Portal 40 Stopni.pl
Czyste Powietrze od stycznia w nowej odsłonie. Duża aktualizacja nie rozwiąże jednak wszystkich problemów
Podwyższone progi dochodowe i wysokość dotacji oraz atrakcyjny pakiet dofinansowania do kompleksowej termomodernizacji budynku wynoszący nawet 136 tys. zł – to najważniejsze zmiany, które od 3 stycznia 2023 roku pojawią się w programie Czyste Powietrze. Mają one przyspieszyć jego realizację, bo w ciągu trzech lat udało się ocieplić zaledwie 73 tys. budynków i wymienić 66 tys. kotłów starej generacji. – Zmiany to krok w dobrą stronę, ale pieniądze to nie wszystko – mówi Jan Ruszkowski z Konfederacji Lewiatan. Jak wskazuje, brak dostatecznej wiedzy i świadomości wsparcia, z którego można skorzystać w ramach programu, może być jedną z przyczyn, dla których jego realizacja przebiega tak wolno. – W Polsce potrzebne są też inne instrumenty, bo Czyste Powietrze w założeniu jest programem powszechnym, ale nie rozwiąże wszystkich problemów – zauważa ekspert.
– Zapowiedzi zmian w programie Czyste Powietrze przyjmujemy z bardzo dużym optymizmem, ponieważ po kilku latach działania wreszcie będzie on miał właściwą logikę – najpierw zmniejszamy zapotrzebowanie na energię, potem dobieramy nowe źródło ciepła. W programie pojawił się nareszcie duży komponent dofinansowania kompleksowej termomodernizacji budynków – mówi agencji Newseria Biznes Jan Ruszkowski, koordynator Rady ds. Czystego Powietrza, ekspert w Departamencie Energii i Zmian Klimatu Konfederacji Lewiatan. – Do tej pory ten program był skoncentrowany głównie na wymianie źródła ciepła, co – w przypadku domów ocieplonych słabo lub wcale – wiązało się z ryzykiem wpadnięcia lub pogłębienia ubóstwa energetycznego. Po wymianie samego pieca energii nadal potrzeba dużo, ale gaz, pellet czy prąd są znacznie droższe niż węgiel, chrust i odpady. Nowe podejście – najpierw ocieplamy, potem zmieniamy ogrzewanie – jest od lat przetestowane przez inne kraje naszego regionu Europy.
W październiku br. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, który dość krytycznie ocenił pierwsze trzy lata funkcjonowania programu Czyste Powietrze (do października 2021 roku). W tym czasie podpisano umowy dofinansowania na ok. 4,2 mld zł, czyli 4 proc. całkowitego zaplanowanego budżetu (103 mld zł). W tym czasie liczba budynków ocieplonych w ramach programu wyniosła niecałe 73 tys. (2,4 proc. planu), a 66 tys. kotłów starej generacji (2,2 proc.) wymieniono na niskoemisyjne. Według NIK przy takim tempie realizacji programu kluczowego dla poprawy jakości powietrza w Polsce na osiągnięcie zaplanowanych efektów trzeba by poczekać do 2033 roku, czyli cztery lata dłużej, niż planowano.
Pełnomocnik rządu ds. programu Czyste Powietrze Paweł Mirowski jesienią br. zapowiedział duże zmiany. Zaczną one obowiązywać od 3 stycznia 2023 roku, kiedy ruszy przyjmowanie wniosków o dofinansowanie do nowej, zaktualizowanej wersji programu. Jedną z ważniejszych zmian jest podniesienie progów dochodowych dla ubiegających się o dotację – wzrosną one do 1894 zł w gospodarstwie wieloosobowym i do 2651 zł w gospodarstwie jednoosobowym. Większa będzie także kwota dofinansowania – nawet do 136 200 zł w przypadku inwestycji w kompleksową termomodernizację (w zależności od osiąganego dochodu). W programie urealniono wartości poszczególnych kosztów kwalifikowanych poprzez podniesienie maksymalnych kwot dotacji. To działania, które mają zachęcić beneficjentów do bardziej kompleksowych inwestycji – instalacji OZE, wymiany źródeł ciepła i termomodernizacji.
– Zwiększenie kwot dofinansowania, urynkowienie cen materiałów i urządzeń czy podwyższenie progów dochodowych to są kroki w dobrą stronę, ale pieniądze to nie wszystko. Trzeba przede wszystkim śledzić, robić badania, przeprowadzać stałą i staranną ewaluację tego programu i pytać potencjalnych wnioskodawców, jakie oni bariery widzą, czy naprawdę pieniądze są jedyną przeszkodą w realizacji takiej inwestycji. To może być też np. niezrozumienie tego programu, skomplikowane procedury, brak wiedzy, dostępu do kredytu albo doradztwa, którego nie ma w najbliższej gminie i trzeba go szukać w województwie – wylicza ekspert Departamentu Energii i Zmian Klimatu Konfederacji Lewiatan.
Jak ocenia, to właśnie brak dostatecznej wiedzy i świadomości wsparcia, z którego można skorzystać w ramach programu, może być jedną z przyczyn, dla których jego realizacja przebiega tak wolno.
– Bardzo wielu ekspertów – i my również – apeluje o ogólnopolską, szeroko zakrojoną kampanię informacyjną, dużo większą niż te, które dotychczas mieliśmy okazję oglądać, pokazującą, dlaczego ta termomodernizacja jest tak ważna, gdzie można szukać informacji i dofinansowania. Promocja termomodernizacji – niesłusznie – skupia się najczęściej tylko na niższych kosztach energii. Korzyści, a więc i motywacji, do których warto się odwoływać, jest znacznie więcej. Rzetelnej kampanii społecznej z prawdziwego zdarzenia nadal bardzo brakuje – mówi Jan Ruszkowski.
Ekspert Konfederacji Lewiatan wskazuje też, że potrzebne jest także większe wsparcie dla najuboższych. Tutaj nie pomoże nawet podniesienie progów dochodowych na osobę – w przypadku maksymalnego wymiaru wsparcia wzrosły one z 900 zł do 1090 zł dla gospodarstw wieloosobowych i z 1260 do 1526 zł dla jednoosobowych.
– Osoby z najniższymi dochodami rzadko myślą o inwestycji rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych w poprawę efektywności energetycznej swojego domu. Mało tego, często mieszkają w budynkach, których wartość jest niższa niż koszt kompleksowej termomodernizacji. Czasem z powodów technicznych wręcz nie da się jej przeprowadzić. Wymiana samego „kopciucha”, w którym spalane bywa dosłownie wszystko, bez ocieplenia domu nie jest dobrym rozwiązaniem. Koszt ogrzewania – zamiast spaść – właśnie wzrośnie. To jest wpędzanie w jeszcze głębsze ubóstwo energetyczne. Tymczasem prawo jest równe dla wszystkich i również od osób najuboższych wymaga z czasem likwidacji najbardziej emisyjnych kotłów. Właśnie dla takich osób potrzebne są dodatkowe instrumenty wsparcia – mówi Jan Ruszkowski.
Program Czyste Powietrze ma działać do 2029 roku, a na realizację tego programu w ciągu 11 lat rząd zaplanował w sumie 103 mld zł. Ma to pozwolić na poprawę efektywności energetycznej i wymianę źródeł ciepła w 3 mln budynków. Jak podkreśla rząd, to największy proekologiczny projekt w Polsce, który działa od 2018 roku. Jego celem jest ograniczenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery, które powstają na skutek ogrzewania domów jednorodzinnych z wykorzystaniem przestarzałych źródeł ciepła i niskiej jakości paliwa. To tzw. niska emisja, która jest jedną z głównych przyczyn smogu. Program oferuje przede wszystkim dofinansowanie wymiany przestarzałych i nieefektywnych kotłów na paliwo stałe, tzw. kopciuchów, na nowoczesne, bardziej ekologiczne źródła ciepła, a także przeprowadzenie towarzyszących temu prac termomodernizacyjnych budynku, jak np. docieplenie przegród i wymiana stolarki okiennej. Dofinansowuje również audyt energetyczny, montaż wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła i instalacje odnawialnych źródeł energii, np. kolektory słoneczne i panele fotowoltaiczne.
Sektor ochrony zdrowia przygotowuje się do wykorzystania unijnych środków. Część funduszy trafi na nowoczesną infrastrukturę w szpitalach
Jak podaje Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, w sumie blisko 20 mld zł ma trafić do sektora ochrony zdrowia z Krajowego Planu Odbudowy. Te pieniądze zostaną przeznaczone m.in. na cyfryzację, zachęty i wsparcie studentów kierunków medycznych oraz modernizację i wyposażenie w nowoczesny sprzęt dla szpitali. Nie są to jednak jedyne środki na ten cel, na które placówki mogą liczyć, ponieważ kolejny strumień pieniędzy popłynie do nich z nowej perspektywy Funduszy Europejskich na lata 2021–2027. Ministerstwo Zdrowia, jako instytucja pośrednicząca, otrzyma do rozdysponowania między beneficjentów 3 mld zł.
– Wszelkie inwestycje w sektor ochrony zdrowia są czymś pozytywnym w kontekście rozwoju i sytuacji gospodarczo-ekonomicznej w naszym kraju. Musimy się mierzyć z pewnymi brakami w infrastrukturze – czy to historycznymi, czy spowodowanymi przez pandemię koronawirusa. Tak więc każde dodatkowe źródło pieniędzy na ten cel powinno być brane pod uwagę przy planowaniu dalszych wydatków i inwestycji – mówi agencji Newseria Biznes Paulina Tkaczyk, ekspert ds. finansowania w GE Healthcare.
Podmioty z sektora ochrony zdrowia w ciągu najbliższych kilku miesięcy powinny uzyskać możliwość ubiegania się o środki z Krajowego Planu Odbudowy – nowego instrumentu, który będzie funkcjonował niezależnie od kolejnej perspektywy Funduszy Europejskich na lata 2021–2027. Wypłata środków jest jednak uzależniona od spełnienia przez Polskę tzw. kamieni milowych, czyli warunków określonych przez Komisję Europejską.
Program jest podzielony na pięć komponentów, przy czym z punktu widzenia sektora zdrowotnego najważniejszy jest komponent D – „Efektywność, dostępność i jakość systemu ochrony zdrowia”. Jak podaje Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, budżet dotacyjny tego komponentu wynosi 18,3 mld zł, a pożyczkowy – 1,23 mld zł. Za jego realizację będą odpowiadać resorty zdrowia oraz rozwoju i technologii.
Pieniądze z KPO będą przeznaczone m.in. na cyfryzację polskiej służby zdrowia, ponieważ – jak wskazuje MFiPR – pandemia COVID-19 pokazała, jak ważne jest rozwijanie systemu e-zdrowia. Dlatego właśnie 4,5 mld zł zostanie przeznaczone m.in. na cyfryzację dokumentacji medycznej z uwzględnieniem bezpieczeństwa danych. Kolejny cel to inwestycje w wykwalifikowaną kadrę medyczną. W celu zwiększenia liczby pracowników ochrony zdrowia KPO zakłada wprowadzenie zachęt dla studentów kierunków medycznych, m.in. lekarskiego, ratownictwa medycznego, pielęgniarskiego czy fizjoterapii (wsparcie finansowe lub mentorskie ma objąć 25,4 tys. studentów z zakresu nauk medycznych) oraz modernizację bazy dydaktycznej (w tym przebudowę i doposażenie 212 obiektów dydaktycznych). Na ten cel trafi kolejne 3,2 mld zł.
Bardzo ważną częścią będzie też uruchomienie inwestycji na kwotę 9,5 mld zł wspierających infrastrukturę podmiotów ochrony zdrowia. Z tych środków ma zostać sfinansowana m.in. przebudowa, rozbudowa i modernizacja szpitali i uzdrowisk. Trafi do nich również nowoczesny sprzęt i aparatura medyczna, które pozwolą na poprawę jakości leczenia pacjentów.
W sumie KPO przewiduje doposażenie w nowoczesny sprzęt 300 polskich szpitali, modernizację 280 szpitali i 212 obiektów dydaktycznych z zakresu nauk medycznych wraz z ich doposażeniem oraz finansowe wsparcie dla 80 projektów badawczych.
Kolejny strumień pieniędzy popłynie do systemu ochrony zdrowia z nowej perspektywy Funduszy Europejskich na lata 2021–2027.
– Trudno jednoznacznie oszacować, ile pieniędzy trafi do sektora ochrony zdrowia z nowej perspektywy finansowej. Możemy jednak podeprzeć się szacunkiem wynikającym z programu FEnIKS, czyli Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko, który jest centralnym programem przeznaczającym środki na infrastrukturę w sektorze ochrony zdrowia. Ta kwota to na chwilę obecną minimum 650 mln euro. Jednak będzie ona powiększona przez inne programy, przede wszystkim regionalne programy operacyjne dla każdego z województw – mówi Paulina Tkaczyk.
Zgodnie z podpisanym 14 grudnia ministerialnym porozumieniem ws. realizacji programu FEnIKS Ministerstwo Zdrowia – jako instytucja pośrednicząca – otrzyma z niego prawie 3 mld zł. Resort będzie odpowiadać za wdrażanie działań w ramach Priorytetu VI – Zdrowie oraz VIII – Pomoc techniczna.
– Na inwestycje infrastrukturalne oraz cyfryzację w podstawowej opiece zdrowotnej trafi miliard złotych. Jednostki ambulatoryjnej opieki specjalistycznej przy szpitalach ponadregionalnych otrzymają ok. 907 mln zł na roboty budowlane oraz doposażenie m.in. w sprzęt medyczny. Natomiast na psychiatrię dla dzieci i młodzieży oraz dorosłych (inwestycje infrastrukturalne, relokację oddziałów) trafi ok. 761 mln zł, a na ratownictwo medyczne – ok. 234 mln zł (inwestycje w infrastrukturę, doposażenie dyspozytorni medycznych i budowa zaplecza szkoleniowego dla kadry Lotniczego Pogotowia Ratunkowego) – poinformowało ministerstwo.
Środki unijne będą istotnym dodatkowym zastrzykiem finansowym do działającego od dwóch lat Funduszu Medycznego. Zgodnie z założeniami na jego konto co roku mają trafiać 4 mld zł z budżetu państwa.
– Fundusz Medyczny w ramach całego swojego okresu funkcjonowania, czyli do 2029 roku, przewiduje ponad 40 mld zł, tak więc zdecydowanie jest to istotne narzędzie w rękach sektora – mówi Paulina Tkaczyk. – Ten fundusz ma za zadanie m.in. wspierać inwestycje w onkologię, zapewnić wsparcie infrastrukturalne dla szpitalnych oddziałów ratunkowych oraz szerzej ujętego ratownictwa medycznego, jak również profilaktykę chorób cywilizacyjnych i dostęp do nowoczesnych technologii leczenia. Odpowiada on na aktualne potrzeby występujące w naszym kraju.
Polskie firmy stawiają na cyfrowe zarządzanie dokumentacją. Co trzecia zamierza przejść na elektroniczne formularze
Polskie przedsiębiorstwa kładą coraz większy nacisk na cyfryzację – pokazuje badanie przeprowadzone przez InsightLab na zlecenie Canon Polska. Wynika z niego, że co trzecia firma rozważa wprowadzenie elektronicznych formularzy w miejsce papierowych, a blisko co 10. nadaje temu zagadnieniu absolutny priorytet. Analiza pokazuje jednak różnice w podejściu do tej kwestii pomiędzy średnimi i dużymi firmami, którym łatwiej przychodzi wdrażanie takich zmian. – W perspektywie kolejnych pięciu–ośmiu lat większość firm będzie wdrażać rozwiązania związane z digitalizacją – mówi Dariusz Szwed, ekspert Canon Polska ds. cyfryzacji biur i cyberbezpieczeństwa.
– Przez ostatnie dwa lata zmieniły się preferencje przedsiębiorstw w zakresie cyfryzacji. Okres pandemii i zmiana modelu pracy spowodowały, że ewidentnie zwiększyła się potrzeba i konieczność pracy z dokumentami elektronicznymi. Są one wygodniejsze w obsłudze podczas pracy hybrydowej i zdalnej. W związku z tym firmy coraz częściej dostrzegają potrzebę wdrożenia elektronicznej dokumentacji – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Szwed.
Jak wynika z badania, przeprowadzonego na przełomie października i listopada br. przez agencję badawczą InsightLab na zlecenie Canon Polska wśród 200 przedstawicieli średnich i dużych firm w Polsce, w biznesie rośnie potrzeba cyfryzacji, a przedsiębiorstwa w coraz większym stopniu przekonują się do stosowania nowoczesnych rozwiązań. 34 proc. z nich rozważa wprowadzenie elektronicznych formularzy w miejsce dokumentów papierowych, a blisko co 10. organizacja nadaje absolutny priorytet zagadnieniu cyfrowego funkcjonowania.
– Przedsiębiorcy zdecydowanie częściej chcą digitalizować swoje archiwa, czyli dokumenty sprzed kilku lat, które nadal są ważne, takie jak umowy czy kontrakty. W ubiegłym roku odsetek firm, które planowały digitalizować papierowe archiwa, wynosił 15 proc. W tym roku wzrósł do 31 proc. – mówi ekspert Canon Polska. – Ten trend jest jednocześnie mocno wspierany potrzebą przedsiębiorców, by digitalizować także bieżącą działalność. To oznacza, że firmy starają się znaleźć metody pracy z dokumentem z pominięciem ich papierowej wersji. Chcą udostępniać klientom i kontrahentom formularze elektroniczne, zamiast odbierać dokumenty w postaci papierowej, a później przepisywać te dane – podkreśla.
Firmy, które chcą modernizować swoje podejście do pracy z dokumentami, kładą największy nacisk na wdrożenie elektronicznych formularzy oraz na automatyzację procesu odczytania i rejestracji faktur. Wprowadzenie tego pierwszego rozwiązania planuje co trzecia firma. Przed rokiem taki zamiar deklarowała co czwarta. Z kolei 28 proc. firm rozważa wdrożenie inteligentnego drukowania i skanowania, a w poprzednim badaniu było to zaledwie 10 proc.
Badanie przeprowadzone dla Canon Polska pokazuje jednak różnice w podejściu do tej kwestii pomiędzy średnimi i dużymi przedsiębiorstwami.
– Im większa firma i im większy ma obszar działalności, tym częściej stawia na środowisko cyfrowe do obsługi dokumentów – mówi Dariusz Szwed. – Porównując dane, które pokazują, ile średnich i dużych firm przechowuje dokumenty wyłącznie w wersji cyfrowej, widać, że ten odsetek jest dwukrotnie wyższy wśród przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników.
Jak podkreśla, digitalizacja obiegu dokumentów to już tylko kwestia czasu, a coraz więcej firm jest tego świadomych i podejmuje konkretne działania w kierunku cyfryzacji pracy. Na przestrzeni ostatniego roku odsetek tych, które w ogóle nie rozważają wdrożenia nowych technologii, zmniejszył się o 13 proc.
– Trzeba jednak mieć świadomość, że papier nie zniknie z biur. A chociażby jeden papierowy dokument powoduje, że firmy muszą być na to przygotowane – podkreśla ekspert Canon Polska.
Jednak jego zdaniem należy się spodziewać przyśpieszenia procesu digitalizacji dokumentacji w firmach, co będzie wynikiem m.in. wprowadzenia nowych przepisów.
– Krajowe najnowsze regulacje mówią wprost, że już niedługo powinniśmy przejść w Polsce na faktury elektroniczne – przypomina Dariusz Szwed.
Taką zmianę wymusza na firmach wprowadzenie na szerszą skalę Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Jest on już dostępny, a od 2024 roku stanie się obowiązkową platformą wymiany faktur pomiędzy polskimi podmiotami.
Obok przepisów na zmianę podejścia polskich przedsiębiorców do cyfryzacji wpływ ma także rosnąca świadomość korzyści, jakie niesie ze sobą automatyzacja pracy biurowej, którą umożliwia dobrze wdrożony system do zarządzania dokumentacją.
– Korzystając z rozwiązań do zarządzania elektronicznym obiegiem dokumentów, można oczekiwać oszczędności w bardzo różnych obszarach. Przykładowo digitalizacja gigantycznego archiwum dokumentów pracowniczych w perspektywie kolejnych 15–20 lat pozwoli zaoszczędzić setki tysięcy złotych – mówi ekspert Canon Polska.
Jakie inne korzyści przynosi cyfryzacja firmowych dokumentów? To m.in. możliwość odciążenia pracowników z najbardziej żmudnych i powtarzalnych zadań. To również większe bezpieczeństwo, komfort i możliwość dostępu do dokumentacji z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie oraz szybszy obrót informacją. Ten ostatni czynnik jest szczególnie ważny w przypadku dokumentów kosztowych – w wielu branżach bezpośrednio przekłada się to na możliwość lepszego zarządzania bieżącym budżetem.
– Obrazuje to przykład jednego z naszych klientów, który pod koniec miesiąca zawsze miał spiętrzenie faktur i niezależnie od tego, ile osób by zatrudnił, nie byłby w stanie obsłużyć ich na czas, żeby zrealizować dokumenty celne oraz podatkowe, a także przeliczyć to wszystko na fundusz płac. To wprost przekładało się na ryzyko kar, niedotrzymania kontraktu, przekroczenia terminów usług i płatności. Dlatego kluczem była oszczędność czasu i brak konieczności zatrudniania osób nieprzeszkolonych, które automatycznie generują zwiększone ryzyko błędów – wymienia Dariusz Szwed.
Jak wskazuje, mimo wymiernych korzyści finansowych i procesowych, które wiążą się z wdrożeniem e-dokumentacji, wiele firm wciąż jest do tych rozwiązań nieprzekonanych, głównie z powodów obaw o cyberbezpieczeństwo. W badaniu Canon Polska aż 57 proc. badanych przyznało, że nie ufa usługom w chmurze do przepływu dokumentów w organizacji. Ekspert przekonuje, że te obawy są nieuzasadnione.
– Konieczny jest duży nacisk na edukację w tym zakresie, prowadzoną przez firmy takie jak Canon, aby przekonać polskich przedsiębiorców, że rozwiązania chmurowe o bardzo wysokim standardzie i wysokich parametrach bezpieczeństwa są dla nich właściwym rozwiązaniem, dającym niesamowite korzyści – zaznacza ekspert Canon Polska.
Rynek startupowy powoli zaczyna odczuwać spowolnienie. Blisko połowa młodych spółek rozważa wyprowadzkę z Polski
Polski rynek start-upów powoli zaczyna odczuwać spowolnienie, wywołane kumulacją „czarnych łabędzi”, czyli niespodziewanych zdarzeń z ostatnich dwóch–trzech lat. Dane nie pokazują jeszcze co prawda wyraźnego spadku dostępności kapitału, ale rodzime start-upy z pesymizmem patrzą w przyszłość, a prawie połowa z nich w obliczu ostatnich kryzysów odczuła znaczący wzrost kosztów działalności. Rodzimym spółkom doskwiera też Polski Ład, problemy z pozyskaniem pracowników i rywalizacja o programistów. W efekcie już prawie połowa z nich rozważa przeniesienie swojego biznesu na stałe poza Polskę – pokazuje ostatni raport Fundacji Startup Poland. – Ekosystem wsparcia start-upów w Polsce zmienił się dość znacząco w ostatnich latach – zauważa Natalia Świrska-Załuska z OVHcloud.
– Pod kątem rozwoju i możliwości wsparcia upływający rok był dla start-upów dobry i niedobry. Raport Fundacji Startup Poland pokazuje, że kapitału i inwestycji na tym rynku było mniej, ale z drugiej strony więcej inwestorów międzynarodowych zaczęło się angażować w takie kooperacje i to jest bardzo pozytywne zjawisko – mówi agencji Newseria Biznes Natalia Świrska-Załuska, startup program manager w Regionie CEE, OVHcloud.
Nowa edycja raportu Fundacji Startup Poland („Polskie start-upy 2022”) pokazuje, że ostatnie dwa–trzy lata to okres kilku równocześnie występujących kryzysów. Ten wywołany pandemią nadal trwa, a jego wpływ na gospodarkę wciąż jest odczuwalny m.in. w postaci rosnącej inflacji. Na to nałożył się również kryzys wywołany wojną w Ukrainie, związany z nim niedobór surowców energetycznych i wzrosty ich cen w niespotykanej dotąd skali. Taka kumulacja „czarnych łabędzi” bezpośrednio odbiła się na niemal każdej gałęzi gospodarki i rynek startupowy nie był tu wyjątkiem.
– Ekosystem wsparcia start-upów w Polsce zmienił się dość znacząco w ostatnich latach, a pandemia COVID-19 i wojna w Ukrainie były najmocniejszym przyczynkiem do tych zmian – mówi ekspertka.
Jak wskazuje, ich wpływ na rynek startupowy nie był jednak jednoznacznie negatywny.
– Najpierw w czasie pandemii szansę bardzo szybkiego rozwoju dostały m.in. start-upy z branży healthcare, a teraz wojna sprawiła, że start-upy z Ukrainy są bardziej dostrzegane w kontekście międzynarodowych inwestycji – mówi Natalia Świrska-Załuska.
Raport Startup Poland pokazuje, że o ile w czasie pandemii sektor młodych, innowacyjnych firm był rozgrzany do czerwoności, a inwestorzy chętnie wykładali rekordowe sumy na kolejne startupowe przedsięwzięcia, o tyle teraz wiele wskazuje na to, że okres prosperity dobiega końca lub przynajmniej wyhamowuje. Jak wynika z raportu PFR Ventures i Inovo VC „Transakcje na polskim rynku VC w Q3 2022” – w trzecim kwartale wartość inwestycji VC spadła o 12 proc. r/r. Zdaniem ekspertów powinno to jednak pozwolić co najmniej wyrównać rekordowy wynik z 2021 roku. Spowolnienie jest już widoczne zwłaszcza na najbardziej rozwiniętych rynkach zachodnioeuropejskich i w Stanach Zjednoczonych, gdzie wśród start-upów dominuje pesymizm, a ilość inwestowanego w nie kapitału zauważalnie spada.
Jak wskazuje raport „Polskie start-upy 2022”, również krajowe podmioty patrzą w przyszłość z pesymizmem. Zwłaszcza że w obliczu ostatnich kryzysów blisko połowa z nich (49 proc.) odczuła znaczący wzrost kosztów działalności. 62 proc. wskazało, że ich biznes destabilizują zmiany wprowadzone w tym roku w ramach Polskiego Ładu, a wśród głównych barier dla rozwoju swojej działalności 52 proc. start-upów wymienia też problemy z pozyskaniem pracowników i rywalizację o programistów. Co istotne, prawie połowa krajowych start-upów rozważa już przeniesienie swojego biznesu na stałe poza Polskę. Może to wskazywać na fakt, że w Polsce trudniej pozyskać finansowanie i prowadzić firmę, która osiągnęła już pewien poziom rozwoju.
Jak podkreśla Natalia Świrska-Załuska, tym, co mogłoby pobudzić rozwój polskiego rynku startupowego, są przede wszystkim inwestorzy i większa ilość dostępnego kapitału na rozwój, choć raport Fundacji Startup Poland pokazuje, że pod tym kątem sytuacja w najbliższym czasie raczej się nie poprawi.
– Programy dla start-upów – takie, jakie rozwijamy aktualnie w ramach OVHcloud – też pobudzają rozwój tego rynku, ponieważ pomagamy im wchodzić na nowe rynki, rozwijamy je technologicznie, wspieramy ekspozycję marketingową nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie i na świecie – mówi startup program manager w Regionie CEE, OVHcloud. – Polskie start-upy wyróżniają ich founderzy, którzy są otwarci i chętni do dzielenia się doświadczeniami. Słuchamy ich opinii i zbieramy feedback, co pozwala nam wdrażać ulepszenia. W nas, Polakach, podoba mi się to, że nie siedzimy z założonymi rękami. Kombinujemy, wyciągamy wnioski, a przede wszystkim świetnie umiemy wykorzystywać zasoby, które posiadamy.
Ekspertka OVHcloud wskazuje też, że jednym z dominujących trendów na rynku startupowym będzie zrównoważony rozwój i „zielone” technologie. Zdaniem 16 proc. ankietowanych start-upów to jeden z sektorów, do którego „płynie” wciąż za mało kapitału. Dlatego też na nich skupia się program GreenTECH, zainaugurowany we wrześniu br. przez OVHcloud i EIT InnoEnergy. Jego celem jest m.in. akceleracja pomysłów, które mogą pomóc rozwiązać problemy związane z globalnym ociepleniem, efektywnością energetyczną lub cyfrowymi czynnikami umożliwiającymi transformację energetyczną.
OVHcloud Startup Program to nie jest typowy akcelerator. Wprawdzie pomaga start-upom się rozwijać, oferuje doradztwo biznesowe, również z zakresu IT, ale w przeciwieństwie do typowych akceleratorów nie inwestuje środków finansowych. Ułatwia za to dostęp do ekspertów w dziedzinie finansowania, również inkubatorów i funduszy VC. Podstawową wartością dodaną jest dostęp do sprzętu i technologii OVHcloud, Od 2015 roku do programu dołączyło ponad 1,8 tys. start-upów.
16 mln zł trafi na dodatkowe wsparcie dla ukraińskich studentów i naukowców. Część środków polskie uczelnie przeznaczą na wspólne prace badawczo-rozwojowe
Aplikacja do ratowania jedzenia przed wyrzuceniem zdobywa coraz więcej zwolenników. W ten sam sposób można także ratować kwiaty czy kosmetyki
– Rozmawiamy z wieloma producentami różnych biznesów: zaczęliśmy od ratowania jedzenia, ale widzimy, że coraz więcej zasobów jest spisanych na straty. Dlatego zaczęliśmy ratować również kwiaty, które więdną w kwiaciarniach, a wciąż mogą udekorować czyjś salon, jedzenie dla zwierząt czy kosmetyki z drogerii, które też mają określoną datę przydatności – mówi Mateusz Kowalczyk, współzałożyciel i prezes start-upu Foodsi. Podstawowym celem aplikacji wciąż jest jednak przeciwdziałanie marnowaniu żywności. Łączy w tym celu sklepy i restauracje mające nadwyżki jedzenia, z użytkownikami, którzy chcą je kupić w promocyjnej cenie. Liczba uratowanych paczek sięga już miliona, a twórcy aplikacji przygotowują się powoli do zagranicznej ekspansji.
Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) podaje, że każdego roku na świecie marnuje się ok. 1,3 mld t żywności, która wciąż nadaje się do spożycia. Natomiast w Polsce – jak pokazuje ubiegłoroczny raport NIK i przytaczane w nim dane – każdego roku na śmietnik trafia prawie 5 mln t jedzenia, czyli średnio 150 kg w każdej sekundzie. Najwięcej (ok. 60 proc.) stanowi żywność z gospodarstw domowych. Badania prowadzone w ramach „Programu racjonalizacji strat i ograniczania marnotrawstwa żywności” (PROM) pokazały, że Polacy najczęściej wyrzucają jedzenie z powodu jego zepsucia albo przeoczenia daty ważności. Jednak więcej niż co czwarty konsument przyznał, że zdarza mu się wyrzucać jedzenie, ponieważ przygotował jego zbyt dużą ilość.
– Skala marnowania żywności jest zbyt duża. Około 1/3 tego, co produkujemy, co trafia do sklepów, lokali i na nasze stoły, ostatecznie ląduje w śmietniku – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Kowalczyk, współzałożyciel i prezes Foodsi.
Z wyliczeń NIK wynika, że istotny udział w skali problemu mają jednak nie tylko konsumenci. Nieco ponad 31 proc. marnowanej w Polsce żywności pochodzi z przetwórstwa i produkcji rolniczej, 7 proc. – ze sklepów i sektora handlu, a blisko 1,3 proc. – z gastronomii. I choć procentowo wydaje się to relatywnie niewiele, to z badań przeprowadzonych w ramach PROM wynika, że w samym tylko sektorze handlu co roku marnuje się 337 tys. t jedzenia. Tylko niewielką jego część udaje się zagospodarować: w 2020 roku w ramach ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności organizacje pozarządowe dostały od sprzedawców w sumie nieco ponad 18,5 tys. t produktów spożywczych, które niemal w całości przekazały potrzebującym (dane GIOŚ). To zaledwie ok. 5,5 proc. żywności marnowanej w handlu i ok. 0,4 proc. całej żywności marnowanej w Polsce.
– Foodsi adresuje problem marnowania żywności, staramy się sprawić, żeby jedzenie przestało marnować się w tak dużej skali. Ale też staramy się również wpływać na świadomość naszych odbiorców, edukować ich, pokazując wagę problemu i to, jak mu zapobiegać – mówi prezes start-upu. – Kwestia marnowania żywności jest nam bliska. Obserwowaliśmy ten problem, pracując w gastronomii w czasach studenckich. Później dodatkowo się dokształciliśmy, co też otworzyło nam oczy na to zjawisko i finalnie doprowadziło do stworzenia projektu, który na początku był dla zabawy, a potem przerodził się w szybko rozwijający się biznes.
Foodsi to polski start-up w duchu zero waste, który powstał w 2019 roku. Rozwija aplikację umożliwiającą spożytkowanie nadwyżek jedzenia, które każdego dnia powstają w restauracjach, piekarniach, sklepach i punktach gastronomicznych. Jej użytkownicy mogą kupić takie produkty, płacąc za nie minimum 50 proc. taniej. Dzięki temu w niskiej cenie zyskują wciąż pełnowartościowe produkty żywnościowe lub gotowe dania, których punkty gastronomiczne następnego dnia już nie będą mogły sprzedać. Dla przedsiębiorców to dodatkowe źródło przychodów i oszczędność kosztów związanych z utylizacją produktów. Finalnie znacznie mniej jedzenia trafia na śmietnik.
– Zainteresowanie po stronie sklepów i restauracji jest coraz większe, ponieważ edukacja rynku postępuje. Na początku, kiedy startowaliśmy, wyglądało to trochę inaczej. Wtedy nasi potencjalni partnerzy czuli się wręcz obrażeni tym, że sugerujemy, iż u nich się coś wyrzuca. Natomiast w tej chwili jesteśmy coraz popularniejszym narzędziem – mówi współzałożyciel Foodsi. – Udało nam się uratować już bardzo dużo jedzenia. Nasze lokale partnerskie chętnie korzystają z aplikacji. Niebawem przekroczymy milion uratowanych paczek żywnościowych, co zajęło nam dwa lata pracy, ale myślę, że kolejny milion zamknie się w kilka miesięcy.
Jak wskazuje, liczba użytkowników aplikacji mobilnej Foodsi sukcesywnie rośnie. To głównie mieszkańcy dużych miast, bo na nich skupia się działalność start-upu, ale niebawem się to zmieni.
– Będziemy docierać również do mniejszych miejscowości, które też mają na swojej mapie piekarnie, kawiarnie, restauracje czy sklepy, w których istnieje problem marnowania żywności – zapowiada Mateusz Kowalczyk. – W ostatnim czasie trochę inaczej spoglądamy na rynek. Rozmawiamy z wieloma producentami różnych biznesów, bo widzimy, że coraz więcej zasobów jest spisanych na straty. Dlatego zaczęliśmy ratować również kwiaty, które więdną w kwiaciarniach, a wciąż mogą udekorować czyjś salon, jedzenie dla zwierząt czy kosmetyki z różnych drogerii, które też mają określoną datę przydatności.
Niedawno start-up pozyskał 6 mln zł finansowania, które zapewniły m.in. fundusze CofounderZone i Satus Starter oraz inwestorzy prywatni – w tym założyciele Pyszne.pl. Zastrzyk finansowania ma pomóc w dalszym rozwoju aplikacji, pozyskiwaniu nowych lokali i zwiększeniu dotarcia w Polsce, a także przygotowaniu do zagranicznej ekspansji.
– Plany na dalszy rozwój to przede wszystkim docieranie do coraz większej liczby miejsc, które ratują jedzenie, jak i użytkowników, którzy będą je ratować. Chcemy to robić coraz szerzej, docierać do większej liczby mniejszych miast, a w dalszej kolejności na kolejne rynki – zapowiada współzałożyciel Foodsi.
Finansowy zastrzyk dla początkujących start-upów może otwierać drogę do ich szybkiego rozwoju. Milionowe przychody są możliwe do osiągnięcia w ciągu kilku lat
Nowatorskie prace naukowe młodych chemików mają szansę zmienić przemysł. Jego zapotrzebowanie na innowacje w dziedzinie chemii stale rośnie
Innowacje w chemii są obecne w niemal każdej dziedzinie życia, choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi. Przykładem może być działanie smartfonów, odnawialnych źródeł energii czy elektrycznych samochodów. – Są też konieczne, by odpowiadać na najważniejsze wyzwania stojące dziś przed człowiekiem i planetą. Bez dokonań naukowców sami, jako przemysł, nie jesteśmy w stanie im podołać – mówi Andrzej Pałka, dyrektor generalny koncernu chemicznego DuPont Polska. Dlatego firma od lat jest partnerem konkursu Złoty Medal Chemii, organizowanego przez Instytut Chemii Fizycznej PAN, dla najlepszych prac naukowych w dziedzinie chemii. Od 12 lat nagradzane w nim są badania, które będą mieć wpływ na dalszy rozwój tej dziedziny nauki albo znajdą komercyjne zastosowania w przemyśle.
– Chemia jako dziedzina nauki – w połączeniu z bardzo dobrymi pomysłami na to, jak ją wykorzystać w życiu codziennym i technologiach, które rozwijamy, aby ułatwiały nam życie – już dziś pomaga tworzyć samochody elektryczne, czerpać energię ze źródeł odnawialnych. Odpowiada na te wszystkie problemy, które stoją przed człowiekiem i planetą. Bez jej rozwoju nie jesteśmy w stanie im podołać. Połączenie umysłów naukowców z przemysłem, który wie doskonale, jak przekształcić te dobre pomysły w produkty odpowiadające na te wyzwania, to jest połączenie idealne – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Pałka.
Innowacje w tej dziedzinie to motyw przewodni prestiżowego konkursu Złoty Medal Chemii, organizowanego przez Instytut Chemii Fizycznej PAN (IChF PAN) we współpracy z firmą DuPont. Jego celem jest wyłonienie autorów najlepszych nowatorskich prac licencjackich lub inżynierskich z chemii i jej pogranicza napisanych i obronionych w Polsce w roku akademickim 2021/2022.
– Innowacyjna chemia to interdyscyplinarne połączenie z fizyką, matematyką i elektroniką. Jest o tyle ważne, że wszyscy dzisiaj korzystamy z tych technologii, nawet posługując się naszymi telefonami i samochodami. Ona jest praktycznie niezbędna w codziennym życiu – mówi dyrektor generalny DuPont Polska. – Chcemy wspierać młodych naukowców, ponieważ doskonale wiemy, że bez nich trudno byłoby tworzyć nowe, innowacyjne technologie i produkty.
– Te prace są poświęcone badaniom – zarówno podstawowym, jak i takim, które w przyszłości mogą mieć potencjalne, praktyczne zastosowanie – mówi prof. dr hab. Marcin Opałło, dyrektor Instytutu Chemii Fizycznej PAN.
Do tegorocznej, 12. edycji konkursu zgłoszono w sumie 43 prace z 11 jednostek akademickich. Oceniające je jury brało pod uwagę m.in. wartość naukową pracy, dorobek publikacyjny jej autora, znaczenie praktyczne otrzymanych rezultatów, wykorzystanie nowoczesnych metod analitycznych oraz samodzielność prowadzenia badań. Ostatecznie do finału zakwalifikowało się 15 uczestników, a 13 grudnia miało miejsce ogłoszenie końcowych wyników konkursu oraz uroczyste wręczenie nagród.
Główną nagrodę, czyli Złoty Medal Chemii 2022, otrzymała Martyna Osada z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego za badania dotyczące ultrazimnych cząsteczek, tj. molekuł schłodzonych do temperatur niższych niż 1 mK, które znajdują szerokie zastosowanie we współczesnej chemii i fizyce. W zwycięskiej pracy dyplomowej zostały wykonane dokładne obliczenia ab initio dla monowodorków metali alkalicznych i metali ziem alkalicznych.
– Ultrazimne molekuły znajdują zastosowanie jako narzędzia do pomiarów, które pozwalają nam stwierdzić granice stosowalności niektórych teorii. Przykładowo są stosowane jako narzędzia do mierzenia momentu dipolowego elektronu – mówi Martyna Osada. – Współcześnie nie odkryliśmy, aby elektron miał jakiś moment dipolowy, jednak niektóre teorie – np. teoria strun czy model standardowy – przewidują, że ten moment istnieje. Jest bardzo malutki, ale niezerowy. Wykonywanie coraz dokładniejszych pomiarów przy użyciu właśnie ultrazimnych molekuł może pozwolić nam wykluczyć niektóre z tych teorii lub zaproponować nowe.
Jak podkreśla, wygrana w konkursie to dla niej potwierdzenie, jak ważną dziedziną badań jest ultrazimna fizyka.
– Po drugie, jest ona dla mnie docenieniem pasji po latach. Chemią zainteresowałam się już pod koniec szkoły podstawowej i od samego początku interesowały mnie molekuły i małe układy, więc Złoty Medal Chemii jest dla mnie uhonorowaniem tego, że pasja naukowa może być kontynuowana przez tyle lat i nie wygasnąć – mówi laureatka nagrody głównej
Drugą nagrodę, czyli Srebrny Medal Chemii, zdobyła w tym roku Zofia Dziekan, również z Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego, za badania nad inteligentnym materiałem, który powstaje poprzez wbudowanie cząsteczek ciekłego kryształu w sieć polimerową. Po podgrzaniu zachowuje się on jak sztuczny mięsień. Jego sposób odkształcenia można modyfikować, zmieniając ułożenie molekuł, które go tworzą. Wyniki tej pracy mogą w przyszłości posłużyć np. do stworzenia mikronarzędzi, robotów bądź przestrajalnych elementów optycznych.
Trzecią nagrodę, czyli Brązowy Medal Chemii, otrzymał natomiast Paweł Grzybek z Wydziału Chemicznego Politechniki Śląskiej za pracę dotyczącą aparatury do perwaporacyjnego rozdzielania mieszanin ciekłych. Dzięki temu urządzeniu można badać właściwości transportowe jednorodnych membran oraz otrzymywać ciekłe substancje chemiczne o wysokiej czystości. Perwaporacja ma obecnie bardzo duże znaczenie w przemyśle chemicznym, należy do tanich metod rozdzielania i oczyszczania związków chemicznych.
Oprócz głównych nagród jury przyznało w tym roku cztery wyróżnienia. Trafiły one do Adriana Drozdowskiego i Katarzyny Mądry z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, Marcela Jakubowskiego z Politechniki Poznańskiej oraz Anastasii Hrunyk z Politechniki Warszawskiej. Wyróżnieni otrzymali po 1 tys. zł nagrody. Natomiast specjalne wyróżnienia od DuPont Polska powędrowały do Pawła Grzybka, czyli zdobywcy trzeciego miejsca, Julii Moszczyńskiej (za pracę opisującą syntezę nanomateriałów CuO, która pozwoliłaby produkować wodę pitną z wody morskiej) oraz Katarzyny Pianki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu (za pracę dotyczącą technik membranowych w inżynierii żywności). Ta grupa naukowców otrzymała po 2 tys. zł nagrody.
– Złoty Medal Chemii to pierwszy konkurs na drodze do karier młodych ludzi, jeszcze studentów, którzy są wybitnie zdolni. Ci ludzie będą w przyszłości stanowić trzon polskiej chemii, ich sukcesy będą sukcesami w polskiej chemii, zarówno w aspekcie badań naukowych, jak i w obszarze komercyjnym, przemysłowym – mówi koordynator konkursu, prof. dr hab. Robert Nowakowski z IChF PAN.
Zdobywczyni Złotego Medalu otrzymała również nagrodę pieniężną w wysokości 10 tys. zł. Ze Srebrnym Medalem wiąże się gratyfikacja w wysokości 5 tys. zł, a z Brązowym – 2,5 tys. zł. Wszyscy finaliści konkursu zyskali też możliwość odbycia stażu naukowego w Instytucie Chemii Fizycznej PAN oraz bezpłatnego realizowania badań w jego laboratoriach.
Honorowy patronat nad 12. edycją konkursu Złoty Medal Chemii sprawował prof. dr hab. Maciej Żylicz, prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, a także Polskie Towarzystwo Chemiczne i Komitet Chemii Analitycznej Polskiej Akademii Nauk.
Polskie innowacyjne branże mają coraz większy udział w eksporcie. W nowej perspektywie UE będą dla nich dostępne środki na wsparcie ekspansji zagranicznej
Ekspansją zagraniczną interesują się już nie tylko największe firmy, lecz również sektor MŚP. Duża w tym zasługa instrumentów wsparcia, z których mogą skorzystać. Jednym z nich w ostatniej unijnej siedmiolatce był program Go to Brand, w ramach którego wsparcie na łączną kwotę 834 mln zł otrzymało ponad 2,5 tys. projektów. PARP, która realizowała ten program, zapowiada, że w nowej perspektywie małe i średnie firmy zainteresowane wyjściem na zagraniczne rynki także będą mogły liczyć na wsparcie. Trwają prace nad nowym programem w ramach Funduszy Europejskich dla Nowoczesnej Gospodarki.
– Polscy przedsiębiorcy bardzo chętnie decydują się na ekspansję zagraniczną. Nasz instrument Go to Brand dał im możliwość poszukiwania nowych rynków zagranicznych. O jego efektach świadczy liczba realizowanych przez nas umów, która wynosi ok. 2,5 tys. To pokazuje, jak wiele przedsiębiorstw chętnie z tego instrumentu korzysta – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Jeziorska-Bakiera, zastępca dyrektora Departamentu Internacjonalizacji Przedsiębiorstw w PARP.
Raport „30 lat polskiego eksportu” opublikowany przez KUKE i ośrodek analityczny SpotData pokazuje, że jeszcze w 1992 roku eksport towarów z Polski wynosił ok. 13,2 mld dol. Obecnie takie przychody z zagranicznej sprzedaży rodzime firmy wypracowują w ciągu dwóch tygodni. Na przestrzeni blisko 30 lat polski eksport wzrósł aż 25-krotnie, zmieniła się też jego struktura: jeszcze w 2001 roku Polska była europejskim liderem w sprzedaży węgla, w 2010 roku – mebli, a w 2020 roku – monitorów, co pokazuje, że polska gospodarka przesuwa się w górę drabiny wartości dodanej. W sumie w 2020 roku było ponad 40 branż, w których Polska była liderem eksportu wśród krajów UE.
– Fundusze unijne wspierają niszowe branże i sektory, które mają naprawdę dużą przyszłość w polskiej gospodarce. Gaming, który reprezentuje nasza marka, jest tego typu branżą, która rok do roku bardzo dynamicznie się rozwija – mówi Rafał Mejsak, dyrektor ds. badań i rozwoju AIMControllers.
Firma ta, która zajmuje się produkcją personalizowanych kontrolerów do gier na PS4, PS5 i Xboxa, jest jednym z beneficjentów programu. Rozpoczęła działalność osiem lat temu i w krótkim czasie – dzięki wsparciu ekspansji na zagranicznych rynkach – stała się największym producentem w Europie i drugim co do wielkości na świecie. W naborach konkursu Go to Brand organizowanych przez PARP przedsiębiorcy mogli się ubiegać o dofinansowanie sięgające nawet kilkuset tysięcy złotych na sfinansowanie promocji swoich marek produktowych za granicą.
– Mieliśmy możliwość udzielenia wsparcia przedsiębiorcom z 12 różnego rodzaju branż. Firmy otrzymały dotacje na realizację różnego rodzaju wydarzeń promocyjnych, takich jak targi, misje gospodarcze przyjazdowe i wyjazdowe czy konferencje, również te zagraniczne. Ale przede wszystkim chodziło o to, żeby zbudować możliwość nawiązania kontaktów B2B z zagranicznymi kontrahentami – mówi Aneta Jeziorska-Bakiera.
– Dzięki temu, że skorzystaliśmy z projektu Go to Brand, mogliśmy brać udział w imprezach i targach międzynarodowych, wyjechaliśmy do Australii, Stanów Zjednoczonych, w których byliśmy dwa razy. Byliśmy na gamescomie w Niemczech. To były bardzo duże targi, dzięki nim, dzięki udziałowi w projekcie rozwinęliśmy się bardzo szybko i wzrosła nam sprzedaż – mówi Małgorzata Chutkowska, dyrektor ds. finansowych AIMControllers.
– Każdy wyjazd zagraniczny daje nam szansę kontaktu z naszymi klientami, którzy są bardzo specyficzną społecznością. Są to osoby, które się spotykają, wymieniają doświadczeniami i opiniami na temat gier i wydarzeń e-sportowych, w których biorą udział. Są to też okoliczności, w których mogą sprawdzić swoje umiejętności, poznać nowe produkty adresowane dla społeczności graczy na całym świecie – mówi Rafał Mejsak. – Nasze kontrolery są dla klienta indywidualnego, ale bardzo często zdarza nam się współpraca B2B. Ostatnio mieliśmy bardzo ciekawe zlecenie od Polskiego Związku Piłki Nożnej i kontrolery marki AIMControllers poleciały z naszą kadrą na mundial do Kataru.
Z raportu KUKE i SpotData wynika, że choć ok. 80 proc. polskiego eksportu wciąż trafia na rynki unijne, przede wszystkim do Niemiec, to krajowe marki systematycznie zwiększają penetrację innych rynków zagranicznych, tym bardziej że pole do dalszej ekspansji wciąż jest bardzo duże.
– Poza wydarzeniami targowymi w ramach projektu Go to Brand zrealizowaliśmy też dwa komplementarne działania – skorzystaliśmy z usług doradczych oraz szkoleniowych. Obie te usługi wyposażyły naszych pracowników w wiedzę na temat tego, jak mamy się poruszać na rynkach zagranicznych, żeby efektywniej sprzedawać nasz produkt, lepiej prowadzić rozmowy handlowe i negocjować – dodaje dyrektor ds. badań i rozwoju AIMControllers.
O dotacje w programie Go to Brand mogły się ubiegać mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa posiadające produkt bądź usługę (markę produktową) z potencjałem do tego, aby stać się marką globalną, rozpoznawalną na rynkach zagranicznych. Wsparciem mogły zostać objęte podmioty z branż o wysokim potencjale konkurencyjnym i innowacyjnym, takich jak: biotechnologia i farmaceutyka, budowa i wykańczanie budowli, części samochodowe i lotnicze, maszyny i urządzenia, moda polska, IT/ICT, jachty i łodzie rekreacyjne, polskie specjalności żywnościowe, sprzęt medyczny, branża kosmetyczna, meblarska oraz usług prozdrowotnych. Statystyki pokazują, że przez pięć lat, między 2016 a 2021 rokiem, wiele MŚP z tej możliwości skorzystało.
– Na początku mieliśmy ok. 300 aplikacji rocznie, ale potem stwierdziliśmy, że trzeba wprowadzić ułatwienia we współpracy z naszymi partnerami, instytucjami zarządzającymi i przedsiębiorcami. Wypracowaliśmy metody upraszczające ten instrument, żeby łatwiej było rozliczać projekty i aplikować o środki. To spotkało się z dużym odzewem. Już w 2019 roku dostaliśmy blisko 1,4 tys. aplikacji, a kolejne lata pokazały, że jest to dobry kierunek – mówi Aneta Jeziorska-Bakiera.
Program Go to Brand był finansowany z unijnego Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój na lata 2014–2020 w ramach poprzedniej siedmiolatki. Łącznie z funduszy europejskich do polskich firm trafiło ponad 834 mln zł, a ostatnie nabory zostały przeprowadzone w ubiegłym roku. Nie oznacza to jednak, że firmy planujące zagraniczną ekspansję zostaną bez możliwości wsparcia. W ramach środków z nowej perspektywy finansowej UE na lata 2021–2027 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości planuje uruchomić podobny instrument.
– W ramach nowego programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki planujemy taki instrument skierowany do firm, które mają znaczący potencjał eksportowy. Będziemy chcieli wspierać marki innowacyjnych przedsiębiorstw. W tej chwili trwają prace nad tym instrumentem, zapraszamy w przyszłym roku do śledzenia informacji na ten temat – zapowiada ekspertka PARP.
Wśród dotychczasowych beneficjentów środków z PARP – obok AIMControllers – znalazły się także spółki Silvam-ex, specjalizująca się w produkcji i sprzedaży wyrobów jubilerskich, Sobusiak Yacht-Yard z branży stoczniowej, Nomtek, specjalistyczna agencja programistyczna, Grenton specjalizujący się w produkcji kompletnego systemu inteligentnego domu, producent wysokiej jakości ekstraktów roślinnych Greenvit, firma budowlaną Izodom 2000 Polska czy Stara Mydlarnia, producent naturalnych kosmetyków.


