Portal 40 Stopni.pl
Znani muzycy stworzyli utwór oparty na dźwiękach natury. Specjalne urządzenia zebrały „muzykę” z Puszczy Białowieskiej
Fale elektromagnetyczne wytwarzane przez rośliny mogą stanowić akompaniament muzyczny. Dzięki specjalnemu urządzeniu impulsy zarejestrowane w Puszczy Białowieskiej zostały zamienione na dźwięki i dostarczone do studia produkcyjnego. Tam z udziałem wokalistki Pauliny Przybysz i znanego producenta muzycznego Baascha powstała piosenka, stanowiąca efekt czwartej edycji projektu Czarna Polana. – Sporym wyzwaniem było zbieranie autentycznych dźwięków, bo dużo łatwiej jednak jest te dźwięki wyprodukować w zaciszu studia czy kupić, ale dzięki temu w „Pulsie” natura faktycznie wybrzmiewa – podkreślają realizatorzy kampanii.
– W pierwszej kolejności udaliśmy się do miejsca, gdzie wszystko się zaczęło i co jest DNA naszego projektu Czarna Polana, czyli do Puszczy Białowieskiej. Tam wspólnie z artystami, czyli Pauliną Przybysz i Bartkiem Baaschem, najpierw zbieraliśmy inspiracje do całego projektu, poznawaliśmy puszczę i jej magiczny, nieokrzesany trochę świat. Następnie wspólnie z artystami zbieraliśmy dźwięki i tutaj bardzo zależało nam na ich autentyczności, dlatego też zdecydowaliśmy się na pobieranie ich właśnie u źródła – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Monika Grudniak, brand manager Żubrówki Czarnej w CEDC, należącym do Grupy Maspex.
Materiał dźwiękowy pozyskano z wykorzystaniem techniki field recordingu, czyli nagrań odgłosów natury w terenie. Został zebrany w Puszczy Białowieskiej przy użyciu zarówno podstawowych technik nagrywania, jak i innowacyjnych narzędzi pozwalających na dotarcie do najczystszych rejestrów muzyki tworzonej przez naturę.
– Do nagrywania autentycznych dźwięków natury użyliśmy mikrofonów pojemnościowych i parabolicznych, ale też, co jest pewnym novum, użyliśmy specjalnego urządzenia, które filtruje, przetwarza dźwięki z puszczy i z roślin bezpośrednio na dźwięki muzyki. Urządzenie podłączamy do roślin. Następnie zbiera ono i przetwarza impulsy elektromagnetyczne, a potem przetwarza je na warstwę muzyczną i realne dźwięki – wyjaśnia Monika Grudniak.
Tak pozyskane dźwięki zostały wykorzystane w studiu produkcyjnym jako trzon utworu przewodniego kampanii pt. „Puls”. Za produkcję odpowiadał Baasch, twórca muzyki elektronicznej, znany m.in ze współpracy z takimi artystami jak Smolik, Rysy, Kayah, Bokka, Catz ’n Dogz oraz stworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu „Płynące wieżowce”. Piosenkę zaśpiewała znana wokalistka Paulina Przybysz.
– Akurat w czasie, kiedy nagrywaliśmy dźwięki w Puszczy Białowieskiej, były bardzo niskie temperatury i padał deszcz. Ale myślę, że to podziałało na nas wszystkich i na artystów jeszcze bardziej inspirująco, mieliśmy większą determinację w tym, żeby zebrać jak najpiękniejsze dźwięki prosto z natury. To jednak było ogromnym wyzwaniem – mówi ekspertka. – Oczywiście mogliśmy wybrać się do studia, mogliśmy kupić te dźwięki lub je sztucznie wytworzyć, natomiast właśnie po to, żeby wybrzmiała autentyczność w całym utworze i w całym projekcie, zdecydowaliśmy się pojechać do puszczy, zebrać te dźwięki i przede wszystkim poczuć naturę.
– Po tej całej przygodzie każdy z nas wyjdzie trochę inny i trochę bardziej „podkręcona” jest nasza ciekawość, że tych dźwięków można słuchać nie tylko w plug-inach i instrumentach, które znamy, ale też w elementach krajobrazu – mówi Paulina Przybysz, współautorka singla.
– Zazwyczaj szukam inspiracji w mieście i ludziach. Tym razem szukałem ich w przyrodzie, co było dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Okazało się, że puszcza ma w sobie dużo pięknej muzyki – dodaje Baasch,
Utwór „Puls” jest dziełem stworzonym w ramach czwartej edycji projektu Czarna Polana realizowanego przez producenta alkoholu Żubrówka Czarna. We wcześniejszych latach w jego realizację zaangażowani byli twórcy tacy jak m.in. Tomasz Bagiński czy Kayah. Dziełami tworzonymi w ramach kampanii były wcześniej m.in. animacje, linia ubrań czy ekologiczny mural. W przyszłym roku mają zostać zaprezentowane założenia kolejnej kampanii.
– To, na czym nam zależy w projekcie Czarna Polana, to autentyczność – dodaje Monika Grudniak. – Cały projekt został zainspirowany obecnością człowieka w świecie, człowieka, który jest zawsze otoczony technologią, światem i jego pędem. My natomiast chcemy i proponujemy, żeby każdy z nas się zatrzymał, odetchnął. O tym tak naprawdę jest projekt Czarna Polana – mówi jego inicjatorka. – Na pewno chcemy pozostać przy świecie Czarnej Polany i przy jej DNA, czyli w świecie Puszczy Białowieskiej. Natomiast szczegóły zaprezentujemy już w przyszłym roku.
Ciepłownictwo będzie w większym stopniu stawiać na OZE. Toruński system wykorzystujący geotermię już dziś spełnia wymogi UE w tym zakresie
Od kilku tygodni system ciepłowniczy w Toruniu jest zasilany przez źródła geotermalne, co automatycznie zmniejsza zapotrzebowanie na gaz. To odnawialne źródło ciepła jest niezależne od zawirowań na rynkach surowców i w łańcuchach dostaw, dlatego stanowi ważny element dywersyfikacji i zwiększania bezpieczeństwa dostaw ciepła dla mieszkańców. Dzięki temu Toruń już w tej chwili z nawiązką spełnia unijne wymogi dotyczące efektywności energetycznej, które zaczną obowiązywać dopiero za cztery lata.
– Geotermia jest w tej chwili jednym z trzech źródeł ciepła, które zasila system ciepłowniczy w Toruniu – mówi agencji Newseria Biznes Robert Kowalski, prezes zarządu PGE Toruń. – To jedno z odnawialnych źródeł, które stanowią o efektywności energetycznej naszego systemu, co jest rzeczywiście bardzo ważne w perspektywie najbliższych kilku lat.
Ciepłownia Geotermia Toruń została oficjalnie otwarta w połowie października br. Wtedy też energia czerpana przez nią z głębi ziemi zaczęła zasilać miejski system ciepłowniczy – jego operator, spółka PGE Toruń, był zobowiązany do przyłączenia tego odnawialnego źródła zgodnie z ustawą o OZE i Prawem energetycznym.
Ciepło z geotermii stanowi obecnie ok. 8 proc. ciepła w systemie ciepłowniczym zarządzanym przez PGE Toruń. Pozostała jego ilość w sieci ciepłowniczej pochodzi z kogeneracyjnej elektrociepłowni gazowej (91 proc.), która zapewnia bezpieczeństwo dostaw dla ponad 100 tys. odbiorców, oraz ciepłowni biogazowej (poniżej 1 proc.) należącej do Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania.
– Dywersyfikacja źródeł ciepła jest dzisiaj bardzo ważna z punktu widzenia geopolitycznego. Widzimy, co się dzieje na rynku paliw, gazu, źródeł ciepła i energii elektrycznej, więc pojawienie się kolejnego źródła, które zabezpiecza nam dostawy, jest bardzo ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa miasta i mieszkańców – mówi Robert Kowalski.
Również cena, jaką odbiorcy płacą za ciepło, jest miksem taryf dla trzech producentów dostarczających ciepło do sieci. Od połowy października stawki dla mieszkańców korzystających z rekompensat wzrosły średnio o 3,2 proc., a stanowią oni grupę ok. 70 proc. odbiorców. Dla pozostałych wzrost ten wyniósł średnio 6,7 proc.
Włączenie źródeł geotermalnych do toruńskiego systemu ciepłowniczego ma wymierne, ekonomiczne efekty, ponieważ już od pierwszego dnia PGE Toruń zmniejszyło zużycie paliwa potrzebnego do produkcji ciepła w kogeneracyjnej elektrociepłowni gazowej. W perspektywie kilku lat wyraźną korzyścią będzie zwiększenie potencjału przyłączeniowego zachodniej części Torunia.
– Dodatkowo poprawiła się również hydraulika sieci, z czym związane są mniejsze straty ciepła – wskazuje prezes zarządu PGE Toruń. – Jednocześnie dążymy też do tego, aby te nowe źródła były jak najmniej uciążliwe dla środowiska. Dlatego stawiamy na OZE.
Toruń dysponuje dużym potencjałem wód geotermalnych, które stanowią lokalne zasoby czystej odnawialnej energii. Geotermia Toruń czerpie wodę geotermalną z pokładów piaskowca jury dolnej. Ma ona temperaturę ok. 60 st. C. W ciepłowni woda trafia do wymienników termalnych, gdzie pozyskuje się z niej ciepło, a następnie solanka geotermalna wraca z powrotem do złoża, krążąc w obiegu zamkniętym.
Jak podkreśla prezes PGE Toruń, sieć ciepłownicza – wykorzystując ciepło z geotermalnych źródeł – wpisuje się w kierunek zmian wyznaczony w regulacjach klimatycznych Unii Europejskiej. Zgodnie z jej wymogami, określonymi w projekcie dyrektywy dotyczącej efektywności energetycznej (EED), do 2026 roku systemy ciepłownicze będą musiały wykazywać minimum 5-proc. udział ciepła z OZE, aby otrzymać status efektywnych energetycznie. System ciepłowniczy w Toruniu – dzięki obecności źródeł OZE takich jak ciepłownia geotermalna i elektrociepłownia biogazowa – spełnia ten wymóg już w tej chwili.
– Toruń ma tę dobrą sytuację, że od pięciu lat ma nowoczesną, kogeneracyjną elektrownię gazową. Natomiast od października br. ta elektrociepłownia biogazowa wraz z geotermią dostarczają w sumie około 9 proc. zielonego ciepła. Tak więc z punktu widzenia przepisów prawa już dziś spełniamy definicję systemu efektywnego energetycznie. I to jest przyszłość systemów ciepłowniczych w Polsce, a Toruń może być modelowym przykładem tego, jak one powinny być rozwijane – mówi Robert Kowalski.
Prezes zarządu PGE Toruń zauważa, że wymogi ujęte w unijnej dyrektywie o efektywności energetycznej (EED) będą coraz wyższe. Do 2035 roku systemy ciepłownicze będą musiały już wykazać minimum 20-proc. udział ciepła z OZE, a w 2050 roku uzyskać całkowitą zeroemisyjność. Dlatego też przyszłością ciepłownictwa jest współpraca kogeneracji ze źródłami OZE. Efektywny system ciepłowniczy powinien mieć też możliwość stałej rozbudowy, realizacji nowych przyłączeń i modernizacji istniejącej infrastruktury sieciowej. Toruń już dziś jest modelowym przykładem takich rozwiązań.
– Kogeneracyjny system ciepłowniczy – czyli produkcja ciepła i energii elektrycznej w jednym procesie paliwowym – i odnawialne źródła energii, które współpracują z tą kogeneracją, to jest przyszłość dla systemów ciepłowniczych w Polsce, które muszą dążyć do bezemisyjności w perspektywie 2050 roku – mówi Robert Kowalski. – Wojna w Ukrainie i sytuacja, którą mamy dziś na rynku energii i paliw, pokazują, że ta dywersyfikacja jest tym, co powinno nam przyświecać w przyszłości przy projektowaniu rozwiązań technicznych dla systemów ciepłowniczych.
Liczba cyberataków na firmy zwiększa się z każdym rokiem. Rosną też koszty związane z utratą bądź naruszeniem firmowych danych
Niższa zdolność do konkurowania małych i średnich firm przemysłowych. Mimo to nie rezygnują one z inwestycji w parki maszyn i urządzeń
W ocenie firm przemysłowych z sektora MŚP w nadchodzących miesiącach na ich zdolność do konkurowania będą najsilniej oddziaływać wysokie ceny energii oraz wysoka inflacja, braki kadrowe, wzrost cen surowców, wciąż odczuwalne skutki wojny w Ukrainie i problemy z dostępnością komponentów do produkcji – pokazuje najnowsza edycja cyklicznego badania Index MiU, przygotowywanego dla Siemens Financial Services w Polsce. Wynika z niego również, że zdolność do konkurowania na rynku firm z sektora przemysłowego spada. Przedsiębiorstwa nie rezygnują jednak z inwestycji w automatyzację i rozbudowę swoich parków maszyn i urządzeń.
– Index MiU to cykliczne badanie, realizowane na zlecenie Siemens Financial Services w Polsce, które informuje nas, w jakiej kondycji do konkurowania są firmy przemysłowe z sektora MŚP. Pokazuje również, jak kształtuje się i zmienia w czasie ich zdolność do zwiększania aktywności eksportowej i zwiększania sprzedaży krajowej, m.in. poprzez inwestycje w maszyny i urządzenia – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Jarzębski, country head of sales w Siemens Financial Services w Polsce. – W tym roku Index MiU wynosi 44,06 pkt i jest to wynik gorszy o ponad 6,5 pkt w porównaniu do zeszłorocznego odczytu. Należy go interpretować jako niższą zdolność badanych branż do konkurowania obecnie i w perspektywie najbliższych 12 miesięcy.
Tegoroczny Index MiU – opracowany na podstawie badania przeprowadzonego we wrześniu br. przez Keralla Research Instytut Badań i Rozwiązań B2B – wskazuje na spadek zdolności do konkurowania we wszystkich badanych branżach. Dla przedsiębiorców z branży obróbki metali wartość subindeksu wyniosła 46,4 pkt, co oznacza spadek o ponad 6 pkt w stosunku do poprzedniego roku. Pogorszenie kondycji odnotowali również przedsiębiorcy z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych.
– Tutaj obserwujemy spadek z 55 do 45 pkt. Słabszą formę do rynkowej rywalizacji prezentują również przedsiębiorcy z branży spożywczej, gdzie widzimy relatywnie niewielki spadek o 0,5 pkt, do poziomu 40,48 w stosunku do roku ubiegłego – mówi Grzegorz Jarzębski.
Największy wpływ na zmianę wartości indeksu głównego i subindeksów miały zmiany w obszarze sprzedaży krajowej oraz odnowień parku maszyn i urządzeń.
– Jeszcze 12 miesięcy temu wyniki naszego badania wskazywały na odradzanie się badanych branż po pandemii COVID-19. Jednak dziś, w coraz trudniejszych warunkach i okolicznościach biznesowych, obserwujemy już umiarkowany optymizm, jeśli chodzi o zdolność do konkurowania w nadchodzącym roku – mówi ekspert Siemens Financial Services w Polsce. – Przed rokiem wśród najważniejszych czynników wpływających na funkcjonowanie badanych branż przedsiębiorcy wymieniali przede wszystkim trzy czynniki: problemy z pozyskaniem pracowników, wysokie ceny surowców oraz wyzwania związane z ekologią. Dziś wymieniają ich aż sześć.
Według badanych 300 małych i średnich firm w nadchodzących miesiącach największy wpływ na ich działalność będą mieć przede wszystkim wysokie ceny energii (53,3 proc.) oraz utrzymująca się wysoka inflacja (40 proc.), a także braki kadrowe (31,3 proc.) i wzrost cen surowców (29 proc.). Dalej przedsiębiorcy wskazują również na wciąż odczuwalne skutki wojny w Ukrainie (20 proc.) oraz problemy z dostępnością komponentów do produkcji (18,7 proc.). Co ciekawe, kwestia ekologii zeszła na dalszy plan.
Z badania wynika jednak, że mimo wymagającego otoczenia polscy przedsiębiorcy nie rezygnują z inwestycji w budowanie własnej konkurencyjności.
– Jedynie 7 proc. przedsiębiorców przyznało, że zmniejszyło w tym roku nakłady na maszyny i urządzenia, a w przyszłym roku cięcia planuje 8,3 proc. To pokazuje, że zarządzający firmami mają świadomość, jak istotne dla dalszego rozwoju ich biznesu jest budowanie konkurencyjności poprzez inwestycje technologiczne – mówi Grzegorz Jarzębski. – W wymagającej sytuacji biznesowej dywersyfikacja źródeł finansowania i korzystanie ze środków pozyskanych od wyspecjalizowanych podmiotów wspiera inwestowanie w modernizację parków maszyn i automatyzację produkcji, a tym samym budowanie zdolności firm do konkurowania.
Z badania wynika, że prawie 2/3 firm przemysłowych z sektora MŚP korzysta z finansowania zewnętrznego, inwestując w rozwój swoich parków maszyn i urządzeń. Najchętniej sięgają po nie przedsiębiorcy z branży obróbki metali. W porównaniu z poprzednim rokiem przedsiębiorcy częściej dywersyfikują swoje źródła finansowania. Ponad połowa z nich deklaruje, że łączy środki własne z finansowaniem zewnętrznym. To o ponad 10 pkt proc. więcej niż jeszcze w ubiegłym roku.
Coraz więcej polskich innowacji podbija światowe rynki. PARP szuka produktów przyszłości, które mogą się stać polską wizytówką za granicą
Ciepłownictwo czekają ogromne inwestycje. Sektor potrzebuje wsparcia nie tylko na modernizację, ale też na zakup surowców przed zimą
Polska produkcja ciepła jest najbardziej w Europie uzależniona od węgla – ciepłownie systemowe spalają co roku ok. 14,5 mln t tego surowca. Dlatego w najbliższych latach ten sektor nieuchronnie czeka transformacja i przechodzenie na technologie nisko- i zeroemisyjne. Tego typu inwestycje od lat były odkładane na później, przez co dziś skala potrzeb inwestycyjnych w tym obszarze jest ogromna, liczona w dziesiątkach miliardów złotych. – Przedsiębiorstwa ciepłownicze potrzebują wsparcia, same sobie z tym nie poradzą – podkreśla Krzysztof Skowroński z KAPE. Jak wskazuje, w tej chwili nie radzą sobie również z zabezpieczeniem odpowiednich ilości surowca do produkcji ciepła przed nadchodzącą zimą.
– Ciepłownictwo jest tym sektorem rynku, który będzie wymagać głębokich przeobrażeń, co wynika m.in. z polityki europejskiej, nowych dyrektyw i potrzeb, ponieważ wszyscy chcemy mieć czyste powietrze. A regulacje Unii Europejskiej, które w tej chwili wchodzą: Fit for 55 i REPowerEU, w pewnym momencie dotkną przedsiębiorstw ciepłowniczych. Dlatego musimy myśleć o tym, żeby zmienić koszyk naszych paliw, żeby przejść w kierunku wykorzystania ciepła odpadowego, a najlepiej przejść całkowicie na energię odnawialną OZE – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Skowroński, doradca zarządu ds. ciepłownictwa w Krajowej Agencji Poszanowania Energii.
Polska ma drugi, po Niemczech, największy rynek ciepła systemowego w Europie. Do sieci ciepłowniczej przyłączonych jest ponad 40 proc. spośród 13,5 mln gospodarstw domowych – to jeden z najwyższych wskaźników w UE. Łącznie w polskich systemach ciepłowniczych zainstalowanych jest 53,5 GW.
Jednocześnie polska produkcja ciepła jest najbardziej w Europie uzależniona od węgla – ciepłownie systemowe spalają co roku ok. 14,5 mln t tego surowca (dane z raportu Polityka Insight: „Ciepło do zmiany. Jak zmodernizować sektor ciepłownictwa systemowego w Polsce”). Dlatego też rozwój technologii opartych na OZE w ciepłownictwie jest nieunikniony, ponieważ polityka klimatyczna UE zakłada, że do 2040 roku gospodarstwa domowe i przemysł będą ogrzewane przez ciepło systemowe lub niskoemisyjne źródła. Taki cel rząd wyznaczył też w „Polityce energetycznej Polski do 2040 roku”.
Tymczasem – jak wskazuje w tegorocznym raporcie Forum Energii – dziś polskie ciepłownictwo to bardzo zaniedbany obszar, w którym niezbędne zmiany i modernizacje przez lata były odkładane na później. W rezultacie przestarzała infrastruktura ciepłownicza osiąga kres swojej użyteczności, a jej eksploatacja jest droga i powoduje duże szkody środowiskowe w postaci zanieczyszczenia powietrza (raport „Czyste ciepło jako motor polskiej gospodarki”).
– Skala potrzeb inwestycyjnych jest rzeczywiście ogromna. Możemy mówić o miliardach złotych, to jest rząd wielkości zbliżony do ok. 100 mld zł w ciągu 10 lat. To jest też przedsięwzięcie bardzo trudne logistycznie samo w sobie, bo przedsiębiorstwa ciepłownicze muszą pozyskać wykonawców, wcześniej wybrać optymalny wariant i pozyskać środki finansowe – mówi Krzysztof Skowroński. – Z uwagi na kondycję przedsiębiorstw ciepłowniczych te inwestycje muszą być wspierane systemami pomocowymi. Dlatego m.in. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej prowadzi szereg działań w tym kierunku, które mają stworzyć środki pomocowe dla przedsiębiorstw ciepłowniczych.
Jak szacuje Forum Energii, skala inwestycji niezbędnych w sektorze ciepłowniczym w nadchodzących latach to co najmniej 52 mld zł, ale rocznie. Transformacja tego sektora jest jednak szansą, aby czyste ciepło stało się motorem rozwoju polskiego przemysłu. Przy stworzeniu dobrych ram prawnych modernizacja ciepłownictwa może zwiększać polskie PKB o ponad 2 proc. rocznie przez kolejne 30 lat i kreować średnio nawet 400 tys. miejsc pracy rocznie w sektorze.
– Polskie firmy ciepłownicze – szczególnie duże grupy, które posiadają moc cieplną rzędu setek megawatów – radzą sobie z tymi wyzwaniami. Zdecydowanie największy problem mają jednak średniej wielkości firmy ciepłownicze, poniżej 50 MW, które stanowią w Polsce prawie połowę sektora. Takie przedsiębiorstwa mają bardzo ograniczone kadry techniczne czy inżynierskie, a ich produkcja ciepła jest w większości oparta na technologii węglowej. Tam konieczne są największe zmiany, a środki finansowe z kolei są najmniejsze. Bez odpowiedniego wsparcia same nie będą w stanie sobie poradzić – podkreśla doradca zarządu ds. ciepłownictwa w Krajowej Agencji Poszanowania Energii.
– Rozmawiamy z ciepłownikami o ich potrzebach inwestycyjnych i staramy się aktywnie uczestniczyć we wszystkich projektach – również w tych, które są dofinansowane przez NFOŚiGW. Staramy się dokładać taką domykającą złotówkę do tych projektów poprzez udzielenie kredytu inwestycyjnego – dodaje Joanna Smolik, dyrektor Departamentu Relacji Strategicznych oraz programu Bezpieczeństwo strategiczne w Banku Gospodarstwa Krajowego.
Jak podkreśla, jest to element szerszego wsparcia, jakie BGK oferuje branży ciepłowniczej. W związku z trudną sytuacją na rynkach surowców bank wprowadził do oferty także dwa produkty finansowe, które doraźnie poprawiają sytuację finansową ciepłowni: gwarancję płynnościową oraz kredyt obrotowy. Działania te są realizowane poprzez jeden z kluczowych programów BGK – Bezpieczeństwo strategiczne, którego celem jest m.in. transformacja sektora ciepłowniczego w kierunku niskoemisyjnym przy zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw ciepła.
– Zakup surowców energetycznych na najbliższy sezon grzewczy jest w tej chwili pierwszą, najbardziej pilną potrzebą sektora – mówi Joanna Smolik. – Ciepłownicy zabezpieczają jedną z podstawowych potrzeb społeczności, czyli dostawy ciepła. Nie wyobrażamy sobie takiej sytuacji, że – na skutek zawirowań geopolitycznych – mamy w Polsce poważny kryzys z zabezpieczeniem podstawowych potrzeb bytowych lokalnych społeczności. Dlatego zdecydowaliśmy się na podjęcie tych działań krótkoterminowych, żeby wesprzeć spółki ciepłownicze w realizowaniu ich podstawowego zadania.
Gwarancja płynnościowa to rozwiązanie dla dużych i średnich przedsiębiorstw. Jest zabezpieczeniem spłaty kredytu udzielonego przez bank komercyjny, przeznaczonego na bieżące finansowanie działalności. Przedsiębiorstwa ciepłownicze mogą sfinansować nim zakup surowców na nadchodzący sezon grzewczy. Maksymalna kwota kredytu to 250 mln zł, przy czym gwarancja BGK obejmuje do 80 proc. tej kwoty. Co istotne, gwarancje zabezpieczają kredyty bez konieczności zastawiania majątku przedsiębiorstwa i pozwalają na uzyskanie lepszych warunków kredytowania. Bank komercyjny może udzielić kredytu zabezpieczonego gwarancją na maksymalny okres 39 miesięcy.
– Drugi produkt to nieodnawialny kredyt obrotowy, udzielany bezpośrednio przez BGK tym przedsiębiorcom, którzy z różnych powodów nie otrzymali kredytu w bankach komercyjnych. Tacy przedsiębiorcy mogą się do nas zgłosić i uzyskać taki kredyt w wysokości do 20 mln zł pod warunkiem pozytywnej oceny zdolności kredytowej – wyjaśnia dyrektor programu Bezpieczeństwo strategiczne w BGK.
Kredyt obrotowy BGK może być przeznaczony na finansowanie zakupu węgla kamiennego, gazu lub innych paliw, które wykorzystywane są do wytworzenia energii, albo na sfinansowanie zakupu uprawnień do emisji CO2. Data ostatecznej jego spłaty nie może nastąpić później niż 30 czerwca 2024 roku. Urząd Regulacji Energetyki już od kilku miesięcy zachęca dostawców ciepła do korzystania z tych instrumentów pomocowych BGK, które mogą poprawić ich sytuację finansową w trudnym czasie. Zainteresowanie ze strony ciepłowników jest coraz większe.
– Zrobiliśmy rozeznanie wśród banków partnerskich, które dystrybuują kredyty zabezpieczone gwarancją płynnościową BGK. I okazuje się, że wniosków składanych przez ciepłowników jest sporo w procesie kredytowym. Spodziewamy się, że to zainteresowanie będzie rosło – mówi Joanna Smolik. – BGK otrzymuje już też pierwsze wnioski o sfinansowanie kredytu obrotowego. I na ten moment ciepłownie są zabezpieczone w węgiel bądź też inne surowce energetyczne na co najmniej 30 dni, ale to jest dopiero początek zimy. W kolejnych miesiącach dostawy surowców muszą być kontynuowane, dlatego spodziewamy się, że ta forma finansowania będzie atrakcyjnym rozwiązaniem dla ciepłowników.
Debata na temat sytuacji w polskim ciepłownictwie i czekających sektor zmian w kierunku zrównoważonego rozwoju odbyła się w trakcie ogólnopolskiej konferencji BGK dla JST.
Kryzys gospodarczy może się okazać kolejnym impulsem do wdrażania innowacji w biznesie. Nowe szanse zyskają małe i średnie firmy
Odsetek firm aktywnych innowacyjnie wzrósł w Polsce z 34,7 proc. w 2019 roku do 79,6 proc. w ubiegłym – wynika z danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Pokazują one, że w ostatnich dwóch pandemicznych latach nastąpił skokowy wzrost inwestycji w innowacyjność wśród polskich przedsiębiorstw. Rozpoczynający się właśnie kryzys gospodarczy może się okazać kolejnym impulsem dla takiej aktywności, bo aby przetrwać w trudnym otoczeniu rynkowym, firmy będą musiały podnosić swoją konkurencyjność.
– W trudnych gospodarczo czasach inwestowanie w innowacje ma szansę przyspieszyć. Na pewno zdecydowanie szybciej w dużych firmach, które mają większe budżety na badania i rozwój, są też otwarte na wdrażanie tzw. otwartych innowacji, na współpracę ze start-upami i mniejszymi spółkami technologicznymi. Wynikiem tej współpracy często są nowe rozwiązania i optymalizacja procesów – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Orzechowska, ecosystem developer w Rethink Digital Hub.
Jak pokazuje tegoroczny „Monitoring innowacyjności polskich przedsiębiorstw”, opracowany przez PARP, w 2021 roku prawie 80 proc. firm działających w Polsce było aktywnych innowacyjnie, co oznacza, że wprowadziły lub próbowały wdrożyć w swojej działalności przynajmniej jedną innowację. Dla porównania w latach 2017–2019 ten odsetek wynosił 34,7 proc. To pokazuje, że w ostatnich pandemicznych latach nastąpił skokowy wzrost inwestycji w innowacyjność wśród polskich przedsiębiorstw. Jak wskazuje PARP, tradycyjnie są one skorelowane z wielkością firmy – im większa, tym wyższy odsetek aktywności innowacyjnej. Jednak w Polsce już niedługo rozpoczną działalność EDIH-y, czyli Europejskie Huby Innowacji Cyfrowych (European Digital Innovation Hubs). To współfinansowane przez Komisję Europejską i państwowe budżety konsorcja różnych podmiotów, które mają umożliwić rozwój na polu innowacyjności przede wszystkim małym i średnim firmom.
– EDIH-y to różnego rodzaju usługi i wsparcie ekspertów we wszystkich obszarach, w których digitalizacja i wdrażanie innowacji może usprawnić działalność firm. W Łódzkiej Specjalnej Strefie będziemy realizowali EDIH we współpracy m.in. z ZIPSEE, Ericssonem i Politechniką Łódzką. Natomiast obszary, którymi będziemy się zajmować, to m.in. artificial intelligence, cybersecurity, VR i IoT – zapowiada Magdalena Orzechowska.
Komisja Europejska zakończyła proces wyboru Europejskich Hubów Innowacji Cyfrowych na początku września br. Ten status otrzymało łącznie 136 ośrodków w całej UE. EDIH-y są jednym z kluczowych elementów programu Europa Cyfrowa, który ma na celu wspieranie i przyspieszanie procesu cyfrowej transformacji gospodarki, przemysłu we wszystkich krajach Wspólnoty. Polska wciąż ma na tym polu sporo do nadrobienia, ponieważ w ubiegłorocznym rankingu DESI (Digital Economy and Society Index), opracowywanym przez Komisję Europejską, została sklasyfikowana dopiero na 24. miejscu spośród wszystkich państw członkowskich UE.
– Są jednak w Polsce firmy, które są bardzo zaawansowane technologicznie. One już wprowadziły kilka różnego rodzaju rozwiązań, chcą więcej i są świadome swoich potrzeb. Mamy też drugi typ firm, które patrzą na te inne i mówią: „Okej, jeśli oni wprowadzili innowacje, to my też chcemy”. Są również takie, które w ogóle wypierają potrzebę innowacyjności, ponieważ dopóki biznes jakoś w miarę się trzyma, to po co zawracać sobie takimi rzeczami głowę jak innowacje – mówi Andrzej Horoch, ekspert od wdrażania innowacji w firmach, Connected Realities.
Jak podkreśla, każda firma w procesie wdrażania innowacji i cyfrowych rozwiązań powinna uwzględnić przede wszystkim swoje potrzeby i wyzwania, z jakimi musi się mierzyć na rynku.
– Unikajmy rozwiązań, które są dobre dla wszystkich, bo każdy biznes jest inny. Nawet jeżeli firmy pracują w tym samym sektorze, w tej samej branży, to niekoniecznie się mierzą z tymi samymi problemami. Dlatego najważniejsze jest indywidualne podejście, analiza swojej własnej firmy i dopiero wtedy dopasowywanie innowacji, które mogą zwiększać jej zysk – mówi Andrzej Horoch. – Moja rada jest taka, żeby przyjrzeć się wnikliwie, kto będzie korzystał z tych rozwiązań. Bo można mieć świetlane plany, bardzo duże ambicje, ale na koniec dnia liczą się ludzie, którzy mają korzystać z tych innowacji i to oni mają pracować lepiej, szybciej się uczyć czy przyspieszać procesy.
Firmy, które są zainteresowane wdrażaniem u siebie innowacji i technologicznych nowinek, będą miały okazję przyjrzeć się praktycznym aspektom tego procesu podczas zbliżającego się Rethink Digital Summit, organizowanego przez Łódzką Specjalną Strefę Ekonomiczną. Podczas wydarzenia, które odbędzie się w drugiej połowie listopada br., eksperci omówią nowinki technologiczne – takie jak blockchain, extended reality, metaverse, cybersecurity, robotyka i automatyka – oraz ich praktyczne zastosowanie w biznesie.
– Rethink Digital Summit to dwudniowe wydarzenie, które 23 listopada odbędzie się w Łodzi, a 24 listopada w CIC w Warszawie. Tego dnia ogłaszamy wszystkie nasze projekty związane z usługami dla biznesu i cyfrową transformacją. Przedstawimy cały program tych działań zarówno w Łodzi, jak i w Warszawie i bardzo serdecznie na to wydarzenie zapraszamy. Będzie tam bardzo dużo wiedzy merytorycznej, spotkań z ekspertami, przykłady wdrożeń i porady dotyczące tego, jak te innowacje wdrażać efektywnie – mówi Magdalena Orzechowska.
Założenia Rethink Digital Summit eksperci przedstawili podczas ostatniego Thursday Gathering, wydarzenia dla społeczności innowatorów, które w każdy czwartek organizuje Fundacja Venture Café Warsaw.
Producenci wód butelkowanych apelują o szybkie wdrożenie systemu depozytowego. 90 proc. Polaków popiera to rozwiązanie
Moderna przyspiesza prace nad kolejnymi zastosowaniami szczepionek mRNA. W Warszawie lokuje całe zaplecze operacyjne dla swojej ekspansji
Pandemia COVID-19 przyspieszyła rozwój szczepień opartych na technologii mRNA. Zgodnie z nową strategią Moderna – globalny pionier technologii mRNA – chce do 2025 roku wprowadzić do badań klinicznych szczepionki na 15 wirusów najbardziej groźnych dla człowieka. Przyspieszenie prac w tym obszarze pociąga za sobą rozwój infrastruktury i zaplecza operacyjnego. Amerykański koncern w tym celu buduje nowe fabryki poza Stanami Zjednoczonymi, m.in. w Kenii, a także otworzył w Warszawie centrum usług biznesowych, do którego przeniósł całe zaplecze operacyjne. 150 osób zatrudnionych w Moderna Enterprise Solutions Hub zajmuje się m.in. obsługą finansową, podatkową, prawną i HR. Do końca roku pojawią się nowe funkcjonalności wspierające ekspansję koncernu, a liczba zatrudnionych ma wzrosnąć do 230 osób.
– Nasze badania koncentrują się na wirusie wywołującym COVID-19, ale mamy też program dotyczący grypy i RSV, które są bardzo poważnymi wirusami atakującymi układ oddechowy. Badamy też wirusy latentne i prowadzimy działalność w dziedzinie zdrowia publicznego. Dodatkowo dążymy do tego, żeby mieszkańcy krajów tropikalnych mieli dostęp do szczepionek na wirusy takie jak zika, chikungunya i denga. Planujemy też prace nad szczepionką na gruźlicę, bo obecna jest już bardzo stara. W marcu bieżącego roku uruchomiliśmy inicjatywę ukierunkowaną na opracowanie szczepionek na 15 najgroźniejszych wirusów i rozpoczęcie badań klinicznych nad tymi preparatami – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Stéphane Bancel, dyrektor generalny Moderny.
Ta inicjatywa to jeden z czterech filarów ogłoszonej w tym roku globalnej strategii zdrowia publicznego Moderna. Kolejną jest platforma mRNA Access, która służy współpracy, badaniom i rozwojowi nowych szczepionek opartych na technologii modyfikacji mRNA. Amerykański koncern biotechnologiczny jest jednym z pionierów z zakresie opartych na niej szczepionek i leków. Dwa lata temu zasłynął jako jedna z pierwszych firm na świecie, które opracowały i wprowadziły na rynek szczepionki przeciw wirusowi SARS-CoV-2 wywołującemu COVID-19. Preparat pod nazwą Spikevax trafił na rynek w mniej niż rok. Jak podaje spółka w raporcie ESG za 2021 rok „Impacting Human Health”, do końca 2021 roku rozdystrybuowano ok. 800 mln dawek szczepionki, z czego 1/4 trafiła do krajów o niskich i średnich dochodach.
– Większość ludzi kojarzy nas właśnie ze szczepionkami na COVID-19, ale posiadamy platformę, na której możemy tworzyć wiele produktów. W tej chwili opracowujemy 48 nowych leków, a ok. 50 jest na etapie badań laboratoryjnych – mówi Stéphane Bancel.
Moderna pracuje nie tylko nad szczepionkami, ale opracowuje też m.in. leki na nowotwory. W ostatnim miesiącu Merck skorzystał z możliwości wspólnego opracowania i komercjalizacji spersonalizowanej szczepionki przeciwnowotworowej przeciwko czerniakowi skóry.
– Polega to na wytwarzaniu innej szczepionki dla każdej osoby w oparciu o DNA komórek rakowych. Pracujemy też nad lekami na rzadkie choroby genetyczne, w których dzieci nie są w stanie produkować prawidłowych białek. Badamy terapie, które zastępują te brakujące białka – wyjaśnia dyrektor generalny koncernu. – Działamy też w dziedzinie kardiologii. A wszystko to sprawia, że w ciągu najbliższych 5–10 lat wpływ Moderny na zdrowie ludzi będzie bardzo znaczący.
Przyspieszenie prac nad technologią mRNA pociągnęło za sobą rozwój infrastruktury i produkcji koncernu. Jeszcze dwa lata temu, przed pandemią COVID-19, Moderna była obecna tylko na rynku amerykańskim. W tej chwili poza ośrodkami w USA i lokalizacją partnerską w Szwajcarii buduje zakłady w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Australii. Kolejna fabryka powstanie w Kenii i będzie produkować ok. 500 mln dawek szczepionek rocznie. To o tyle istotne, że – jak wynika z przytaczanych przez Modernę danych WHO – Afryka importuje 99 proc. szczepionek, których potrzebuje.
Rozwojowi możliwości produkcyjnych towarzyszy także wzrost zapotrzebowania na obsługę operacyjną tej ekspansji. Moderna od pewnego czasu szukała lokalizacji dla nowego centrum usług biznesowych, które pomoże jej w międzynarodowej ekspansji. Ostatecznie firma zdecydowała się na Warszawę.
– Zależy nam na stworzeniu ośrodka, który będzie wspomagał całą naszą ekspansję na rynki międzynarodowe. Przyglądaliśmy się wielu krajom w Ameryce, Europie i oczywiście Azji, ale wybraliśmy Polskę ze względu na dostępne tutaj doskonałe kadry i ich umiejętności językowe. Można tu znaleźć osoby mówiące różnymi językami, które mogą wspierać ludzi z Francji, Japonii czy Australii. Postanowiliśmy więc umieścić nasze zaplecze właśnie w Polsce – wyjaśnia Stéphane Bancel.
– Biuro w Warszawie odgrywa strategiczną rolę dla Moderny. Naszym celem jest zwiększanie skali działalności i wprowadzanie innowacji w globalnej działalności spółki – dodaje Łukasz Wielochowski, dyrektor Moderna Enterprise Solutions Hub w Warszawie. – Nie jest to standardowy podmiot globalnych usług biznesowych, my naprawdę przyczyniamy się do jej rozwoju.
Centrum usług biznesowych Moderny w praktyce prowadzi działalność już od kilku miesięcy, ale w tym tygodniu zostało oficjalnie otwarte w obecności ministra rozwoju i technologii Waldemara Budy oraz ambasadora USA Marka Brzezińskiego. Amerykański koncern wprowadził się do nowoczesnego biurowca Warsaw Unit, gdzie wynajmuje biuro o powierzchni 4,5 tys. mkw. 46-piętrowy drapacz chmur został oddany do użytku w ubiegłym roku i znajduje się przy rondzie Daszyńskiego, w biznesowym centrum stolicy.
Warszawskie centrum Moderny zatrudnia w tej chwili 150 osób, m.in. w dziale finansów, HR i technologii cyfrowych. Jednak ta liczba szybko rośnie.
– Od początku tworzymy prawdziwie globalną organizację usług biznesowych. Wspieramy Modernę w zakresie dotychczas utworzonych działów: finansowego, podatkowego, zakupów, medycznego, regulacyjnego, kadr, rozwiązań cyfrowych i usług prawnych. Planujemy też dodanie nowych funkcji i zwiększenie zatrudnienia do 230 osób na koniec tego roku. W kolejnym roku zamierzamy zwiększyć skalę działalności w miarę rozwoju całej spółki – mówi Łukasz Wielochowski.
– Dołączenie do Moderny jest interesującą szansą. Firma bardzo szybko się rozwija i inwestuje znaczne środki w rozwój pracowników. Dużo zainwestowaliśmy np. w estetyczne przestrzenie biurowe w centrum Warszawy, dysponujemy najnowocześniejszą technologią i inwestujemy w szkolenia, oferując możliwości rozwoju. Stworzyliśmy m.in. akademię sztucznej inteligencji, aby każdy pracownik mógł zgłębić tajniki uczenia maszynowego – dodaje Stéphane Bancel.
Jak podkreśla, spółka stawia na szybki rozwój, ale w sposób zrównoważony. Stąd m.in. nacisk na współpracę z lokalnymi społecznościami, dbałość o sprawy pracownicze i środowisko – Moderna jest w gronie tych firm, które zobowiązały się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2030 roku. Ze względu na obszar i charakter swojej działalności firma przywiązuje też bardzo dużą wagę do etyki pracy.
– Moderna to świetne miejsce pracy i mamy naprawdę solidne plany rozwoju w Polsce – zapewnia dyrektor Moderna Enterprise Solutions Hub w Warszawie. – Panuje tu kultura różnorodności, inkluzywności i równości i taką kulturę wspieramy też w Polsce. Oddział w Polsce koncentruje się na rozwoju całej spółki, więc zachęcamy wszystkich, którzy mają poczucie celu i chcą współtworzyć naszą organizację wraz z nami.

