Portal 40 Stopni.pl

Milowy krok do budowy elektrowni jądrowej w Polsce. PGE i ZE PAK powołają do tego celu wspólną spółkę

Uruchomienie pierwszego bloku elektrowni atomowej w Pątnowie ma być możliwe już w 2035 roku – wynika ze wstępnych analiz. PGE i ZE PAK podpisały właśnie wstępne porozumienie dotyczące powołania wspólnej spółki celowej. Nowy podmiot ma zabezpieczyć polskie interesy w budowie elektrowni jądrowej razem z Koreańczykami, ponieważ do niego będzie należeć większościowy udział w realizowanym projekcie. Będzie reprezentować polską stronę na wszystkich jego etapach, w tym m.in. w trakcie pozyskiwania finansowania i przygotowywania szczegółowego harmonogramu inwestycji. 

We wtorek, 7 marca br. PGE Polska Grupa Energetyczna i ZE PAK podpisały wstępne porozumienie w sprawie utworzenia wspólnej spółki celowej, która będzie realizować projekt budowy elektrowni jądrowej w regionie konińskim. Oba podmioty będą mieć w nowo powstającej spółce po 50 proc. akcji, podejmując decyzje na zasadzie konsensusu.

W podpisanym porozumieniu określiliśmy podstawowe zasady współpracy w ramach spółki, którą powołamy po uzyskaniu zgody UOKiK – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. – Spodziewamy się, że w ciągu kilku miesięcy dołączy do nas partner koreański. Jednak zakładamy, że to polska strona będzie mieć w tej inwestycji większościowy udział i cały projekt będzie pod kontrolą polskiej strony.

– Zgłosimy do prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zamiar koncentracji, ponieważ taka wspólna spółka PGE i ZE PAK-u wymaga zapytania o zgodę. Przewidujemy, że prezes UOKiK przychylnie spojrzy na nasz wniosek – dodaje Piotr Woźny, prezes zarządu ZE PAK. – Plan mamy taki, żeby do końca czerwca br. zakończyć prace nad definiowaniem sposobu działania tej spółki, żeby ona stała się już realnym bytem. Zadaniem tej spółki będzie uruchomienie wszystkich działań związanych z badaniami lokalizacyjnymi, środowiskowymi i uzyskaniem całego ciągu wszystkich zgód, pozwoleń administracyjnych niezbędnych do tego, żeby elektrownię atomową budować.

List intencyjny dotyczący budowy pierwszej w Polsce elektrowni atomowej w Pątnowie został podpisany 31 października 2022 roku przez PGE, ZE PAK i południowokoreański koncern energetyczny KHNP. Do końca ubiegłego roku strony przygotowały już wstępny plan rozwoju inwestycji. Wykonane zostały m.in. wstępne analizy warunków geotechnicznych, sejsmicznych i środowiskowych, opracowany został również szacunkowy budżet prac przygotowawczych i etapu budowy oraz harmonogramu realizacji projektu.

– Polska gospodarka, aby się dalej rozwijać, potrzebuje silnej i niezależnej energetyki. W kolejnej dekadzie ważną rolę odegrają odnawialne źródła energii. Jednak kluczowe będzie stabilne, zeroemisyjne źródło, jakim jest energetyka jądrowa. W tym celu konsekwentnie rozwijamy rządowy Program polskiej energetyki jądrowej, którego uzupełnieniem jest projekt realizowany przez PGE, ZE PAK i KHNP. Powołanie wspólnej spółki przez PGE i ZE PAK to kolejny krok w realizacji tego projektu. Będzie ona bezpośrednim partnerem koreańskiego KHNP przy budowie elektrowni jądrowej w regionie konińskim. Pomimo że jest to projekt biznesowy, ma on pełne poparcie polskiego rządu – powiedział podczas podpisywania porozumienia Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych.

Przyjęta w 2021 roku i zaktualizowana po wybuchu wojny w Ukrainie „Polityka energetyczna Polski do 2040 roku” (PEP 2040) zakłada, że energetyka jądrowa ma być w Polsce podstawą i uzupełnieniem dla źródeł odnawialnych. Rząd zakłada też, że – jako zeroemisyjne źródło energii – pozwoli też na realizację unijnych zobowiązań, czyli osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 roku. Przede wszystkim energetyka jądrowa ma jednak zwiększyć bezpieczeństwo i suwerenność energetyczną kraju.

– Naszym celem jest wyeliminowanie w przyszłości dostaw jakichkolwiek paliw z kierunku wschodniego, a ta elektrownia da Polsce suwerenność, bezpieczeństwo i niezależność. Ale także nie zapominajmy o tym, to jest niebagatelne dzisiaj, ta elektrownia nie będzie emitowała CO2, co dzisiaj w dużej mierze wpływa na koszty energii elektrycznej, a więc energia elektryczna z elektrowni jądrowej będzie energią tańszą – mówi Wojciech Dąbrowski.

PGE i ZE PAK wskazują, że powołanie wspólnej spółki celowej to milowy krok do realizacji tej inwestycji. Na jej lokalizację – po wstępnych analizach – został wybrany Pątnów, gdzie z końcem 2024 roku ZE PAK zamierza zakończyć produkcję energii elektrycznej z węgla brunatnego.

Zaletą Pątnowa jest jego centralna lokalizacja, przy jednym z kluczowych krajowych węzłów energetycznych, która umożliwi wyprowadzenie energii elektrycznej we wszystkich kierunkach przy minimalizacji strat związanych z przesyłem oraz optymalne wykorzystanie sieci elektroenergetycznej.

– Drugi atut to podłączenie do całej sieci energetycznej, a trzeci – system chłodzenia, który przez lata z powodzeniem chłodził elektrownię na węgiel brunatny. Odkrywki, które wyeksploatowaliśmy i z których wykopaliśmy węgiel brunatny, są w tej chwili zalewane wodą i w ciągu kilku najbliższych lat w tych odkrywkach będziemy mieli 4–4,5 raza więcej wody niż w systemie chłodzenia, który przez lata z powodzeniem chłodził elektrownię na węgiel brunatny – wymienia prezes  ZE PAK.

Jak wskazuje, w regionie jest również bardzo duża akceptacja dla nowej inwestycji – zarówno ze strony mieszkańców Konina i okolic, jak i okolicznych samorządów oraz władz województwa wielkopolskiego.

Uruchomienie pierwszego bloku elektrowni atomowej ma być możliwe już w 2035 roku. Na podstawie dotychczas wykonanych wstępnych analiz oceniono, że perspektywiczne jest posadowienie co najmniej dwóch reaktorów koreańskiej technologii APR1400 o łącznej mocy 2,8 tys. MW, które mogłyby dostarczyć do polskich domów i firm około 22 TWh energii.

Amerykańscy naukowcy pracują nad „ultradźwiękowym tornado”. Urządzenie ma przyspieszyć rozbijanie skrzepów krwi w żyłach mózgowych

Nowe podejście do zastosowania fal ultradźwiękowych w leczeniu zakrzepicy zatok żył mózgowych może znacznie poprawić rokowania pacjentów. Amerykańscy naukowcy opracowali specjalny cewnik, który można wprowadzić do naczynia krwionośnego i falami ultradźwiękowymi dotrzeć bezpośrednio do skrzepu, a następnie go rozbić. Ich badania wykazały, że fale o kształcie wiru, nazywane przez nich ultradźwiękowym tornado, mogą to zrobić znacznie szybciej i skuteczniej niż fale podłużne. Urządzenie w ciągu 30 min ma redukować masę skrzepu o 40 proc., czyli ponad dwukrotnie skuteczniej niż podłużne fale stosowane w sonotrombolizie.

– Urządzenie wykorzystuje wirowe fale ultradźwiękowe, które są generowane przez przetwornik zamontowany na końcówce cewnika. Podczas operacji chirurg umieszcza cewnik w naczyniu krwionośnym, aby zbliżyć go do miejsca powstania zakrzepu krwi. Przetwornik generuje wir ultradźwiękowy, który ma kształt tornada, co powoduje kawitację i powstanie naprężenia ścinającego wewnątrz zakrzepu, prowadząc do jego rozpadu na mniejsze kawałki. W ten sposób naczynie krwionośne zostaje udrożnione i powraca przepływ krwi, a pacjent zostaje wyleczony – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje współautor pracy Chengzhi Shi, adiunkt na Wydziale Inżynierii Mechanicznej w Georgia Institute of Technology.

Technologia opracowana przez amerykańskich naukowców pozwala na rozbicie skrzepu w około pół godziny. Stosowane dziś metody rozbijania zakrzepów są znacznie bardziej czasochłonne. Standardowy model postępowania obejmuje leczenie preparatami rozrzedzającymi krew, czyli antykoagulantami. Wadą farmakoterapii w przypadku zakrzepicy żył mózgowych jest to, że środki mają charakter niecelowany, tylko ogólnoustrojowy, więc oczekiwanie na efekt terapeutyczny bardzo się wydłuża. To co najmniej 15 godz., a średnio nawet ponad 29 godz. Co więcej, odsetek nieudanych interwencji jest bardzo wysoki, bo sięga od 20 do 40 proc.

W przypadku zakrzepicy zatok żylnych mózgowia to przede wszystkim czas decyduje o życiu lub śmierci pacjenta. Lokalne nadciśnienie spowodowane zakrzepem może bowiem doprowadzić do nagłego rozerwania naczynia krwionośnego, wywołującego potencjalnie śmiertelny krwotok.

– Podejmuje się też próby chirurgicznego usunięcia fragmentu czaszki, co obniża ciśnienie w mózgu. W tym przypadku jednak nie usuwa się samego zakrzepu, który nadal powoduje lokalny wzrost ciśnienia, a więc ryzyko zgonu nadal istnieje – podkreśla Chengzhi Shi. – Trzecia metoda polega na zastosowaniu cewników wewnątrznaczyniowych. Ostatnio stosowane są także cewniki ultradźwiękowe, jednak nie są one wystarczająco efektywne w rozbijaniu zakrzepów. Leczenie nadal trwa około 15 do 20 godzin, co wiąże się z ogromnym ryzykiem dla pacjenta.

Jedną z technik stosowanych od kilku lat do walki z zakrzepicą żył głębokich jest sonotromboliza. Podłużne fale ultradźwięków wykorzystywane są w niej do wprowadzenia w drgania mikrobąbelków otaczających zakrzep. Można w ten sposób rozbić zakrzep i ułatwić podanie leków antykoagulacyjnych. Problem w tym, że fala podłużna czasem może tylko przesunąć zakrzep w całości, zamiast go rozbić. Stąd prace naukowców nad falami ultradźwiękowymi w kształcie wiru, charakteryzujące się tym, że ich czoło ma kształt spiralny.

– Naprężenie ścinające wytworzone przez wirowe fale ultradźwiękowe może skuteczniej rozbić skrzep krwi niż konwencjonalna metoda, taka jak sonotromboliza – dodaje naukowiec.

Wyniki badań, opisane w „Research” (Science Partner Journals), wykazały, że po zastosowaniu cewnika wirowego masa skrzepu po 30 min zmniejsza się o 40 proc. W przypadku tradycyjnej sonotrombolizy po takim czasie udaje się osiągnąć redukcję 17 proc. masy skrzepu.

– Z wirowego cewnika ultradźwiękowego można byłoby korzystać choćby jutro. Nie jest to jednak możliwe, ponieważ dopiero zgłosiliśmy prototyp i przeprowadziliśmy badania in vitro, aby pokazać możliwości nowego wyrobu. Czeka nas jeszcze długa droga, która obejmuje badania na zwierzętach i badania kliniczne, zanim będzie można go stosować do leczenia pacjentów – mówi prof. Xiaoning Jiang z Wydziału Inżynierii Mechanicznej i Kosmicznej Uniwersytetu Karoliny Północnej, jeden z członków zespołu naukowców pracujących nad nową metodą leczenia.

Jak podkreśla, proces komercjalizacji urządzenia może potrwać od trzech do pięciu lat. W tym czasie będzie ono badane nie tylko pod kątem skuteczności, lecz również bezpieczeństwa.

– Badania wstępne i większość danych in vitro, którymi dysponujemy, wskazują, że ryzyko związane z przerwaniem ciągłości naczyń krwionośnych czy wielkością fragmentów skrzepliny jest niewielkie. Nie zaobserwowaliśmy również istotnego uszkodzenia komórek krwi. Dlatego uważamy, że ta technologia jest bezpieczna. Naszym zdaniem nie ma ona wad pod względem skuteczności i bezpieczeństwa, jednak jeśli chodzi o komercjalizację wyrobu, etap projektowania i produkcji może okazać się nieco bardziej skomplikowany niż obecne prototypowe cewniki ultradźwiękowe, które wytwarzają fale podłużne o jednakowej fazie. Aby jednak rozwiązać ten problem, wystarczy nieco pracy nad technologią – zapewnia prof. Xiaoning Jiang.

Zakrzepica żył mózgowych odpowiada za około 0,5–1 proc. wszystkich udarów. Dotyczy głównie młodych pacjentów i kobiet w wieku rozrodczym. Około 80 proc. przypadków dotyczy osób w wieku poniżej 50 lat, a 75 proc. – kobiet. Od 10 do 15 proc. przypadków kończy się śmiercią lub trwałą niepełnosprawnością.

Komunikacja z klientami staje się coraz bardziej zautomatyzowana. Voiceboty obsługują także część procesów rekrutacyjnych

Boty głosowe coraz częściej sprawdzają się już nie tylko w prostych systemach IVR związanych z podstawową obsługą klienta. Mogą być wykorzystywane m.in. w kampaniach angażujących odbiorców do konkretnych działań czy na początkowych etapach rekrutacji nowych pracowników. Do końca dekady światowy rynek usług realizowanych...

Volvo będzie tworzyć kluczowe innowacje w Krakowie. Do 2025 roku zatrudni ponad pół tysiąca inżynierów

Przyszłość motoryzacji to według Volvo inteligentne, w pełni elektryczne samochody, w coraz większym stopniu sprzedawane przez internet, napędzane najnowocześniejszymi komputerami z własnym oprogramowaniem i ciągle ulepszane dzięki aktualizacjom. W realizacji tej koncepcji ma pomóc marce nowy Tech Hub, który do końca tego roku zostanie...

Polski rynek centrów danych czeka w nadchodzących latach boom inwestycyjny. Interesuje się nim coraz więcej globalnych graczy

Prognozy na kolejne lata zakładają boom inwestycyjny na polskim rynku centrów danych, napędzany wszechobecną digitalizacją, wzrostem znaczenia chmury w działalności biznesu i zainteresowaniem globalnych graczy. Szczególne znaczenie na polskiej mapie data center zajmuje Warszawa, gdzie zlokalizowane jest ok. 60 proc. dostępnej powierzchni. – W Polsce centra danych to jest wciąż młody rynek, a jego potencjał jest ogromny – mówi Adam Ponichtera, dyrektor generalny firmy Data4 Poland, która jeszcze w tym półroczu otworzy swój pierwszy kampus w Polsce. Jak wskazuje, w tej chwili tylko ok. 15 proc. firm na polskim rynku outsourcuje swoje zasoby do zewnętrznych operatorów data centers, co odzwierciedla jego dalszy potencjał rozwoju.

Polska jest atrakcyjnym rynkiem do lokowania centrów danych, a przede wszystkim region warszawski, bo to tutaj znajduje się 60 proc. biznesu naszego kraju. Jesteśmy doskonale umiejscowieni na mapie Europy, na samym jej środku, łącząc bramę wschodnią z zachodnią oraz północ z południem. Nasza gospodarka doskonale sobie poradziła w okresie pandemii i wyszliśmy z niej obronną ręką, patrząc na naszych sąsiadów. Dodatkowo Polska generuje bardzo dużą liczbę pracowników branży IT i nowych technologii. Mamy ich obecnie blisko ćwierć miliona, a na dodatek 18 uczelni, które kształcą kolejnych kandydatów. Dlatego powstają tu kolejne centra globalnych firm – mówi agencji Newseria Biznes Adam Ponichtera.

Jak podaje Statista, łączna wartość rynku data center w 2023 roku wzrośnie o 6,4 proc. r/r, do poziomu 342 mld dol., natomiast w 2027 roku będzie to już szacunkowo 412 mld dol. Obecnie większość przychodów jest generowana w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Japonii i Niemczech. Ze względu na dobre uwarunkowania geograficzne i gospodarcze coraz szybciej rozwijającym się rynkiem data center jest również Polska. Research & Markets prognozuje, że w latach 2021–2027 będzie rósł średnio o blisko 10 proc. rocznie.

Według statystyk PMR Warszawa prowadzi pod względem liczby (42 proc.), jak i powierzchni obiektów (61 proc.) oferujących usługi kolokacji i hostingu. Stolica przyciąga biznes, który napędza kolejne inwestycje w infrastrukturę teleinformatyczną. Za nią plasują się Kraków (odpowiednio 12 i ponad 10 proc.) oraz Poznań (odpowiednio 9 i blisko 9 proc.).

Co napędza rozwój centrów danych? Na pewno digitalizacja naszego życia. Proszę zaobserwować, że to, co robimy na co dzień, korzystając z telefonu, urządzeń w domu, to wszystko generuje dane, które muszą gdzieś być przetrzymywane. Najczęściej są one przetrzymywane teraz w tzw. chmurze – mówi dyrektor generalny Data4 Poland. – Wszystko jest kodowane na serwerach, które są w data center, od tego wszystko się zaczyna. Dlatego też twierdzimy, że ta branża jest kręgosłupem gospodarki.

Szacunkowa wartość polskiego rynku data centers to 2 mld zł. Według prognoz firmy analitycznej PMR Market Experts („Rynek centrów danych w Polsce. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2022–2027”) w nadchodzących latach czeka go jednak prawdziwy boom inwestycyjny – zarówno ze strony firm obecnie działających na polskim rynku, jak i nowych graczy. Powierzchnia brutto centrów danych świadczących usługi komercyjne wzrośnie w kolejnych latach o 40,3 proc., osiągając 235,6 tys. mkw. na koniec 2027 roku. Jednak największy wzrost – o 27,8 proc. – ma nastąpić do 2025 roku, kiedy powinny zakończyć się w Polsce duże inwestycje w obiekty data center.

W perspektywie kolejnych lat rosnąć będzie również wolumen mocy w centrach danych. Spodziewana wielkość rynku w 2027 roku ma wynosić 215 MW (czyli o ponad 100 MW więcej niż jeszcze w 2021 roku). Jednak przeprowadzona przez PMR analiza długoterminowych planów inwestycji w centra danych w Polsce wykazała, że ich docelowa moc może sięgnąć nawet 300 MW.

 W Polsce to jest wciąż młody rynek, a jego potencjał jest ogromny – mówi Adam Ponichtera. – Zaczynaliśmy w latach 2018–2019, kiedy jeden z dużych globalnych graczy ogłosił pierwszą inwestycję w Polsce. Od tego momentu cały rynek zaczął się toczyć i możemy to nazwać efektem kuli śniegowej. Dla każdego wciąż znajdzie się tu miejsce, a pandemia i nowe technologie, które napływają do naszego kraju, powodują, że przeżywamy w tej chwili boom, który się nie skończy tak szybko.

Jak wskazuje, w tej chwili tylko ok. 15 proc. firm działających w Polsce outsourcuje swoje zasoby do zewnętrznych operatorów data centers, a z usług chmurowych korzysta ok. 40 proc. To odzwierciedla duży potencjał rozwoju tych usług. Tym bardziej że na zachodnich rynkach te liczby są dużo wyższe. Do korzystania z usług operatorów centrów danych może firmy skłonić także coraz większa oferta, która rozwija się wraz z pojawianiem się na rynku nowych podmiotów.

– Niektóre firmy w ogóle nie widzą, że po wyoutsourcowaniu danych swojej infrastruktury krytycznej do operatora data center są w stanie skupić się wyłącznie na własnym biznesie. Uzyskują też korzyści finansowe, bo odchodzą im wszystkie koszty utrzymania data center, jak i ryzyko, że ta infrastruktura ulegnie uszkodzeniu. W biurowcu łatwo jest np. zalać serwerownię piętro niżej, w data center takiej obawy nie ma. Biorąc pod uwagę bezpieczeństwo, możliwość skupienia się na własnym biznesie oraz koszty prądu, utrzymania i zakupu infrastruktury, wybór data center i outsourcing jest zdecydowanie korzystniejszy – podkreśla dyrektor generalny Data4 Poland.

Data4 buduje swój pierwszy kampus w Jawczycach pod Warszawą. Jego otwarcie przewidziane jest na pierwszą połowę tego roku. Spółka projektuje, buduje i obsługuje 29 centrów danych, które będą wspierać rozwój klientów w Europie. Jest obecna we Francji, Włoszech, Hiszpanii, Luksemburgu i Polsce. Posiada znaczne rezerwy gruntów i mocy, które wkrótce zostaną rozszerzone do poziomu 185 ha i 843 MW. Jak zapewniają przedstawiciele Data4, budowa nowego polskiego kampusu o docelowej mocy 60 MW ma umożliwić spółce ukierunkowanie się zarówno na polski rynek hostingu danych, jak i wsparcie rozwoju klientów i dostawców rozwiązań chmurowych w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rosnąca liczba elektryków na drogach wymaga nowych wytycznych dotyczących bezpieczeństwa. Wyzwaniem są m.in. sposób gaszenia pożarów i warunki techniczne w garażach

Na koniec stycznia br. w Polsce było zarejestrowanych już łącznie 67,1 tys. pojazdów z napędem elektrycznym, ale ich liczba szybko wzrasta i – jak szacuje PSPA – w 2025 roku sprzedaż samochodów zeroemisyjnych przekroczy już poziom 100 tys. sztuk rocznie. Ponieważ jednak wciąż są one jeszcze nowością na...

Zmiennokształtne roboty mogą zrewolucjonizować medycynę. Pojawią się nowe możliwości małoinwazyjnych metod leczenia

Naukowcy z Carnegie Mellon University w Pittsburghu opracowali metalowego robota, zdolnego do przechodzenia z fazy stałej w ciekłą pod wpływem temperatury. Takie urządzenie może zrewolucjonizować wiele obszarów medycyny. Robot szybko dotrze do chorych miejsc i zaaplikuje tam lek lub skutecznie i nieinwazyjnie usunie ciała obce. Naukowcy badają teraz bezpieczeństwo kontaktu zastosowanych w robocie materiałów z komórkami ludzkiego organizmu. Urządzenie może się sprawdzić również poza medycyną – na przykład w naprawianiu trudno dostępnych podzespołów w urządzeniach elektronicznych.

– Rośnie zapotrzebowanie na małoinwazyjne zabiegi chirurgiczne i diagnostykę medyczną z wykorzystaniem miękkich materiałów, które mogą zmieniać kształt, które można łatwo formować i zmieniać ich sztywność. Nasze badania opierają się na wieloletniej pracy nie tylko moich współpracowników z Chin, ale badaczy z całego świata, zajmujących się opracowaniem reagujących na pole magnetyczne miękkich układów o niewielkich rozmiarach mających zastosowanie w medycynie – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Carmel Majidi, profesor inżynierii mechanicznej w Carnegie Mellon University i Sun Yat-sen University.

Stworzony przez naukowców zmiennokształtny robot powstał z inspiracji organizmami strzykw, morskich bezkręgowców, które potrafią zmieniać sztywność swojego ciała – z twardego na bardzo miękki i wiotki. Innowacyjne urządzenie jest wykonane z galu, który topnieje w niskiej temperaturze, i mikrocząsteczek magnetycznych. Można je wykorzystać w medycynie, zwłaszcza do usuwania ciał obcych na przykład z żołądka, czy podawania leków bezpośrednio do miejsca wchłaniania lub do miejsca zmienionego chorobowo.

Można sobie wyobrazić także inne zastosowania, takie jak przeprowadzanie biopsji czy badań diagnostycznych – wymienia prof. Carmel Majidi.

Gal topnieje w temperaturze 29,8 st. Celsjusza. W kontakcie z ciepłotą ludzkiego ciała będzie więc łatwo przechodził w fazę ciekłą. Cząsteczki magnetyczne mają za zadanie sprawić, aby zmianą kształtu urządzenia można było sterować za pomocą pola magnetycznego. Można zastosować do tego magnes stały lub elektromagnes, który wysyła fale magnetyczne do substancji, wpływając na jej kształt i ruch. Stworzony przez badaczy robot może się poruszać z prędkością około 15 cm/s, a w fazie stałej przenosić ciężary o masie nawet 30-krotnie większej niż własna. Testowany w modelu żołądka robot, będąc w fazie ciekłej, owijał się wokół ciała obcego, po czym bezpiecznie wyprowadzał je poza narząd. W odwrotnym procesie urządzenie dostarczało ładunek, co obrazuje potencjał związany z dostarczaniem leku.

– Moja grupa badawcza obecnie zajmuje się bezpieczeństwem i biozgodnością tych materiałów z tkankami ludzkimi. Proponujemy ich wykorzystanie w medycynie, ale najpierw musimy potwierdzić, że nie będą one reagować z tkankami w sposób niebezpieczny lub niekorzystny. Trzeba je przebadać pod kątem toksyczności i wpływu na śmierć komórek – zastrzega ekspert.

Zmiennokształtne roboty mogą być przydatne również jako narzędzia inżynieryjne. Naukowcy zademonstrowali między innymi, jak płynna postać robota może stać się uniwersalną śrubą do zastosowania w trudno dostępnych miejscach. Działa ona, wpływając do gniazda śruby, a następnie w niej krzepnąc. Urządzenia takie jak to opracowane przez zespół profesora Majidi będzie można sklasyfikować jako segment rynku robotyki miękkiej. Ten, według Allied Market Resarch, w 2019 roku osiągnął obroty w wysokości niemal 600 mln dol. Do 2027 roku jego wartość wzrośnie do 3,41 mld dol.

– Istnieje jeszcze jeden niezwykle interesujący obszar zastosowania tych materiałów – w miękkich, rozciągliwych, odpornych na uszkodzenia i samonaprawialnych urządzeniach elektronicznych. Ponieważ elektronika i komputery stają się coraz powszechniejsze w codziennym życiu, idzie za tym coraz większe zapotrzebowanie na urządzenia elektroniczne o wytrzymałości podobnej do tkanek nerwowych i skóry. Materiały te powinny być nie tylko miękkie i zmiennokształtne, dobrze tolerowane przez organizm i sprawdzać się w styczności z innymi przedmiotami, ale także mieć zdolność regeneracji w przypadku uszkodzenia – wskazuje naukowiec.

Kryzys energetyczny może skłonić Polaków do rozwiązań smart. Specjalne systemy pozwolą zarządzać zużyciem prądu i ogrzewaniem

Rosnące ceny energii sprawiają, że właściciele i zarządcy mieszkań, biur czy powierzchni magazynowych szukają oszczędności. Pomagają w tym rozwiązania automatyzujące zarządzanie zużyciem energii. Z poziomu smartfona można m.in. dostosowywać temperaturę w pomieszczeniach, włączać i wyłączać oświetlenie, a także obsługiwać automatyczne karnisze. Tego...

Rośnie popyt na rozwiązania z zakresu cyberbezpieczeństwa. To może być szansa dla polskich start-upów

Ostatnie trzy lata znacząco zwiększyły skalę wyzwań w obszarze cyberbezpieczeństwa. Najpierw pandemia i związana z nią praca zdalna, potem agresja Rosji na Ukrainę i wojna hybrydowa, kryzys ekonomiczny i inflacyjny spotęgowały wysiłki hakerów, by jeszcze bardziej zdestabilizować sytuację. To napędza popyt na rozwiązania z zakresu cybersecurity zarówno ze strony administracji, biznesu, jak i indywidualnych użytkowników. Za tym idzie także większe zainteresowanie tym obszarem ze strony start-upów, które pracują nad nowymi narzędziami dla bezpieczeństwa IT. Eksperci wskazują, że sektor cyberbezpieczeństwa to obecnie jeden z najatrakcyjniejszych rynków rozwoju dla polskich firm technologicznych, a więc także dla funduszy inwestujących w start-upy.

Poziom zagrożenia w sieci od kilku lat sukcesywnie rośnie. CERT Polska obsłużył w 2021 roku trzy razy więcej incydentów niż w 2020 roku, a liczba ataków ransomware na polskie firmy wzrosła aż sześciokrotnie. Odsetek firm, które nie doświadczyły żadnego cyberataku, spadł z 46 proc. w 2019 roku do 31 proc. w 2021 roku. Jak wynika z najnowszego Barometru Cyberbezpieczeństwa KPMG, w 2022 roku 58 proc. firm w Polsce odnotowało przynajmniej jeden incydent naruszenia bezpieczeństwa IT. Wprawdzie rok temu odsetek ten był znacznie wyższy (69 proc.), ale optymizm chłodzi fakt, że w przypadku jednej na trzy badanych firm wzrosła intensywność prób naruszeń. To najwyższy wynik od pięciu lat. W ubiegłym roku poziom bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni dodatkowo pogorszył wybuch wojny w Ukrainie i cyberwojna, która wykracza zasięgiem poza państwa bezpośrednio zaangażowane w konflikt. Co piąta organizacja odnotowała w ubiegłym roku wzmożoną aktywność cybeprzestępców związaną z wojną. Wszystko to powoduje, że stale rośnie popyt na rozwiązania z zakresu cybersecurity i liczba start-upów, które je tworzą.

– Ostatnie trzy lata były bardzo turbulentne: mamy kryzys ekonomiczny, kryzys inflacyjny, napięcia na Tajwanie, wojnę w Ukrainie, COVID-19 też dużo namieszał. Pojawiło się wiele czynników, które stworzyły mocny filar wzrostu dla całego rynku cybersecurity. Teraz ten rynek jest de facto w trendzie wzrostowym – mówi agencji Newseria Biznes Mateusz Bodio, założyciel i dyrektor zarządzający RKKVC.

Zgodnie z szacunkami IDC w ubiegłym roku w samej tylko Europie wydatki na bezpieczeństwo IT miały wzrosnąć o blisko 11 proc. w ujęciu rocznym, do poziomu 47 mld dol. W kolejnych latach średnioroczne tempo wzrostu ma być podobne, ok. 9,4 proc., co oznacza, że w 2026 roku wydatki na ten cel sięgną 66 mld dol. IDC ocenia, że liderami wzrostu wydatków w regionie były Czechy i Polska z dynamiką przekraczającą 15 proc. r/r. Raport firmy analitycznej PMR Market Experts pokazuje, że polski rynek cybersecurity wart jest ok. 2 mld zł, a do 2024 roku wzrośnie do ok. 2,5 mld zł. 

– Globalny rynek cyberbezpieczeństwa rozwija się bardzo dynamicznie, rosnąc o ok. 10 proc. rok do roku. Prognozy zakładają, że w 2025 roku przekroczy wartość 200 mld dol. Jest to więc bardzo dobry rynek dla rozwoju start-upów, które chciałyby zagarnąć dla siebie część tego tortu – mówi Natalia Świrska-Załuska, start-up program manager dla regionu CEE w OVHcloud. – Start-upy mają to do siebie, że bardzo sprawnie dewelopują technologie, a w cyberbezpieczeństwie jest to strategiczne, żeby być na bieżąco. Tak więc jak najbardziej start-upy są zainteresowane tym rynkiem i rozwijają na nim projekty.

Eksperci wskazują, że sektor cyberbezpieczeństwa to obecnie jeden z najatrakcyjniejszych rynków rozwoju dla polskich firm technologicznych. Fundusz PFR Ventures podaje, że w ramach prowadzonego przez siebie konkursu dla start-upów notuje w ostatnich latach stały napływ projektów z obszaru cybersecurity, a ich udział zbliża się już do znaczącego poziomu 10 proc. Wiele spośród nich to rozwiązania dedykowane dużym graczom, ale rośnie też udział rozwiązań tworzonych dla małych i średnich firm.

– W programie start-upowym OVHcloud również mamy wiele start-upów z obszaru cyberbezpieczeństwa, ale są wśród nich trzy flagowe, czyli Secfense, który wprowadza na rynek aplikację passwordless do tego, aby zabezpieczyć nasze konta przed włamaniem, Vestigit, które pomaga trackować nasze streamy w internecie, żeby nikt nam nie podkradał naszej własności intelektualnej, oraz Wallids, który zabezpiecza nasze strony internetowe przed cyberatakami – wymienia Natalia Świrska-Załuska.

Spółki działające w tym obszarze coraz częściej znajdują się w centrum zainteresowania funduszy i innych inwestorów. W globalnej skali w 2021 roku odnotowano ponad dwukrotny wzrost inwestycji w start-upy dbające o bezpieczeństwo w sieci.

– Z naszych analiz wynika, że w 2022 roku łączne inwestycje na start-upy z branży cybersecurity wyniosły około 19 mld dol. a działalność M&A [fuzje i przejęcia – red.] wyniosła 120 mld dol. Rynek cały czas się powiększa. Lata 2020–2021 były okresem nowych technologii i start-upów, które tworzyły nowe ścieżki komunikacji, protokoły wymiany danych, machine-to-machine, cloud-to-cloud etc., więc można powiedzieć, że powstało surface attack, które cały czas się powiększa. Zapotrzebowanie na zabezpieczenie cybernetyczne też jest coraz większe – mówi Mateusz Bodio.

To zainteresowanie spółkami z branży cybersec widać też w Polsce. W portfelu funduszu RKKVC są m.in. Secfense zajmująca się tematem uwierzytelniania bez haseł i Vestigit, poprawiający bezpieczeństwo wideo online i innych treści w sieci. Inny przykład to inwestycja Orlen VC, funduszu należącego do PKN Orlen, którego pierwszą spółką portfelową została firma ICsec, polski producent systemów cyberbezpieczeństwa dla przemysłu. Fundusz w ciągu kolejnych 10 lat planuje zainwestować ok. 100 mln euro w spółki technologiczne, a jednym z jego obszarów zainteresowania jest właśnie cyberbezpieczeństwo. 

 W Stanach Zjednoczonych fala obniżek w wycenach spółek dotknęła też cybersecurity, więc w tej chwili bardzo fajne spółki – takie jak Palo Alto Networks i wiele innych – spadły, pomimo że ich rynek rośnie, a one same mają coraz lepsze przychody. Mimo to wyceny cały czas spadają. My, jako inwestorzy, patrzymy na to i mówimy: to jest naprawdę bardzo dobry moment, żeby jeszcze chwilę poczekać, spojrzeć, kiedy pojawi się dno, i zaczekać na odbicie. Dla nas to będzie bardzo dobry czas do inwestycji. Dlatego też lata 2023–2024 dla funduszy venture capital, które inwestują konkretnie w cybersecurity, będą na pewno bardzo interesujące – mówi założyciel i dyrektor zarządzający RKKVC.

Start-upy będą tworzyły kluczowy ekosystem dostarczania różnego rodzaju zabezpieczeń. Sama istota start-upów jest taka, że one z zasady łamią pewnego rodzaju zasady i odpowiadają na najbardziej bieżące potrzeby klientów. Nie jest jednak tak, że tylko start-upy będą odpowiadały za to bezpieczeństwo, dlatego że nie zawsze są one gotowe dostosować się do wymogów i zasad dużej korporacji i dostarczyć jej rozwiązanie. Można powiedzieć, że start-upy będą więc kuźnią pomysłów, rozwiązań niestandardowych, które duże firmy albo będą kupować od start-upów, albo wręcz kupią start-upy, albo będą też czerpać ich know-how – ocenia Tomasz Sobol, cloud product manager w regionie CEE w OVHcloud. 

– W kolejnych latach spodziewam się wzrostu przede wszystkim sztucznej inteligencji, machine learningu, gdyż ten sektor faktycznie coraz bardziej napędza wiele różnych sektorów technologii czy gospodarki – mówi Mateusz Bodio. – Firmy z cybersecurity powinny jak najbardziej być wzmocnione sztuczną inteligencją, nauczaniem maszynowym czy też po prostu być otwarte na open source, zbierać te dane oddolnie, żeby być jak najbardziej responsywne na to, co się dzieje teraz na rynku.

O potencjale rozwoju start-upów eksperci rozmawiali podczas debaty zorganizowanej w ramach lutowego spotkania Thursday Gathering, które było poświęcone w całości zagadnieniom cyberbezpieczeństwa. Cykliczne wydarzenia, które co czwartek organizuje Fundacja Venture Café Warsaw, stanowią okazję do przyjrzenia się najważniejszym trendom technologicznym, społecznym i biznesowym, dzielenia się wiedzą i doświadczeniami oraz nawiązywania kontaktów.

Szkodliwy stereotyp wpływa na postrzeganie margaryny. Roślinne tłuszcze do smarowania coraz częściej są jednak zalecane w prewencji chorób układu krążenia

Przyjęło się, że szkodliwe dla zdrowia tłuszcze trans występują w margarynach. Jednak dzięki zmianie metody produkcji jest to już od dłuższego czasu nieprawdziwy pogląd. Obecnie margaryny miękkie – ze względu na brak tłuszczów trans w składzie i wysoką zawartość korzystnych dla zdrowia nienasyconych kwasów tłuszczowych – są wręcz zalecane w prewencji chorób układu krążenia. Na dodatek są one wzbogacane witaminami, dzięki czemu wykazują więcej prozdrowotnych właściwości.

– Ze względu na profilaktykę chorób układu krążenia bardzo ważne jest, abyśmy wybierali takie tłuszcze, które zawierają niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. Natomiast nadmierne spożycie tłuszczów pochodzenia zwierzęcego zawierających nasycone kwasy tłuszczowe oraz tłuszczów typu trans zwiększa ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego. Warto dla zdrowia zamieniać tłuszcze pochodzenia zwierzęcego, np. boczek, tłuste wędliny, tłuste mięsa, smalec, śmietanę, na tłuszcze roślinne, np. olej rzepakowy, olej lniany, oliwa z oliwek, orzechy – mówi agencji Newseria Biznes dr Katarzyna Wolnicka, kierowniczka Zakładu Edukacji Żywieniowej w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH – PIB.

Warto więc znaleźć korzystne dla zdrowia zamienniki do smarowania pieczywa zamiast często stosowanego masła czy smalcu.

– Takimi korzystnymi produktami mogą być np. pasty z warzyw lub nasion roślin strączkowych z niewielkim dodatkiem olejów roślinnych lub oliwy z oliwek. I oczywiście miękkie margaryny, które również zawierają nienasycone kwasy tłuszczowe i są wolne od kwasów tłuszczowych trans – podkreśla dr Katarzyna Wolnicka.

Kwasy tłuszczowe trans powstają w wyniku procesu częściowego uwodornienia tłuszczów roślinnych, które ma na celu zmianę ich konsystencji z płynnej na stałą. Udział tłuszczów trans w codziennej diecie należy ograniczać do minimum, ponieważ podwyższają one stężenie „złego” cholesterolu (LDL), sprzyjają chorobom układu sercowo-naczyniowego, przyczyniają się też do ryzyka rozwoju m.in. insulinooporności i cukrzycy typu 2. – Dlatego właśnie warto sprawdzać na etykiecie, czy w składzie produktu nie mamy właśnie takiej nazwy jak częściowo utwardzone tłuszcze roślinne – mówi ekspertka. Im wyższą pozycję na liście składników zajmują, tym wyższa ich zawartość w produkcie i tym bardziej należy ich unikać.

Co istotne, przyjęło się, że tłuszcze trans powszechnie występują w margarynach do smarowania pieczywa, ale to już od dłuższego czasu nie jest prawdą. Większość margaryn miękkich dostępnych na polskim rynku zawiera w tej chwili już tylko śladowe ich ilości.

– Starsze margaryny do smarowania zawierały kwasy tłuszczowe trans, ponieważ kiedyś były produkowane inną metodą. Ze względu na wyniki badań, które pokazują, że kwasy tłuszczowe trans są bardzo niekorzystne dla zdrowia i mogą podwyższać poziom niedobrego cholesterolu LDL, a obniżać poziom dobrego cholesterolu HDL, obecnie stosuje się już inną metodę produkcji – podkreśla kierowniczka Zakładu Edukacji Żywieniowej w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego PZH – PIB. – Margaryny do smarowania produkuje się w tej chwili metodą estryfikacji, która pozwala uzyskać odpowiednią konsystencję, ale nie powoduje powstawania tłuszczów trans. Badania margaryn miękkich dostępnych na polskim rynku pokazują, że są one praktycznie wolne od tych tłuszczów.

Jak wskazuje, margaryny miękkie są produktem wręcz zalecanym w prewencji chorób układu krążenia, ponieważ są bogate w korzystne dla zdrowia i układu krążenia nienasycone kwasy tłuszczowe.

– Tu warto wspomnieć o margarynach wzbogacanych sterolami roślinnymi, które są polecane przez towarzystwa kardiologiczne i dietetyczne dla osób z wysokim cholesterolem – mówi dr Katarzyna Wolnicka. – Udowodniono, że sterole roślinne – składniki, które naturalnie występują w żywności – zmniejszają wchłanianie cholesterolu, za to zwiększają jego wydalanie. Taki efekt obserwujemy już przy spożyciu 1,5–3 g steroli roślinnych. Natomiast 30 g margaryny dostarcza nam 2 g steroli roślinnych, a więc może być skuteczna we wspieraniu leczenia hipercholesterolemii.

Margaryny w przeciwieństwie do masła nie zawierają mleka ani składników pochodzenia zwierzęcego, więc mogą stosować je również weganie, wegetarianie i osoby na diecie bezmlecznej. Dodatkowo są wzbogacane witaminami, przez co mają też korzystne działanie na inne aspekty zdrowotne.

– Do margaryny są dodawane witaminy A i D. Ta pierwsza jest bardzo ważna dla naszego wzroku i jakości widzenia oraz funkcjonowania naszej skóry. Bierze też udział w prawidłowym funkcjonowaniu układu odpornościowego. Podobnie jak witamina D, która odpowiada również za metabolizm wapnia w organizmie, dlatego jest niezwykle istotna dla mocnych kości i zębów. Ponadto margaryny – z racji tego, że są produkowane na bazie olejów roślinnych – zawierają też witaminę E, która jest bardzo dobrym antyoksydantem i odpowiada m.in. za kondycję i zdrowie naszej skóry – wymienia ekspertka.

About Me

540 POSTY
0 KOMENTARZE
- Advertisement -spot_img

Latest News

Miliony na rozwój dla innowacyjnych MŚP i start-upów. UniCredit wprowadza kredyty z gwarancją InvestEU

Brak odpowiednich zabezpieczeń wciąż jest jedną z głównych barier ograniczających małym i średnim przedsiębiorstwom dostęp do zewnętrznego kapitału. Z kolei...
- Advertisement -spot_img