Portal 40 Stopni.pl

UE coraz bliżej wdrożenia przepisów regulujących sztuczną inteligencję. Ich brak stanowi barierę rozwoju dla innowacyjnych przedsiębiorstw

Jak wskazuje Komisja Europejska, technologie oparte na sztucznej inteligencji (AI) mogą pobudzić gospodarkę i poprawić jakość życia w niemal każdej sferze: od transportu i opieki zdrowotnej, poprzez zindywidualizowaną edukację, przyznawanie kredytów, po uwolnienie pracowników od uciążliwych i powtarzających się zadań. Jednak aby móc swobodnie...

Wzrost cen energii skłania firmy do wymiany oświetlenia. W niektórych sektorach odpowiada ono za 80 proc. kosztów

Światowy rynek energooszczędnych technologii oświetleniowych do końca dekady zwiększy swoją wartość niemal dwukrotnie – przewidują analitycy Precedence Research. Inwestowaniu w rozwiązania efektywne energetycznie sprzyjają rosnące w  szybkim tempie ceny energii. Skłania to firmy do szukania oszczędności w największych wydatkach, a koszty oświetlenia mogą stanowić nawet 80 proc. kosztów przedsiębiorstwa. Rosnące ceny energii znacząco skracają teraz okres zwrotu tego typu inwestycji.

– Na przestrzeni minionych lat możemy zaobserwować wzrost zapotrzebowania na energię elektryczną, w tym również na energię wykorzystywaną do instalacji oświetleniowych. świetlną. Przykładem może być rok 2021, gdzie ten wzrost wyniósł około 9 proc. Przyczyniła się też do tego sytuacja gospodarcza, ale też pandemiczna, która wymusiła na pewnych sektorach rynku wzrost zapotrzebowania na usługi e-commerce’owe – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Paweł Boryś, business development manager w TRILUX Polska.

Jak wskazuje ekspert branży oświetleniowej, za przykład może posłużyć popyt na powierzchnie magazynowe, który – według danych Cushman & Wakefield – wzrósł w ciągu trzech kwartałów 2022 roku o 7 proc. r/r do poziomu 5,4 mln mkw. Co kwartał przybywa na rynku 1 mln mkw. nowych powierzchni w sektorze, a to oznacza zwiększone zapotrzebowanie na oświetlenie. Ze względu na bezprecedensowy wzrost kosztów energii elektrycznej w ciągu ostatnich miesięcy przedsiębiorcy szukają oszczędności również w tym obszarze.

– Na przestrzeni ostatniego roku wzrost ten był na poziomie 400 proc. Przedsiębiorcy i indywidualni konsumenci coraz bardziej próbują uniezależnić się od dostawców poprzez rozwiązania odnawialnych źródeł energii, czy to poprzez energię słoneczną, czy poprzez energię wiatrową. Ale też szczególną uwagę zwracają na koszty energii zużywanej przez oświetlenie, które stanowią ok. 15 proc. wartości całych kosztów energii elektrycznej. Ten udział zależy od sektora, bo w powierzchniach magazynowych wynosi nawet do 80 proc. całkowitych kosztów energii – mówi Paweł Boryś. – Dużo się mówi o ograniczeniu produkcji energii z paliw kopalnych: gazu czy węgla na korzyść OZE, natomiast bardzo mało się mówi o poszanowaniu energii i o efektywnym jej wykorzystywaniu.

Jak podkreśla, to właśnie w przemyśle możliwe jest najbardziej efektywne zmniejszenie zużycia energii. I to firmy z tego sektora, zwłaszcza przemysłu produkcyjnego, najczęściej decydują się na inwestycje w modernizację oświetlenia i innych instalacji elektrycznych.

– Przykładem mogą być ponownie przestrzenie magazynowe, gdzie osiągnęliśmy oszczędności zużycia energii na poziomie 80 proc. przy pracy przedsiębiorstwa 24 godziny na dobę – mówi ekspert firmy TRILUX.

Tego typu rozwiązania zostały zastosowane przez TRILUX w krakowskim biurowcu V.Offices. Firma dostarczyła do niego ponad 1,5 tys. opraw do oświetlenia zewnętrznego i wewnętrznego. Do zwiększenia efektywności energetycznej przyczynia się nie tylko wysoka wydajność nowych lamp opraw, lecz także system zarządzania nimi. Sterowanie oświetleniem w częściach wspólnych połączone jest z czujnikami ruchu. Oświetlenie zewnętrzne opiera się na czujnikach zmierzchowych, ograniczających do minimum zanieczyszczenie światłem. Co więcej, oświetlenie zostało zintegrowane z elektrozaworami w toaletach. W przypadku braku oświetlenia odcinany jest całkowity dopływ wody.

– Stosujemy rozwiązania, które jak najmniej ingerują w infrastrukturę elektryczną istniejącą w obiekcie, nawet do tego stopnia, że nie przerywamy cyklu produkcyjnego czy cyklu życia obiektu, wykonujemy po prostu te prace w godzinach nocnych czy w przerwach technologicznych danego przedsiębiorstwa – mówi Paweł Boryś.

Wysoka dynamika wzrostu cen energii, niekorzystna z punktu widzenia kosztów utrzymania budynków, korzystnie wpływa na stopę zwrotu inwestycji. Oszczędności, wynikające z ograniczenia zużycia energii w poszczególnych okresach rozliczeniowych, będą bowiem rosły wraz ze wzrostem stawek.

– Poprzez nieustający wzrost ceny energii te oszczędności stają się coraz większe i czas zwrotu staje się coraz krótszy – podkreśla business development manager w TRILUX Polska. – Zwrot inwestycji w zależności od stosowanej aplikacji i od segmentu rynku możemy szacować na tę chwilę przy obecnych stawkach kosztu energii nawet poniżej roku. Pracujemy obecnie nad projektem, gdzie obiekt funkcjonuje w trzyzmianowej formule pracy, czyli 24 godziny na dobę, przez 360 dni w roku, i okres zwrotu na tej inwestycji wynosi dziewięć miesięcy.

Firmy, które mimo to nie mogą pozwolić sobie na dużą inwestycję w modernizację systemów oświetleniowych, mogą skorzystać z formuły Light as a Service opartej na idei współdzielenia. W tej usłudze koszt projektu, instalacji i utrzymania LED-owego oświetlenia ponosi dostawca, pozostając teoretycznie jego właścicielem, a klient płaci miesięczny abonament za użytkowanie, określony na podstawie planowanego czasu wykorzystania instalacji. Z danych TRILUX wynika, że większość firm, która korzysta z tego modelu, po okresie wynajmu decyduje się na zakup instalacji. Drugą opcją jest odnowienie umowy i wymiana instalacji na nową. Co istotne, w takim modelu dostawca instalacji zajmuje się także utylizacją i recyklingiem starych opraw oświetleniowych.

Według Precedence Research światowy rynek energooszczędnych technologii oświetleniowych zamknie 2022 rok z przychodami przekraczającymi poziom 216 mld dol. Do 2030 roku wartość rynku przekroczy 406 mld dol.

Prace nad przełomowymi innowacjami prowadzą już nawet nastolatkowie. Młodzi badacze otrzymali granty na rozwój swoich wynalazków

Technologie węglowe w medycynie, pozyskiwanie z roślin wartościowych substancji, które mogą być wykorzystywane w medycynie i kosmetologii, czy nowatorskie metody zapobiegania powikłaniom związanym z zespołem kruchości kości – to przykłady obszarów, którymi zajmują się młodzi badacze, nagrodzeni w pierwszej edycji programu grantowego „Talenty Jutra”. Zorganizowała go powołana przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) Fundacja Empiria i Wiedza, która zapowiada, że będzie to program cykliczny. Wsparcie finansowe jest dziś jedną z największych potrzeb młodych badaczy i może zdecydować o rozwijaniu ich projektów w Polsce.

– Wspieramy młodych naukowców, bo wierzymy w ich potencjał i talent. Już dzisiaj obserwujemy młodych, którzy tworzą nowe projekty, wynalazki, pracują nad badaniami, które są w stanie zmieniać polską naukę. Wierzymy też, że to młodzi Polacy mogą stworzyć nowe centrum innowacji na świecie i to centrum będzie właśnie u nas, w Polsce – mówi agencji Newseria Biznes Zuzanna Piasecka, prezes Fundacji Empiria i Wiedza.

– Młodzi naukowcy potrzebują wsparcia finansowego, żeby móc kontynuować i rozwijać swoje pasje, badania, zainteresowania. To jest m.in. kwestia laboratorium, kupienia albo wynajęcia sprzętu. Za tym wszystkim muszą iść finanse, ale młodzi naukowcy potrzebują też mentorów, czyli ludzi, którzy ich poprowadzą. Dzisiaj tworzymy zespołowe Nagrody Nobla, dostają je zespoły często nawet kilkusetosobowe. Dlatego taki młody człowiek musi się nauczyć pracować w zespole i potrzebuje mentora, który mu powie, że droga, którą idzie, jest właściwa – mówi Stefan Janta, dyrektor Planetarium Śląskiego, które było patronem honorowym gali finałowej konkursu „Talenty Jutra”.

Niskie zarobki, uniemożliwiające utrzymanie się wyłącznie z nauki, brak wsparcia finansowego przez cały okres studiów doktoranckich, konieczność podjęcia pracy niezwiązanej z tematem badań, a w konsekwencji często porzucanie kariery naukowej z powodów finansowych – to od lat jedne z głównych bolączek młodych naukowców. Wskazywali na nie m.in. uczestnicy badania przeprowadzonego w 2017 roku w ramach Projektu Naukowiec polskiej sieci EURAXESS. Młodzi naukowcy podkreślali w nim, że wobec braku stałego finansowania głównym narzędziem rozwoju własnej kariery są dla nich granty. Prawie 88 proc. młodych naukowców zadeklarowało, że poszukuje informacji na temat grantów, konkursów i stypendiów, a blisko 79 proc. – że ubiega się o grant krajowy.

– W Polsce nie ma zbyt wielu instytucji, które chciałyby wspierać młodych ludzi. Zazwyczaj jednak patrzy się na zwrot z zainwestowanej kwoty. Empiria i Wiedza wychodzi temu naprzeciw – mówi Stefan Janta.

– Empiria i Wiedza jest fundacją powołaną przez Bank Gospodarstwa Krajowego w czasie pandemii, kiedy to wsparcie szeroko rozumianej edukacji było szczególnie potrzebne. Wspieramy zarówno tych, którzy jeszcze nie do końca odkryli swój potencjał, ale też dmuchamy w żagle tym najzdolniejszym – mówi Zuzanna Piasecka.

Wspieranie i inspirowanie młodych ludzi do tworzenia innowacji i realizacji projektów naukowo-badawczych, zwłaszcza w naukach ścisłych i medycynie, to cel zainicjowanego przez fundację programu grantowego „Talenty Jutra”. W tym roku odbyła się jego pierwsza edycja.

– „Talenty Jutra” to program skierowany do młodych ludzi, między 15. a 25. rokiem życia, którzy mają nie tylko pomysł, ale i pierwsze doświadczenia z badaniami, pracują już nad rozwojem swojego wynalazku z obszaru nauk ścisłych i medycyny – mówi prezes Fundacji Empiria i Wiedza.

Do tegorocznej, pierwszej edycji programu napłynęła ponad setka zgłoszeń nowatorskich prac naukowych i wynalazków, w kategoriach takich jak biotechnologia, informatyka i nauki inżynieryjno-techniczne, nauki biologiczne, nauki o zdrowiu i medycyna, nauki chemiczne oraz nauki o Ziemi i środowisku, nauki fizyczne i astronomia. Jury – składające się z 15 naukowców, reprezentujących różne dyscypliny oraz różne uczelnie i instytuty badawcze z całej Polski – wyłoniło spośród nich 50 najlepszych, finałowych projektów.

– Jestem spokojny o przyszłość polskiej nauki, bo w szeregi naukowców poszukujących innowacji wstępują bardzo zdolne osoby, które z pewnością będą godnie nas zastępować i tworzyć naukę na wysokim poziomie, naukę, która rozwiązuje rzeczywiste problemy i potrzeby społeczeństwa. Właśnie w te problemy celują nasi finaliści i laureaci – mówi prof. dr hab. inż. Łukasz Albrecht, prorektor ds. nauki Politechniki Łódzkiej.

Spośród finalistów jury wybrało ostatecznie 20 najlepszych projektów i przyznało im granty o łącznej wartości pół miliona złotych, które ufundował Bank Gospodarstwa Krajowego. Uroczysta gala finałowa, podczas której ogłoszono zwycięzców, odbyła się w tym tygodniu w Planetarium Śląskim w Chorzowie, a udział wzięli w niej polscy i zagraniczni przedstawiciele świata nauki.

– Zapał tych młodych ludzi do uprawiania nauki i prowadzenia badań jest dostatecznie duży, żeby ta nauka w Polsce się rozwijała. Potrzebna jest tylko odpowiednia polityka i wsparcie, żeby ten zapał nie zgasł – podkreśla prof. dr hab. inż. Andrzej Ożyhar, prorektor ds. nauki Politechniki Wrocławskiej.

Jak zauważa, wielu spośród tegorocznych finalistów ma ambicję zmieniania świata na lepsze, co odzwierciedlają prowadzone przez nich projekty i badania.

– Mój projekt jest ukierunkowany głównie na pomoc i wsparcie pacjentów w wieku geriatrycznym. Każdy z nas będzie kiedyś w podeszłym wieku, dlatego istotne są m.in. metody zapobiegania poważnym powikłaniom związanym z zespołem kruchości kości. Na tym właśnie opiera się mój projekt. Dotychczas nikt nie powiązał ze sobą w sposób molekularny dwóch zagrażających życiu jednostek chorobowych, czyli zespołu kruchości i choroby wieńcowej, która dotyka nawet 25 proc. Polaków. Jest to przełomowe rozwiązanie, które dużo wniesie do współczesnej kardiologii i pozwoli pacjentów z zespołem kruchości traktować w sposób szczególny – mówi Julia Cieśla, laureatka nagrody w jednej z kategorii.

Obok głównych nagród pięciu finalistów programu „Talenty Jutra” otrzymało od fundacji BGK wyróżnienia związane z inicjatywą 3W, czyli woda-wodór-węgiel. Organizatorzy wskazują bowiem, że w nadchodzących latach to właśnie ten obszar gospodarki będzie się intensywnie rozrastał, a te surowce będą punktem wyjścia większości prowadzonych w Polsce badań i wprowadzanych w życie innowacyjnych rozwiązań. Dwie nagrody specjalne związane z inicjatywą 3W trafiły w tym roku do rąk Jakuba Ostrowskiego i Kajetana Grzelki.

– Pierwszy z projektów, wyróżnionych nagrodą specjalną, alokuje technologie węglowe w medycynie. Drugi dotyczy natomiast pozyskiwania z roślin bardzo wartościowych substancji, które mogą być wykorzystywane w medycynie i kosmetologii – precyzuje Maciej Przybyła, dyrektor zarządzający pionem strategii w BGK.

– Mój projekt zatytułowany „Dojenie korzeni” polega na wielokrotnym uzyskiwaniu od roślin związków aktywnych. Jego przełomowość polega na tym, że jest to jedyny taki projekt w Polsce oraz na świecie, który łączy w sobie dwa zagadnienia: elektroporację i solwenty eutektyczne. Elektroporacja to zwiększenie ilości oraz średnicy porów w błonach komórek korzeni roślin pod wpływem prądu elektrycznego. Przez te pory z korzeni rośliny do solwentów eutektycznych, czyli zgodnych ze związkami zawartymi w płynie międzykomórkowym roślin, płyną substancje aktywne, które mogą być dalej badane i na ich podstawie mogą być opracowywane nowe leki czy nowe klasy leków. W przypadku rośliny, którą się zajmuję, to są cztery związki, które mają właściwości m.in. przeciwdepresyjne i przeciwnowotworowe – wyjaśnia Kajetan Grzelka.

Laureaci tegorocznego konkursu „Talenty Jutra” wskazują, że pozyskane w nim granty umożliwią im przede wszystkim kontynuowanie badań i dalszy rozwój swojej kariery zawodowej.

– Ta wygrana napawa mnie dużym optymizmem i utwierdza w przekonaniu, że kierunek, w którym idę, ma sens, że to może przyczynić się do rozwoju szeregu nowych technologii – dodaje Kajetan Grzelka.

Będąca częścią BGK Fundacja Empiria i Wiedza zapowiada, że tegoroczna edycja programu grantowego była pierwszą, ale nie ostatnią. Kolejny nabór w konkursie ma wystartować w przyszłym roku.

– Chcemy, żeby to był program cykliczny – zapowiada prezes fundacji. – Zwłaszcza że uczestnicy konkursu są bardzo zadowoleni, mamy też bardzo dobry odzew od jury, które jest pod wrażeniem jakości i innowacyjności nadesłanych projektów i wierzy, że ci młodzi ludzie naprawdę będą zmieniać świat.

Sport z rekordowym finansowaniem. Budżet na 2023 rok sięgnie 3,5 mld zł

W 2022 roku wyjątkowo dobre były nie tylko wyniki polskich sportowców, np. tenisistki Igi Świątek, reprezentacji siatkarzy, koszykarzy czy piłkarzy, ale także finanse polskiego sportu. Budżet na 2022 rok zamknął się kwotą 2,4 mld zł, a na 2023 rok wzrośnie o kolejny ponad 1 mld zł. Kluczowym przedsięwzięciem, które zaplanowano na dwa najbliższe lata, ma być budowa tysiąca hal sportowych przy polskich szkołach. Rekordowe wsparcie otrzymają też m.in. Szkolne Kluby Sportowe i certyfikowane szkółki piłkarskie. Największą imprezą, jaka czeka nas w 2023 roku, będą Igrzyska Europejskie w Krakowie. Ubiegły rok pokazał, że z organizacją sportowych wydarzeń dobrze sobie radzimy.

– Rok 2022 zamknęliśmy rekordowym budżetem również w odniesieniu do planu, który przejęliśmy. Ministerstwo Sportu i Turystyki zostało odtworzone w październiku 2021 roku. Wówczas prace budżetowe były już zaawansowane i budżet, który przypadł na część dotyczącą kultury fizycznej, to było 1,7 mld zł. To i tak był budżet znacznie większy niż wykonanie budżetu za 2021 rok, bo było to 1,4 mld, a my zamknęliśmy go kwotą 2,4 mld zł – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Biznes minister sportu i turystyki Kamil Bortniczuk.

Ponad 650 mln zł trafiło w 2022 roku na sport wyczynowy, a 400 mln zł – na sport powszechny. 750 mln zł zasiliło inwestycję w infrastrukturę sportową. 66 mln zł przeznaczono na sport osób z niepełnosprawnościami. W projekcie budżetu na 2023 rok zapisano kwotę dwukrotnie wyższą, niż planowano w roku ubiegłym. Ma to być rekordowe 3,5 mld zł. Dla porównania w 2015 roku budżet nie przekroczył 1 mld zł.

 Wzrosty te wynikają przede wszystkim z szeregu inicjatyw, które wykazujemy w Ministerstwie Sportu i Turystyki i z nowych programów, chociażby największego programu rozwoju infrastruktury sportowej w historii Polski, czyli programu budowy tysiąca nowych hal przy polskich szkołach. W ślad za tym łatwiej nam pozyskiwać środki na te dobre pomysły – wyjaśnia minister.

W 2022 roku pojawiły się takie projekty jak Program Upowszechniania Strzelectwa wśród młodzieży szkolnej, studentów i osób dorosłych, modernizacja kompleksów sportowych „Moje Boisko – Orlik 2012” czy program Tenisowa Polska. Niektóre z nowych inicjatyw będą kontynuowane i rozszerzane również w tym roku. Zapowiadany program budowy tysiąca hal sportowych pochłonie 2 mld zł w latach 2023–2024. Będzie w nim można uzyskać dofinansowanie na poziomie 70 proc. wartości inwestycji, a nabór wniosków rozpocznie się w lutym. To kolejna inicjatywa, która ma na celu promowanie aktywności fizycznej wśród dzieci i młodzieży. Resort sportu ma w swoich planach także wpisanie programu Sportowe Talenty do podstawy programowej w szkołach. W tym roku szkolnym jest on prowadzony pilotażowo w dwóch województwach: opolskim i lubelskim. To narzędzie, które pozwala nauczycielom ocenić potencjał sportowy uczniów.

Promowanie aktywności fizycznej wśród dzieci jest tym bardziej istotne, że na jej niski poziom wskazują dane statystyczne. Z badań przeprowadzonych w ramach czwartej edycji międzynarodowego projektu „Active Healthy Kids”, prowadzonego z udziałem ekspertów z Instytutu Matki i Dziecka, wynika, że zaledwie niespełna 17 proc. polskich dzieci jest umiarkowanie bądź intensywnie aktywne fizycznie przez przynajmniej godzinę dziennie, siedem dni w tygodniu. W skali szkolnej autorzy raportu ocenili ten poziom aktywności na ocenę niedostateczną. Z kolei Najwyższa Izba Kontroli alarmuje, że 14,5 proc. polskich dzieci ma nadwagę, a 7,2 proc. – otyłość.

– To poważne wyzwanie, przed którym stoi cała nasza cywilizacja. Jest bardzo dużo alternatywnych form spędzania wolnego czasu przez młodzież dla aktywności fizycznej, pozornie atrakcyjnych, ale z aktywnością fizyczną nie tylko niezwiązanych, ale wręcz zniechęcających do niej i promujących siedzący tryb życia. Mam tutaj na myśli różnego rodzaju tablety, komputery, konsole do gier, aktywność w internecie. Staramy się na to odpowiadać, wykorzystując również te zdobycze. Program Sportowe Talenty będzie miał odnogę w postaci aplikacji na smartfony, która poprzez grywalizację będzie mogła rozruszać młode pokolenie – zapowiada szef resortu sportu i turystyki.

Do szkół wrócił już Program SKS. Szkolne Kluby Sportowe w 2023 roku mają otrzymać najwyższe w historii wsparcie w wysokości 70 mln zł. W 2022 roku było to 58 mln zł. Dofinansowywane mają też być nadal certyfikowane szkółki piłkarskie.

Rosnący budżet dla sportu w 2023 roku to również efekt inflacji. 

– W związku z wojną na Ukrainie mamy do czynienia z kryzysem energetycznym, a to się przekłada na wzrost cen w różnych sektorach, np. wzrost cen energii czy biletów lotniczych. Chcieliśmy zapewnić polskim związkom sportowym, a za ich pośrednictwem polskim sportowcom, takie budżety, które niezależnie od tych negatywnych trendów światowych pozwolą w najgorszym wypadku prowadzić akcje szkoleniowe z taką samą intensywnością jak dotychczas. A w większości przypadków, szczególnie jeżeli mowa o tych związkach, które osiągały sukcesy w ostatnich latach i które promuje algorytm używany do określenia wysokości wsparcia, znacznie większe niż kwota inflacji – podkreśla Kamil Bortniczuk.

W 2022 roku reprezentanci Polski zdobyli łącznie 844 medale na imprezach rangi międzynarodowej w sportach olimpijskich (187 medali), nieolimpijskich (258 medali) i współzawodnictwie osób z niepełnosprawnościami (193 medale). Do największych sukcesów Polaków należy zaliczyć m.in. awans Igi Świątek, która od kwietnia ub.r. jest liderką singlowego rankingu WTA, wicemistrzostwo świata polskich siatkarzy, brązowy medal Dawida Kubackiego na zimowych igrzyskach olimpijskich w Pekinie, cztery medale Polaków na lekkoatletycznych mistrzostwach świata w USA, mistrzostwo Europy kobiet w rugby 7 w Krakowie, czwarte miejsce polskich koszykarzy na mistrzostwach Europy czy awans piłkarskiej reprezentacji Polski do 1/8 finału mundialu po 36 latach.

W 2022 roku udało się w sporcie bardzo wiele. Największe sukcesy należą oczywiście do polskich sportowców, którym my we współpracy ze związkami sportowymi tylko stwarzamy warunki do tego, aby się jak najlepiej do swoich występów przygotować. Ale mamy też sukcesy legislacyjne, chociażby związane z dyplomacją sportową i inicjatywami zmierzającymi do tego, aby rosyjski sport objąć sankcjami w związku z tymi haniebnymi czynami, których Rosjanie dopuszczają się na Ukrainie – mówi minister sportu i turystyki. – Cały czas 40 ministrów sportu krajów wolnego świata mówi głosem, który jako pierwszy wybrzmiał w Polsce.

W 2022 roku odbyły się w Polsce 74 imprezy sportowe rangi mistrzostw świata, pucharu świata i zawodów zaliczanych do klasyfikacji światowej. Część imprez została odebrana Rosji w związku z agresją na Ukrainę. Ministerstwo Sportu i Turystyki przeznaczyło na organizację wszystkich wydarzeń 180 mln zł, z czego 120 mln zł dodatkowych środków na imprezy sportowe przejęte od Rosji. Największą imprezą sportową w 2023 roku będą III Igrzyska Europejskie w Krakowie. To 28 dyscyplin, w większości olimpijskich, które zostaną rozegrane w 11 lokalizacjach. 95 proc. dyscyplin będzie się odbywać w randze kwalifikacji olimpijskich i mistrzostw Europy.

Nie uda się przeprowadzić w Polsce reformy systemu opakowań w wymaganym terminie. To oznacza wyższe opłaty mieszkańców za odbiór odpadów

Polska jest jednym z ostatnich krajów Unii Europejskiej, które nie wdrożyły jeszcze systemu rozszerzonej odpowiedzialności producentów, czyli nowych zasad organizacji gospodarki odpadami opakowaniowymi. Czas na jego wprowadzenie mija 5 stycznia 2023 roku, ale mało prawdopodobne, aby udało się go dotrzymać. To oznacza nie tylko groźbę kar ze strony Komisji Europejskiej, ale także wymierne straty społeczne i środowiskowe. Dziś koszty zagospodarowania odpadów opakowaniowych ponoszą głównie mieszkańcy gmin. Zmiany w polskim systemie są pilnie potrzebne również z tego względu, że w UE trwają prace nad zaostrzeniem wymogów dotyczących recyklingu odpadów opakowaniowych.

– Rozszerzona odpowiedzialność producentów powinna zostać wprowadzona do polskiego porządku prawnego do 5 stycznia 2023 roku. Czas ucieka, ale jak wiadomo, trwają przepychanki między różnymi interesariuszami i w tej chwili sytuacja wygląda tak, że dziś nikt nie jest w stanie precyzyjnie powiedzieć, kiedy to zostanie wprowadzone – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Piotr Rękawek, dyrektor biura Stowarzyszenia „Polski Recykling”.

Do wdrożenia rozszerzonej odpowiedzialności producentów (ROP) zobowiązuje Polskę przyjęty w 2018 roku unijny pakiet odpadowy. Zgodnie z tą regulacją firmy wprowadzające na rynek produkty opakowane m.in. w tworzywa sztuczne, takie jak folie czy twarde plastiki, powinny partycypować w kosztach ich selektywnej zbiórki, segregacji i przygotowania do recyklingu. W Polsce prace nad nowym systemem trwają od 2019 roku, kiedy ówczesne Ministerstwo Środowiska zainaugurowało cykl konsultacji w tej sprawie. Kilka miesięcy temu utknęły w martwym punkcie po tym, jak projekt rządowej ustawy przygotowanej przez resort klimatu i środowiska znalazł się w ogniu krytyki ze strony przedstawicieli biznesu. Opracowywane przepisy zakładają wdrożenie ROP w połączeniu z systemem kaucyjnym, który ma skłonić konsumentów do oddawania zużytych opakowań do punktów zbiórek. 

Drugą regulacją dotyczącą odpadów, której Polska nie wdrożyła w terminie narzuconym przez KE, jest dyrektywa plastikowa Single-Use Plastica. Jej zadaniem jest ograniczenie produkcji i stosowania jednorazowych wyrobów plastikowych takich jak sztućce, talerze, kubki czy torby.

 W drugiej połowie grudnia br. Rada Ministrów przyjęła już projekt ustawy wdrażającej Single-Use Plastics, jednocześnie w Sejmie wciąż dyskutowana jest też kwestia systemu kaucyjnego. Dobrze by było, gdyby to wszystko szło w jednym kierunku. Te akty prawne, które są dyskutowane bądź są już w przygotowaniu, powinny być spójne, tymczasem w tej chwili trochę się ze sobą nie zazębiają – zauważa Grzegorz Piotr Rękawek. – W dodatku rok wyborczy prawdopodobnie spowoduje to, że być może część rzeczy znowu trafi do zamrażarki lub będzie tworzona na nowo. 

To zaś oznacza, że Polska będzie musiała się liczyć z kolejnymi sankcjami finansowymi ze strony Komisji Europejskiej, ale to niejedyne finansowe konsekwencje, jakie wiążą się z brakiem ROP. System ten, który funkcjonuje już w większości krajów UE, zakłada, że koszty gospodarowania odpadami są dzielone pomiędzy mieszkańców a biznes, który wprowadza na rynek produkty opakowane m.in. w folie czy plastiki. Im więcej dany producent wprowadza na rynek plastikowych opakowań, tym więcej powinien dołożyć się do kosztu późniejszego zagospodarowania odpadów, które z nich powstają. Dzięki temu gospodarstwa domowe są obciążone niższymi opłatami. W Polsce przez brak systemu ROP to gospodarstwa domowe w ramach opłat gminnych wciąż ponoszą wyłączne koszty zbiórki i zagospodarowania odpadów po opakowaniach.

Szacujemy, że przez brak ROP w polskim systemie gospodarowania odpadami brakuje przynajmniej 5 mld zł z tzw. opłaty opakowaniowej – podkreśla dyrektor biura Stowarzyszenia „Polski Recykling”. – Istnieje ryzyko, że te koszty będą dalej przerzucane na mieszkańców, którzy będą obciążeni coraz wyższymi stawkami.

Oprócz niższych opłat po stronie mieszkańców ROP ma też wymierne korzyści prośrodowiskowe. Wymusza bowiem na producentach oszczędniejsze gospodarowanie surowcami, ograniczenie liczby opakowań wprowadzonych na rynek i rozwój projektowania takich systemów pakowania produktów, które wykorzystują mniej surowców. 

– W dłuższej perspektywie brak wdrożenia w Polsce systemu ROP może skutkować karą w postaci tego, że nadal będziemy ponosili wysokie opłaty z tytułu Plastic Levy, czyli odpadów opakowaniowych niepoddanych recyklingowi [obecnie budżet państwa traci z tego tytułu ok. 6 mln zł dziennie – red.] – zauważa Grzegorz Piotr Rękawek. 

Te opłaty będą coraz wyższe, ponieważ Komisja Europejska zamierza zastąpić dyrektywę opakowaniową nowym rozporządzeniem, które będzie obowiązywać wprost we wszystkich państwach członkowskich. Nowe przepisy mają zaostrzać wymogi dotyczące tego, w jakiej części dane opakowanie z tworzywa sztucznego ma pochodzić z surowców z recyklingu.

Rozporządzenie będzie dotyczyć nie tylko opakowań z tworzyw sztucznych, ale też zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. W momencie, kiedy ta regulacja wejdzie w życie, Polska też będzie musiała się liczyć z określonymi konsekwencjami finansowymi z tytułu braku ROP – mówi ekspert.

Głównym celem zaproponowanych pod koniec listopada nowych przepisów dyrektywy jest ograniczenie do 2040 roku odpadów opakowaniowych o 15 proc. na mieszkańca w każdym państwie członkowskim w porównaniu z 2018 rokiem. Doprowadziłoby to do całkowitego zmniejszenia ilości odpadów w UE o prawie 37 proc. w porównaniu ze scenariuszem bez zmiany przepisów.

Z danych KE wynika, że każdy Europejczyk co roku wytwarza średnio prawie 180 kg odpadów opakowaniowych. Bez podejmowania dodatkowych działań ich ilość do 2030 roku wzrosłaby o 19 proc., a w przypadku odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych nawet o 46 proc.

Opakowania są jednym z głównych sposobów wykorzystywania surowców pierwotnych, ponieważ 40 proc. tworzyw sztucznych i 50 proc. papieru używanych w UE jest przeznaczone na opakowania. Wdrożenie zaostrzonych przepisów mogłoby więc zmniejszyć zapotrzebowanie na surowce, ale też emisję gazów cieplarnianych pochodzących z opakowań. Komisja Europejska szacuje, że do 2030 roku możliwa jest jej redukcja do 43 mln t w porównaniu do 66 mln t w sytuacji, gdyby przepisy nie zostały zmienione. Tym samym koszty szkód w środowisku dla gospodarki i społeczeństwa zostałyby zmniejszone o 6,4 mld euro w stosunku do poziomu bazowego.

Czyste Powietrze od stycznia w nowej odsłonie. Duża aktualizacja nie rozwiąże jednak wszystkich problemów

Podwyższone progi dochodowe i wysokość dotacji oraz atrakcyjny pakiet dofinansowania do kompleksowej termomodernizacji budynku wynoszący nawet 136 tys. zł – to najważniejsze zmiany, które od 3 stycznia 2023 roku pojawią się w programie Czyste Powietrze. Mają one przyspieszyć jego realizację, bo w ciągu trzech lat udało się ocieplić zaledwie 73 tys. budynków i wymienić 66 tys. kotłów starej generacji. – Zmiany to krok w dobrą stronę, ale pieniądze to nie wszystko – mówi Jan Ruszkowski z Konfederacji Lewiatan. Jak wskazuje, brak dostatecznej wiedzy i świadomości wsparcia, z którego można skorzystać w ramach programu, może być jedną z przyczyn, dla których jego realizacja przebiega tak wolno. – W Polsce potrzebne są też inne instrumenty, bo Czyste Powietrze w założeniu jest programem powszechnym, ale nie rozwiąże wszystkich problemów – zauważa ekspert. 

– Zapowiedzi zmian w programie Czyste Powietrze przyjmujemy z bardzo dużym optymizmem, ponieważ po kilku latach działania wreszcie będzie on miał właściwą logikę – najpierw zmniejszamy zapotrzebowanie na energię, potem dobieramy nowe źródło ciepła. W programie pojawił się nareszcie duży komponent dofinansowania kompleksowej termomodernizacji budynków – mówi agencji Newseria Biznes Jan Ruszkowski, koordynator Rady ds. Czystego Powietrza, ekspert w Departamencie Energii i Zmian Klimatu Konfederacji Lewiatan. – Do tej pory ten program był skoncentrowany głównie na wymianie źródła ciepła, co – w przypadku domów ocieplonych słabo lub wcale – wiązało się z ryzykiem wpadnięcia lub pogłębienia ubóstwa energetycznego. Po wymianie samego pieca energii nadal potrzeba dużo, ale gaz, pellet czy prąd są znacznie droższe niż węgiel, chrust i odpady. Nowe podejście – najpierw ocieplamy, potem zmieniamy ogrzewanie – jest od lat przetestowane przez inne kraje naszego regionu Europy.

W październiku br. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport, który dość krytycznie ocenił pierwsze trzy lata funkcjonowania programu Czyste Powietrze (do października 2021 roku). W tym czasie podpisano umowy dofinansowania na ok. 4,2 mld zł, czyli 4 proc. całkowitego zaplanowanego budżetu (103 mld zł). W tym czasie liczba budynków ocieplonych w ramach programu wyniosła niecałe 73 tys. (2,4 proc. planu), a 66 tys. kotłów starej generacji (2,2 proc.) wymieniono na niskoemisyjne. Według NIK przy takim tempie realizacji programu kluczowego dla poprawy jakości powietrza w Polsce na osiągnięcie zaplanowanych efektów trzeba by poczekać do 2033 roku, czyli cztery lata dłużej, niż planowano.

Pełnomocnik rządu ds. programu Czyste Powietrze Paweł Mirowski jesienią br. zapowiedział duże zmiany. Zaczną one obowiązywać od 3 stycznia 2023 roku, kiedy ruszy przyjmowanie wniosków o dofinansowanie do nowej, zaktualizowanej wersji programu. Jedną z ważniejszych zmian jest podniesienie progów dochodowych dla ubiegających się o dotację – wzrosną one do 1894 zł w gospodarstwie wieloosobowym i do 2651 zł w gospodarstwie jednoosobowym. Większa będzie także kwota dofinansowania – nawet do 136 200 zł w przypadku inwestycji w kompleksową termomodernizację (w zależności od osiąganego dochodu). W programie urealniono wartości poszczególnych kosztów kwalifikowanych poprzez podniesienie maksymalnych kwot dotacji. To działania, które mają zachęcić beneficjentów do bardziej kompleksowych inwestycji – instalacji OZE, wymiany źródeł ciepła i termomodernizacji.

 Zwiększenie kwot dofinansowania, urynkowienie cen materiałów i urządzeń czy podwyższenie progów dochodowych to są kroki w dobrą stronę, ale pieniądze to nie wszystko. Trzeba przede wszystkim śledzić, robić badania, przeprowadzać stałą i staranną ewaluację tego programu i pytać potencjalnych wnioskodawców, jakie oni bariery widzą, czy naprawdę pieniądze są jedyną przeszkodą w realizacji takiej inwestycji. To może być też np. niezrozumienie tego programu, skomplikowane procedury, brak wiedzy, dostępu do kredytu albo doradztwa, którego nie ma w najbliższej gminie i trzeba go szukać w województwie – wylicza ekspert Departamentu Energii i Zmian Klimatu Konfederacji Lewiatan.

Jak ocenia, to właśnie brak dostatecznej wiedzy i świadomości wsparcia, z którego można skorzystać w ramach programu, może być jedną z przyczyn, dla których jego realizacja przebiega tak wolno.

 Bardzo wielu ekspertów – i my również – apeluje o ogólnopolską, szeroko zakrojoną kampanię informacyjną, dużo większą niż te, które dotychczas mieliśmy okazję oglądać, pokazującą, dlaczego ta termomodernizacja jest tak ważna, gdzie można szukać informacji i dofinansowania. Promocja termomodernizacji – niesłusznie – skupia się najczęściej tylko na niższych kosztach energii. Korzyści, a więc i motywacji, do których warto się odwoływać, jest znacznie więcej. Rzetelnej kampanii społecznej z prawdziwego zdarzenia nadal bardzo brakuje – mówi Jan Ruszkowski.

Ekspert Konfederacji Lewiatan wskazuje też, że potrzebne jest także większe wsparcie dla najuboższych. Tutaj nie pomoże nawet podniesienie progów dochodowych na osobę – w przypadku maksymalnego wymiaru wsparcia wzrosły one z 900 zł do 1090 zł dla gospodarstw wieloosobowych i z 1260 do 1526 zł dla jednoosobowych.

Osoby z najniższymi dochodami rzadko myślą o inwestycji rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych w poprawę efektywności energetycznej swojego domu. Mało tego, często mieszkają w budynkach, których wartość jest niższa niż koszt kompleksowej termomodernizacji. Czasem z powodów technicznych wręcz nie da się jej przeprowadzić. Wymiana samego „kopciucha”, w którym spalane bywa dosłownie wszystko, bez ocieplenia domu nie jest dobrym rozwiązaniem. Koszt ogrzewania – zamiast spaść – właśnie wzrośnie. To jest wpędzanie w jeszcze głębsze ubóstwo energetyczne. Tymczasem prawo jest równe dla wszystkich i również od osób najuboższych wymaga z czasem likwidacji najbardziej emisyjnych kotłów. Właśnie dla takich osób potrzebne są dodatkowe instrumenty wsparcia – mówi Jan Ruszkowski.

Program Czyste Powietrze ma działać do 2029 roku, a na realizację tego programu w ciągu 11 lat rząd zaplanował w sumie 103 mld zł. Ma to pozwolić na poprawę efektywności energetycznej i wymianę źródeł ciepła w 3 mln budynków. Jak podkreśla rząd, to największy proekologiczny projekt w Polsce, który działa od 2018 roku. Jego celem jest ograniczenie emisji szkodliwych substancji do atmosfery, które powstają na skutek ogrzewania domów jednorodzinnych z wykorzystaniem przestarzałych źródeł ciepła i niskiej jakości paliwa. To tzw. niska emisja, która jest jedną z głównych przyczyn smogu. Program oferuje przede wszystkim dofinansowanie wymiany przestarzałych i nieefektywnych kotłów na paliwo stałe, tzw. kopciuchów, na nowoczesne, bardziej ekologiczne źródła ciepła, a także przeprowadzenie towarzyszących temu prac termomodernizacyjnych budynku, jak np. docieplenie przegród i wymiana stolarki okiennej. Dofinansowuje również audyt energetyczny, montaż wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła i instalacje odnawialnych źródeł energii, np. kolektory słoneczne i panele fotowoltaiczne.

Sektor ochrony zdrowia przygotowuje się do wykorzystania unijnych środków. Część funduszy trafi na nowoczesną infrastrukturę w szpitalach

Jak podaje Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, w sumie blisko 20 mld zł ma trafić do sektora ochrony zdrowia z Krajowego Planu Odbudowy. Te pieniądze zostaną przeznaczone m.in. na cyfryzację, zachęty i wsparcie studentów kierunków medycznych oraz modernizację i wyposażenie w nowoczesny sprzęt dla szpitali. Nie są to jednak jedyne środki na ten cel, na które placówki mogą liczyć, ponieważ kolejny strumień pieniędzy popłynie do nich z nowej perspektywy Funduszy Europejskich na lata 2021–2027. Ministerstwo Zdrowia, jako instytucja pośrednicząca, otrzyma do rozdysponowania między beneficjentów 3 mld zł. 

– Wszelkie inwestycje w sektor ochrony zdrowia są czymś pozytywnym w kontekście rozwoju i sytuacji gospodarczo-ekonomicznej w naszym kraju. Musimy się mierzyć z pewnymi brakami w infrastrukturze – czy to historycznymi, czy spowodowanymi przez pandemię koronawirusa. Tak więc każde dodatkowe źródło pieniędzy na ten cel powinno być brane pod uwagę przy planowaniu dalszych wydatków i inwestycji – mówi agencji Newseria Biznes Paulina Tkaczyk, ekspert ds. finansowania w GE Healthcare.

Podmioty z sektora ochrony zdrowia w ciągu najbliższych kilku miesięcy powinny uzyskać możliwość ubiegania się o środki z Krajowego Planu Odbudowy – nowego instrumentu, który będzie funkcjonował niezależnie od kolejnej perspektywy Funduszy Europejskich na lata 2021–2027. Wypłata środków jest jednak uzależniona od spełnienia przez Polskę tzw. kamieni milowych, czyli warunków określonych przez Komisję Europejską. 

Program jest podzielony na pięć komponentów, przy czym z punktu widzenia sektora zdrowotnego najważniejszy jest komponent D – „Efektywność, dostępność i jakość systemu ochrony zdrowia”. Jak podaje Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej, budżet dotacyjny tego komponentu wynosi 18,3 mld zł, a pożyczkowy – 1,23 mld zł. Za jego realizację będą odpowiadać resorty zdrowia oraz rozwoju i technologii.

Pieniądze z KPO będą przeznaczone m.in. na cyfryzację polskiej służby zdrowia, ponieważ – jak wskazuje MFiPR – pandemia COVID-19 pokazała, jak ważne jest rozwijanie systemu e-zdrowia. Dlatego właśnie 4,5 mld zł zostanie przeznaczone m.in. na cyfryzację dokumentacji medycznej z uwzględnieniem bezpieczeństwa danych. Kolejny cel to inwestycje w wykwalifikowaną kadrę medyczną. W celu zwiększenia liczby pracowników ochrony zdrowia KPO zakłada wprowadzenie zachęt dla studentów kierunków medycznych, m.in. lekarskiego, ratownictwa medycznego, pielęgniarskiego czy fizjoterapii (wsparcie finansowe lub mentorskie ma objąć 25,4 tys. studentów z zakresu nauk medycznych) oraz modernizację bazy dydaktycznej (w tym przebudowę i doposażenie 212 obiektów dydaktycznych). Na ten cel trafi kolejne 3,2 mld zł.

Bardzo ważną częścią będzie też uruchomienie inwestycji na kwotę 9,5 mld zł wspierających infrastrukturę podmiotów ochrony zdrowia. Z tych środków ma zostać sfinansowana m.in. przebudowa, rozbudowa i modernizacja szpitali i uzdrowisk. Trafi do nich również nowoczesny sprzęt i aparatura medyczna, które pozwolą na poprawę jakości leczenia pacjentów.

W sumie KPO przewiduje doposażenie w nowoczesny sprzęt 300 polskich szpitali, modernizację 280 szpitali i 212 obiektów dydaktycznych z zakresu nauk medycznych wraz z ich doposażeniem oraz finansowe wsparcie dla 80 projektów badawczych.

Kolejny strumień pieniędzy popłynie do systemu ochrony zdrowia z nowej perspektywy Funduszy Europejskich na lata 2021–2027.

Trudno jednoznacznie oszacować, ile pieniędzy trafi do sektora ochrony zdrowia z nowej perspektywy finansowej. Możemy jednak podeprzeć się szacunkiem wynikającym z programu FEnIKS, czyli Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko, który jest centralnym programem przeznaczającym środki na infrastrukturę w sektorze ochrony zdrowia. Ta kwota to na chwilę obecną minimum 650 mln euro. Jednak będzie ona powiększona przez inne programy, przede wszystkim regionalne programy operacyjne dla każdego z województw – mówi Paulina Tkaczyk.

Zgodnie z podpisanym 14 grudnia ministerialnym porozumieniem ws. realizacji programu FEnIKS Ministerstwo Zdrowia – jako instytucja pośrednicząca – otrzyma z niego prawie 3 mld zł. Resort będzie odpowiadać za wdrażanie działań w ramach Priorytetu VI – Zdrowie oraz VIII – Pomoc techniczna.

Na inwestycje infrastrukturalne oraz cyfryzację w podstawowej opiece zdrowotnej trafi miliard złotych. Jednostki ambulatoryjnej opieki specjalistycznej przy szpitalach ponadregionalnych otrzymają ok. 907 mln zł na roboty budowlane oraz doposażenie m.in. w sprzęt medyczny. Natomiast na psychiatrię dla dzieci i młodzieży oraz dorosłych (inwestycje infrastrukturalne, relokację oddziałów) trafi ok. 761 mln zł,  a na ratownictwo medyczne – ok. 234 mln zł (inwestycje w infrastrukturę, doposażenie dyspozytorni medycznych i budowa zaplecza szkoleniowego dla kadry Lotniczego Pogotowia Ratunkowego) – poinformowało ministerstwo.

Środki unijne będą istotnym dodatkowym zastrzykiem finansowym do działającego od dwóch lat Funduszu Medycznego. Zgodnie z założeniami na jego konto co roku mają trafiać 4 mld zł z budżetu państwa.

– Fundusz Medyczny w ramach całego swojego okresu funkcjonowania, czyli do 2029 roku, przewiduje ponad 40 mld zł, tak więc zdecydowanie jest to istotne narzędzie w rękach sektora – mówi Paulina Tkaczyk. – Ten fundusz ma za zadanie m.in. wspierać inwestycje w onkologię, zapewnić wsparcie infrastrukturalne dla szpitalnych oddziałów ratunkowych oraz szerzej ujętego ratownictwa medycznego, jak również profilaktykę chorób cywilizacyjnych i dostęp do nowoczesnych technologii leczenia. Odpowiada on na aktualne potrzeby występujące w naszym kraju.

Polskie firmy stawiają na cyfrowe zarządzanie dokumentacją. Co trzecia zamierza przejść na elektroniczne formularze

Polskie przedsiębiorstwa kładą coraz większy nacisk na cyfryzację – pokazuje badanie przeprowadzone przez InsightLab na zlecenie Canon Polska. Wynika z niego, że co trzecia firma rozważa wprowadzenie elektronicznych formularzy w miejsce papierowych, a blisko co 10. nadaje temu zagadnieniu absolutny priorytet. Analiza pokazuje jednak różnice w podejściu do tej kwestii pomiędzy średnimi i dużymi firmami, którym łatwiej przychodzi wdrażanie takich zmian. – W perspektywie kolejnych pięciu–ośmiu lat większość firm będzie wdrażać rozwiązania związane z digitalizacją – mówi Dariusz Szwed, ekspert Canon Polska ds. cyfryzacji biur i cyberbezpieczeństwa. 

– Przez ostatnie dwa lata zmieniły się preferencje przedsiębiorstw w zakresie cyfryzacji. Okres pandemii i zmiana modelu pracy spowodowały, że ewidentnie zwiększyła się potrzeba i konieczność pracy z dokumentami elektronicznymi. Są one wygodniejsze w obsłudze podczas pracy hybrydowej i zdalnej. W związku z tym firmy coraz częściej dostrzegają potrzebę wdrożenia elektronicznej dokumentacji  – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Szwed.

Jak wynika z badania, przeprowadzonego na przełomie października i listopada br. przez agencję badawczą InsightLab na zlecenie Canon Polska wśród 200 przedstawicieli średnich i dużych firm w Polsce, w biznesie rośnie potrzeba cyfryzacji, a przedsiębiorstwa w coraz większym stopniu przekonują się do stosowania nowoczesnych rozwiązań. 34 proc. z nich rozważa wprowadzenie elektronicznych formularzy w miejsce dokumentów papierowych, a blisko co 10. organizacja nadaje absolutny priorytet zagadnieniu cyfrowego funkcjonowania.

– Przedsiębiorcy zdecydowanie częściej chcą digitalizować swoje archiwa, czyli dokumenty sprzed kilku lat, które nadal są ważne, takie jak umowy czy kontrakty. W ubiegłym roku odsetek firm, które planowały digitalizować papierowe archiwa, wynosił 15 proc. W tym roku wzrósł do 31 proc. – mówi ekspert Canon Polska. – Ten trend jest jednocześnie mocno wspierany potrzebą przedsiębiorców, by digitalizować także bieżącą działalność. To oznacza, że firmy starają się znaleźć metody pracy z dokumentem z pominięciem ich papierowej wersji. Chcą udostępniać klientom i kontrahentom formularze elektroniczne, zamiast odbierać dokumenty w postaci papierowej, a później przepisywać te dane – podkreśla. 

Firmy, które chcą modernizować swoje podejście do pracy z dokumentami, kładą największy nacisk na wdrożenie elektronicznych formularzy oraz na automatyzację procesu odczytania i rejestracji faktur. Wprowadzenie tego pierwszego rozwiązania planuje co trzecia firma. Przed rokiem taki zamiar deklarowała co czwarta. Z kolei 28 proc. firm rozważa wdrożenie inteligentnego drukowania i skanowania, a w poprzednim badaniu było to zaledwie 10 proc.

Badanie przeprowadzone dla Canon Polska pokazuje jednak różnice w podejściu do tej kwestii pomiędzy średnimi i dużymi przedsiębiorstwami.

– Im większa firma i im większy ma obszar działalności, tym częściej stawia na środowisko cyfrowe do obsługi dokumentów – mówi Dariusz Szwed. – Porównując dane, które pokazują, ile średnich i dużych firm przechowuje dokumenty wyłącznie w wersji cyfrowej, widać, że ten odsetek jest dwukrotnie wyższy wśród przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 250 pracowników.

Jak podkreśla, digitalizacja obiegu dokumentów to już tylko kwestia czasu, a coraz więcej firm jest tego świadomych i podejmuje konkretne działania w kierunku cyfryzacji pracy. Na przestrzeni ostatniego roku odsetek tych, które w ogóle nie rozważają wdrożenia nowych technologii, zmniejszył się o 13 proc.

– Trzeba jednak mieć świadomość, że papier nie zniknie z biur. A chociażby jeden papierowy dokument powoduje, że firmy muszą być na to przygotowane – podkreśla ekspert Canon Polska.

Jednak jego zdaniem należy się spodziewać przyśpieszenia procesu digitalizacji dokumentacji w firmach, co będzie wynikiem m.in. wprowadzenia nowych przepisów. 

– Krajowe najnowsze regulacje mówią wprost, że już niedługo powinniśmy przejść w Polsce na faktury elektroniczne – przypomina Dariusz Szwed.

Taką zmianę wymusza na firmach wprowadzenie na szerszą skalę Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF). Jest on już dostępny, a od 2024 roku stanie się obowiązkową platformą wymiany faktur pomiędzy polskimi podmiotami.

Obok przepisów na zmianę podejścia polskich przedsiębiorców do cyfryzacji wpływ ma także rosnąca świadomość korzyści, jakie niesie ze sobą automatyzacja pracy biurowej, którą umożliwia dobrze wdrożony system do zarządzania dokumentacją.

– Korzystając z rozwiązań do zarządzania elektronicznym obiegiem dokumentów, można oczekiwać oszczędności w bardzo różnych obszarach. Przykładowo digitalizacja gigantycznego archiwum dokumentów pracowniczych w perspektywie kolejnych 15–20 lat pozwoli zaoszczędzić setki tysięcy złotych – mówi ekspert Canon Polska.

Jakie inne korzyści przynosi cyfryzacja firmowych dokumentów? To m.in. możliwość odciążenia pracowników z najbardziej żmudnych i powtarzalnych zadań. To również większe bezpieczeństwo, komfort i możliwość dostępu do dokumentacji z dowolnego miejsca i w dowolnym czasie oraz szybszy obrót informacją. Ten ostatni czynnik jest szczególnie ważny w przypadku dokumentów kosztowych – w wielu branżach bezpośrednio przekłada się to na możliwość lepszego zarządzania bieżącym budżetem.

– Obrazuje to przykład jednego z naszych klientów, który pod koniec miesiąca zawsze miał spiętrzenie faktur i niezależnie od tego, ile osób by zatrudnił, nie byłby w stanie obsłużyć ich na czas, żeby zrealizować dokumenty celne oraz podatkowe, a także przeliczyć to wszystko na fundusz płac. To wprost przekładało się na ryzyko kar, niedotrzymania kontraktu, przekroczenia terminów usług i płatności. Dlatego kluczem była oszczędność czasu i brak konieczności zatrudniania osób nieprzeszkolonych, które automatycznie generują zwiększone ryzyko błędów – wymienia Dariusz Szwed.

Jak wskazuje, mimo wymiernych korzyści finansowych i procesowych, które wiążą się z wdrożeniem e-dokumentacji, wiele firm wciąż jest do tych rozwiązań nieprzekonanych, głównie z powodów obaw o cyberbezpieczeństwo. W badaniu Canon Polska aż 57 proc. badanych przyznało, że nie ufa usługom w chmurze do przepływu dokumentów w organizacji. Ekspert przekonuje, że te obawy są nieuzasadnione.

– Konieczny jest duży nacisk na edukację w tym zakresie, prowadzoną przez firmy takie jak Canon, aby przekonać polskich przedsiębiorców, że rozwiązania chmurowe o bardzo wysokim standardzie i wysokich parametrach bezpieczeństwa są dla nich właściwym rozwiązaniem, dającym niesamowite korzyści – zaznacza ekspert Canon Polska.

Rynek startupowy powoli zaczyna odczuwać spowolnienie. Blisko połowa młodych spółek rozważa wyprowadzkę z Polski

Polski rynek start-upów powoli zaczyna odczuwać spowolnienie, wywołane kumulacją „czarnych łabędzi”, czyli niespodziewanych zdarzeń z ostatnich dwóch–trzech lat. Dane nie pokazują jeszcze co prawda wyraźnego spadku dostępności kapitału, ale rodzime start-upy z pesymizmem patrzą w przyszłość, a prawie połowa z nich w obliczu ostatnich kryzysów odczuła znaczący wzrost kosztów działalności. Rodzimym spółkom doskwiera też Polski Ład, problemy z pozyskaniem pracowników i rywalizacja o programistów. W efekcie już prawie połowa z nich rozważa przeniesienie swojego biznesu na stałe poza Polskę – pokazuje ostatni raport Fundacji Startup Poland. – Ekosystem wsparcia start-upów w Polsce zmienił się dość znacząco w ostatnich latach – zauważa Natalia Świrska-Załuska z OVHcloud. 

– Pod kątem rozwoju i możliwości wsparcia upływający rok był dla start-upów dobry i niedobry. Raport Fundacji Startup Poland pokazuje, że kapitału i inwestycji na tym rynku było mniej, ale z drugiej strony więcej inwestorów międzynarodowych zaczęło się angażować w takie kooperacje i to jest bardzo pozytywne zjawisko – mówi agencji Newseria Biznes Natalia Świrska-Załuska, startup program manager w Regionie CEE, OVHcloud.

Nowa edycja raportu Fundacji Startup Poland („Polskie start-upy 2022”) pokazuje, że ostatnie dwa–trzy lata to okres kilku równocześnie występujących kryzysów. Ten wywołany pandemią nadal trwa, a jego wpływ na gospodarkę wciąż jest odczuwalny m.in. w postaci rosnącej inflacji. Na to nałożył się również kryzys wywołany wojną w Ukrainie, związany z nim niedobór surowców energetycznych i wzrosty ich cen w niespotykanej dotąd skali. Taka kumulacja „czarnych łabędzi” bezpośrednio odbiła się na niemal każdej gałęzi gospodarki i rynek startupowy nie był tu wyjątkiem.

Ekosystem wsparcia start-upów w Polsce zmienił się dość znacząco w ostatnich latach, a pandemia COVID-19 i wojna w Ukrainie były najmocniejszym przyczynkiem do tych zmian – mówi ekspertka.

Jak wskazuje, ich wpływ na rynek startupowy nie był jednak jednoznacznie negatywny.

– Najpierw w czasie pandemii szansę bardzo szybkiego rozwoju dostały m.in. start-upy z branży healthcare, a teraz wojna sprawiła, że start-upy z Ukrainy są bardziej dostrzegane w kontekście międzynarodowych inwestycji – mówi Natalia Świrska-Załuska.

Raport Startup Poland pokazuje, że o ile w czasie pandemii sektor młodych, innowacyjnych firm był rozgrzany do czerwoności, a inwestorzy chętnie wykładali rekordowe sumy na kolejne startupowe przedsięwzięcia, o tyle teraz wiele wskazuje na to, że okres prosperity dobiega końca lub przynajmniej wyhamowuje. Jak wynika z raportu PFR Ventures i Inovo VC „Transakcje na polskim rynku VC w Q3 2022” – w trzecim kwartale wartość inwestycji VC spadła o 12 proc. r/r. Zdaniem ekspertów powinno to jednak pozwolić co najmniej wyrównać rekordowy wynik z 2021 roku. Spowolnienie jest już widoczne zwłaszcza na najbardziej rozwiniętych rynkach zachodnioeuropejskich i w Stanach Zjednoczonych, gdzie wśród start-upów dominuje pesymizm, a ilość inwestowanego w nie kapitału zauważalnie spada.

Jak wskazuje raport „Polskie start-upy 2022”, również krajowe podmioty patrzą w przyszłość z pesymizmem. Zwłaszcza że w obliczu ostatnich kryzysów blisko połowa z nich (49 proc.) odczuła znaczący wzrost kosztów działalności. 62 proc. wskazało, że ich biznes destabilizują zmiany wprowadzone w tym roku w ramach Polskiego Ładu, a wśród głównych barier dla rozwoju swojej działalności 52 proc. start-upów wymienia też problemy z pozyskaniem pracowników i rywalizację o programistów. Co istotne, prawie połowa krajowych start-upów rozważa już przeniesienie swojego biznesu na stałe poza Polskę. Może to wskazywać na fakt, że w Polsce trudniej pozyskać finansowanie i prowadzić firmę, która osiągnęła już pewien poziom rozwoju.

Jak podkreśla Natalia Świrska-Załuska, tym, co mogłoby pobudzić rozwój polskiego rynku startupowego, są przede wszystkim inwestorzy i większa ilość dostępnego kapitału na rozwój, choć raport Fundacji Startup Poland pokazuje, że pod tym kątem sytuacja w najbliższym czasie raczej się nie poprawi.

Programy dla start-upów – takie, jakie rozwijamy aktualnie w ramach OVHcloud – też pobudzają rozwój tego rynku, ponieważ pomagamy im wchodzić na nowe rynki, rozwijamy je technologicznie, wspieramy ekspozycję marketingową nie tylko w Polsce, ale też w całej Europie i na świecie – mówi startup program manager w Regionie CEE, OVHcloud. – Polskie start-upy wyróżniają ich founderzy, którzy są otwarci i chętni do dzielenia się doświadczeniami. Słuchamy ich opinii i zbieramy feedback, co pozwala nam wdrażać ulepszeniaW nas, Polakach, podoba mi się to, że nie siedzimy z założonymi rękami. Kombinujemy, wyciągamy wnioski, a przede wszystkim świetnie umiemy wykorzystywać zasoby, które posiadamy.

Ekspertka OVHcloud wskazuje też, że jednym z dominujących trendów na rynku startupowym będzie zrównoważony rozwój i „zielone” technologie. Zdaniem 16 proc. ankietowanych start-upów to jeden z sektorów, do którego „płynie” wciąż za mało kapitału. Dlatego też na nich skupia się program GreenTECH, zainaugurowany we wrześniu br. przez OVHcloud i EIT InnoEnergy. Jego celem jest m.in. akceleracja pomysłów, które mogą pomóc rozwiązać problemy związane z globalnym ociepleniem, efektywnością energetyczną lub cyfrowymi czynnikami umożliwiającymi transformację energetyczną.

OVHcloud Startup Program to nie jest typowy akcelerator. Wprawdzie pomaga start-upom się rozwijać, oferuje doradztwo biznesowe, również z zakresu IT, ale w przeciwieństwie do typowych akceleratorów nie inwestuje środków finansowych. Ułatwia za to dostęp do ekspertów w dziedzinie finansowania, również inkubatorów i funduszy VC. Podstawową wartością dodaną jest dostęp do sprzętu i technologii OVHcloud, Od 2015 roku do programu dołączyło ponad 1,8 tys. start-upów.

16 mln zł trafi na dodatkowe wsparcie dla ukraińskich studentów i naukowców. Część środków polskie uczelnie przeznaczą na wspólne prace badawczo-rozwojowe

W nowej odsłonie programu „Solidarni z Ukrainą” polskie uczelnie należące do sojuszy Uniwersytetów Europejskich dostaną w sumie 16 mln zł na wzmocnienie współpracy z uczelniami z Ukrainy. Te środki będą mogły przeznaczyć m.in. na organizację wymiany studentów i doktorantów, włączenie ich w prowadzone webinaria i staże, organizację...

About Me

540 POSTY
0 KOMENTARZE
- Advertisement -spot_img

Latest News

Miliony na rozwój dla innowacyjnych MŚP i start-upów. UniCredit wprowadza kredyty z gwarancją InvestEU

Brak odpowiednich zabezpieczeń wciąż jest jedną z głównych barier ograniczających małym i średnim przedsiębiorstwom dostęp do zewnętrznego kapitału. Z kolei...
- Advertisement -spot_img