o odpowiednio wyszkolonych pracowników jest jednym ze skutków pandemii. Ten okres pokazał konieczność cyfryzacji wielu procesów biznesowych i świadczenia usług w sposób zdalny, a wdrażanie rozwiązań opartych na technologii wymaga zaangażowania specjalistów IT na dużo większą niż dotychczas skalę – mówi Piotr Alicki.
Cyberbezpieczeństwo jako najważniejszy trend w biznesie uzyskało wśród odpowiadających CIO 159 punktów, natomiast zarządzanie kadrami IT i bezpieczeństwa – 156. Kolejny trend – personalizacja usług bankowych – ma już ich 87, podobnie jak automatyzacja pracy i kompetencje pracownicze.
Zgodnie z nową ustawą 1,8 tys. funkcjonariuszy Policji będzie się zajmować zwalczaniem cyberprzestępczości. To sześciokrotnie więcej niż obecnie
Polski rząd zapowiada utworzenie w strukturach Policji Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji opublikowało właśnie ustawę, która ma temu służyć. Zatrudnienie w nowej jednostce ma znaleźć niemal 2 tys. funkcjonariuszy wyszkolonych w dziedzinie wykrywania zagrożeń i zwalczania ataków cybernetycznych. To oznacza sześciokrotne zwiększenie sił, jakimi dziś dysponuje Policja. Zrekrutowanie i wyszkolenie kadr może potrwać nawet kilka lat. Tymczasem ryzyko cyberataków, również na infrastrukturę krytyczną państwa, jest coraz większe.
– Powstanie Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości ma na celu zbudowanie odpowiedniej ilości kadr, które będą w stanie identyfikować zagrożenia i wspierać obywateli w przeciwdziałaniu i zwalczaniu cyberprzestępstw, które dotyczą coraz większej grupy osób – informuje w rozmowie z agencją Newseria Robert Kośla, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przygotowało wspólnie z Komendą Główną Policji projekt ustawy powołującej do życia nową jednostkę. Jak wyjaśnia w Ocenie Skutków Regulacji, o potrzebie utworzenia CBZC najlepiej świadczą dane dotyczące walki z cyberzagrożeniami. W 2013 roku Policja stwierdziła 52 tys. przestępstw popełnionych w cyberprzestrzeni i z wykorzystaniem internetu, w ubiegłym roku było ich już ponad 107,5 tys. Jeszcze większy wzrost widać w liczbie wszczętych z tego powodu postępowań – w ubiegłym roku było ich prawie 54 tys., podczas gdy siedem lat temu – 18,2 tys.
– Kompetencje nowej jednostki to przede wszystkim rozpoznawanie cyberprzestępczości. Mamy do czynienia z cyberprzestrzenią, która nie jest ograniczona geograficznie. Ataki prowadzone są często również spoza granic. Do zadań jednostki należałoby więc przede wszystkim rozpoznawanie źródeł i celów ataków, jak również metod monetyzowania, czyli uzyskiwania korzyści finansowych. Ważne jest również wsparcie ofiar cyberataków – dodaje Robert Kośla.
Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości stanowiłoby specjalną grupę, która z uwagi na wysoko specjalistyczne kompetencje rozszerzałaby możliwości Komendy Głównej Policji i istniejącego obecnie Biura do Walki z Cyberprzestępczością. Ustawa powołująca tę jednostkę miałaby po przyjęciu przez parlament wejść w życie od 1 stycznia 2022 roku. Jednak aby zaczęło się jej realne działanie, najpierw muszą zostać zrekrutowane i wyszkolone kadry. Według założeń w CBZC powstanie 1,8 tys. etatów do końca 2025 roku. W pierwszym roku obowiązywania ustawy będzie to 300 funkcjonariuszy, a w kolejnych trzech latach – po 500 osób.
– Kwestia zatrudnienia kadr i szkoleń to kilka lat. Oczywiście przygotowanie kadr w tak dużej skali jak 1,8 tys. funkcjonariuszy zajmie trochę czasu. Można powiedzieć, że w tej chwili struktury, które w Policji odpowiadają za zwalczanie cyberprzestępczości, to jest około 300 policjantów. Mamy więc do czynienia z sześciokrotnym powiększeniem tych zdolności – wylicza dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Argumentem, który miałby przekonać policjantów do zwiększenia kompetencji, jest wynagrodzenie. Zgodnie z zapowiedziami rządu pracownicy Biura otrzymywaliby stałe dodatki w wysokości od 70 do 130 proc. przeciętnego zatrudnienia w Policji.
Jak podkreśla Robert Kośla, kwestia cyberbezpieczeństwa nie ogranicza się już tylko do ochrony przed hakerami obywateli, lecz także infrastruktury krytycznej państwa. Wraz z postępującą informatyzacją zmienił się bowiem sposób prowadzenia działań wojennych. Teraz osłabienie innego kraju osiąga się coraz częściej nie przez naruszenie jego granic, lecz przez uzyskanie dostępu do poufnych danych lub sparaliżowanie systemów informatycznych, na przykład w ochronie zdrowia.
– Działania wojenne zawsze miały taki charakter, że uderzały w krytyczną infrastrukturę. W tej chwili możemy powiedzieć, że infrastruktura cyfrowa jest krytyczna dla funkcjonowania państwa. Każde z państw przygotowuje się, by zapewnić lepszą cyberodporność tej infrastruktury, prowadzi działania prawne, organizacyjne i techniczne w celu redundancji w infrastrukturze cyfrowej, czyli zwielokrotnienia kopii danych, które są wykorzystywane do świadczenia usług cyfrowych, udrożnienia tej infrastruktury, przygotowania jej na większe, nietypowe obciążenie – wymienia Robert Kośla.
Do głośnego ataku cybernetycznego na Polskę doszło w czerwcu. Hakerzy uzyskali dostęp między innymi do skrzynki e-mailowej Michała Dworczyka, szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. O przeprowadzenie ataku podejrzewana jest Rosja. W tę samą stronę swoje podejrzenia kierują Niemcy. Posłowie Bundestagu i regionalnych parlamentów w ostatnich tygodniach otrzymywali wiadomości mailowe zawierające mechanizmy wyłudzania danych metodą phishingu. Atak, zgodnie z przypuszczeniami tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych, może być elementem prowadzonej przez rosyjski wywiad operacji Ghostwriter.

