sobota, 13 lipca, 2024
No menu items!

Biznes i gospodarka

UE przyspiesza prace nad zielonym wodorem. Będą dodatkowe środki na zmniejszanie ryzyka inwestycji w tę technologię

W październiku na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się projekt nowelizacji ustawy Prawo energetyczne, który wprowadza zapisy potrzebne dla realizacji Polskiej Strategii Wodorowej. Projekt został już skierowany do konsultacji publicznych, które potrwają do 14 listopada br. Strategia ta wpisuje się w politykę energetyczną UE, która po rosyjskiej napaści na Ukrainę mocno przyspieszyła prace nad rozwojem zielonego wodoru. We wrześniu br. szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała już utworzenie Europejskiego Banku Wodorowego z budżetem na poziomie 3 mld euro, który miałby przejmować na siebie ryzyko związane z tymi inwestycjami.

 Zielony wodór od dawna jest już częścią europejskiego planu na transformację energetyczną, ale od marca tego roku nastąpiło tutaj pewne przyspieszenie. Mamy nowy plan REPowerEU, którego założeniem jest odejście od rosyjskich paliw kopalnych w ciągu najbliższych kilku lat i zastąpienie ich, po pierwsze, oszczędnościami energii, zwiększeniem efektywności energetycznej, a po drugie – szybszym rozwojem odnawialnych źródeł energii. Częścią tych odnawialnych źródeł jest również zielony wodór, który w wielu zastosowaniach może być alternatywą dla gazu – mówi agencji Newseria Biznes Izabela Zygmunt, specjalistka ds. ekonomicznych Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

REPowerEU, który Komisja Europejska przedstawiła 8 marca br., to pakiet działań nadzwyczajnych, które mają na celu zwiększenie odporności unijnego systemu energetycznego w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Zakłada on, że odnawialne źródła energii, wodór i biometan mają w szybkim tempie zastąpić importowany z Rosji gaz.

Plany dotyczące skali rozwoju zielonego wodoru zostały znacząco zwiększone w ramach REPowerEU – mówi Izabela Zygmunt. – Unia Europejska chce do 2030 roku mieć co najmniej 40, a być może nawet 65 GW mocy elektrolizerów, czyli urządzeń, które produkują zielony wodór. Chcemy wytwarzać na miejscu, w ramach UE co najmniej 10 mln t zielonego wodoru, a drugie tyle sprowadzać z zewnątrz. Mówimy więc o bardzo dużym zwiększeniu skali wytwarzania i wykorzystania zielonego wodoru.

Te ilości zielonego wodoru mają zastąpić gaz ziemny, węgiel i ropę przede wszystkim w transporcie i przemyśle. Ponadto na badania dotyczące rozwoju zielonego wodoru KE przeznaczyła też dodatkowe 200 mln euro.

Te cele są jak najbardziej realne. One zostały sformułowane na podstawie modelowania, na podstawie obliczeń, to nie są cele wzięte z sufitu. Natomiast trzeba pamiętać, że te cele są reakcją na sytuację absolutnie bezprecedensową. Mamy wojnę za wschodnią granicą i dotychczas bardzo ważnego dostawcę energii, który w tej chwili stara się wszelkimi sposobami zdestabilizować naszą gospodarkę, wykorzystując tę zależność. Tak więc działamy w nietypowej sytuacji i stąd też poziom ambicji jest wyższy. On jest realny, ale zrealizowanie tych planów będzie wymagało znacznego wysiłku – mówi specjalistka ds. ekonomicznych Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Aby przyspieszyć realizację celów związanych z rozwojem unijnego rynku wodoru, we wrześniu br. szefowa KE Ursula von der Leyen zapowiedziała utworzenie Europejskiego Banku Wodorowego (European Hydrogen Bank, EHB). Na początku ma on dysponować budżetem w wysokości 3 mld euro, który trafi m.in. na finansowanie zakupów zielonego wodoru i rozwój instalacji produkcyjnych. Dziś na rynku wiele podmiotów jest już gotowych, aby inwestować w ten obszar i budować instalacje wodorowe, ale brakuje im odpowiednio skonstruowanego finansowania.

W tej chwili ta technologia jest nowa, dość droga i mierzy się z różnymi przeszkodami, więc chodzi o to, żeby dać dodatkowe wsparcie finansowe tym przedsiębiorstwom, które będą chciały inwestować w wytwarzanie odnawialnego wodoru albo jego zastosowania w przemyśle i transporcie – wyjaśnia Izabela Zygmunt. – W ramach EHB wstępnie jest mowa o kwocie 3 mld euro i te środki byłyby dostępne zarówno dla przedsiębiorstw w UE, jak i dla partnerów spoza Unii, ponieważ zamierzamy importować znaczną ilość wodoru. Dlatego też chcemy wesprzeć inne państwa i przedsiębiorstwa w rozwinięciu zdolności do jego wytwarzania. Szczegóły będą jeszcze dopracowywane i poznamy je w przyszłym roku.

Polska jest obecnie jednym z największych w Europie producentów wodoru (ok. 1 mln t rocznie, największym krajowym producentem jest Grupa Azoty), ale całość tej produkcji stanowi szary wodór, wytwarzany z paliw kopalnych i CO2. Podobne proporcje występują także w skali globalnej, gdzie zielony wodór – wytwarzany z ekologicznych, odnawialnych źródeł, którego produktem spalania jest jedynie para wodna – stanowi raptem ok. 5 proc. całej produkcji. Jego wytwarzanie wciąż pozostaje droższe niż pozyskiwanie wodoru z węgla, a ze względu na dotychczasowy brak opłacalności wykorzystanie tego surowca w przemyśle czy transporcie jak na razie wciąż jest marginalne. Jednak w przyszłości, według UE, to właśnie zielony wodór będzie stanowił jedno z kluczowych paliw transformacji energetycznej, a rozwój tego rynku umożliwi stworzenie nowych technologii, branż i miejsc pracy związanych z gospodarką wodorową.

Decyzje UE dotyczące rozwoju rynku wodoru to jasny sygnał, że stoimy przed głęboką transformacją. My do tej pory myśleliśmy o niej głównie w kontekście tego, że przechodzimy z węgla na odnawialne źródła energii. Tu okazuje się, że ta transformacja ma też drugi – i to bardzo duży – nowy obszar, polegający na przestawieniu przemysłu, przede wszystkim chemicznego, i transportu z dotychczasowego surowca, jakim był gaz ziemny, właśnie na odnawialny wodór. Trzeba zrozumieć, że jesteśmy w momencie, kiedy zaczyna się bardzo duża przemysłowa przemiana tej branży – podkreśla specjalistka ds. ekonomicznych Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce.

Ostatnie miesiące przyniosły również przyspieszenie polskich prac nad rozwojem zielonego wodoru. Rok temu rząd przyjął Polską Strategię Wodorową do 2030 roku (z perspektywą do 2040 roku). Teraz trwają prace nad tzw. konstytucją dla wodoru, czyli pakietem ustaw i rozporządzeń, które stworzą odpowiednie otoczenie regulacyjne, w tym – jak podkreślił niedawno wiceminister klimatu i środowiska Ireneusz Zyska – wprowadzą system pomocy publicznej na bezemisyjną produkcję wodoru. Jednym z elementów są zmiany w ustawie Prawo energetyczne, które właśnie są konsultowane przez rząd. Do tej pory utworzono także sześć dolin wodorowych, które budują ekosystem wodorowy w Polsce.

Polska Strategia Wodorowa zakłada m.in., że  do 2025 roku powstaną w Polsce 32 stacje wodoru, zaś do 2030 roku nastąpi dalszy rozwój tej infrastruktury. Przyjęto także, że do tego czasu w Polsce będzie funkcjonowało 0,8–1 tys. autobusów wodorowych. Do 2030 roku łączna moc instalacji do produkcji niskoemisyjnego lub odnawialnego wodoru ma wynieść 2 GW. 

Wiceprezes PGNiG: Paliwa alternatywne będą zyskiwać na znaczeniu. Biometan i wodór będą w przyszłości uzupełniać paliwa tradycyjne

Polska polityka energetyczna zakłada, że wykorzystanie biogazu, biometanu, gazów syntezowych czy wodoru ma w przyszłości pokryć istotną część krajowego popytu na paliwa gazowe, przyspieszając zieloną transformację. – Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym, ale paliwa przyszłości z całą pewnością będą uzupełniać te tradycyjne – mówi wiceprezes PGNiG Arkadiusz Sekściński. Jak wskazuje, spółka chce brać udział w tworzeniu polskiego rynku paliw alternatywnych, dlatego już w tej chwili rozwija liczne projekty badawczo-rozwojowe związane m.in. z wodorem. Wśród nich jest projekt magazynowania wodoru – uzyskiwanego z procesu produkcji energii przez morskie farmy wiatrowe – w kawernach solnych.

– Obecnie w energetyce ma miejsce swoista rewolucja, choć ja wolę nazywać ją ewolucją, ponieważ ta transformacja polskiej gospodarki w kierunku niskoemisyjnym odbywa się w sposób kontrolowany. Skarb Państwa – poprzez spółki z obszaru elektroenergetyki i gazownictwa – świadomie zachęca do tego, żebyśmy tworzyli nowe rozwiązania i myśleli o paliwach przyszłości – mówi agencji Newseria Biznes Arkadiusz Sekściński. – Transformacja polega jednak na tym, żeby ewoluować od tych paliw tradycyjnych w kierunku nowych, ale nie tyle je zastępować, co uzupełniać.

Stopniowe ograniczanie roli węgla w krajowym miksie energetycznym na rzecz OZE, rozbudowa mocy zainstalowanych w offshore i wdrożenie energetyki jądrowej, wzrost efektywności energetycznej oraz dywersyfikacja kierunków dostaw węglowodorów – to kluczowe założenia przyjętej na początku ub.r. „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, która wyznacza kierunek transformacji. Dokument – zaktualizowany w tym roku w związku z wybuchem wojny w Ukrainie i rosyjską polityką szantażu surowcowego – podkreśla też ważną rolę paliw alternatywnych i inwestycji w technologie wodorowe w dążeniu do niskoemisyjnej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego.

 Dzisiaj musimy myśleć przede wszystkim o bezpieczeństwie energetycznym. Podobnie jak każdy z nas – jako odbiorca – myśli o tym, żeby mieć w domu ciepło i energię elektryczną, nie zawsze i nie do końca zastanawiając się, z jakiego paliwa one są produkowane – mówi wiceprezes ds. rozwoju w PGNiG. – Jednak paliwa przyszłości – takie jak biometan i wodór – z całą pewnością będą uzupełniać paliwa tradycyjne, jakimi są metan, gaz czy węgiel, choć trudno powiedzieć, czy to nastąpi w perspektywie jednej, dwóch czy trzech dekad. Dzisiaj są one poddawane badaniom, weryfikacji ich zastosowania. Natomiast gdy osiągną dojrzałość, która pozwoli chociażby na łatwiejsze finansowanie ich przez banki, wtedy będą mogły stopniowo, w pewnym zakresie zastępować paliwa tradycyjne.

Wiceprezes PGNIG wskazuje, że spółka chce brać udział w tworzeniu polskiego rynku paliw alternatywnych, dlatego m.in. wodór zajmuje już ważne miejsce w jej strategii.

– Stawiamy na wodór, przede wszystkim jako nośnik energii. Powołaliśmy w naszej grupie kapitałowej specjalny program i dziś realizujemy już dziewięć projektów – mówi Arkadiusz Sekściński. – To jest cały łańcuch projektów, od produkcji zielonego wodoru, bo produkujemy taki wodór w naszym oddziale Odolanowie, przez koncepcję dystrybucji tego wodoru choćby w ramach sieci gazowniczych, jego magazynowania w kawernach solnych, co chcemy w przyszłości realizować, po finalny element łańcucha, jakim jest wykorzystanie wodoru.

W ramach Programu Wodorowego PGNiG realizowany jest m.in. projekt InGrid – Power to Gas, który obejmuje badania dotyczące produkcji wodoru z OZE i możliwości przesyłu tego paliwa z wykorzystaniem sieci dystrybucyjnych gazu ziemnego. Wspólnie z Politechniką Śląską spółka pracuje nad innowacyjnym czujnikiem do wykrywania wodoru w mieszaninach gazów w ramach projektu Hydrosens.

Ze względu na dotychczasowy brak opłacalności wykorzystania wodoru na cele energetyczne technologia ta wciąż jest na stosunkowo niskim poziomie rozwoju. Jednak z uwagi na właściwości fizyczne wodoru (jest lekki, reaktywny, można go magazynować, ma wysoką zawartość energii na jednostkę masy), ekologiczny charakter (produktem jego spalania jest jedynie para wodna) i możliwości produkcyjne przedsiębiorstw w Polsce (obecnie wytwarzają ok. 1 mln t wodoru rocznie, głównie Grupa Azoty) kwestia ta cieszy się rosnącym zainteresowaniem. Według PEP 2040 przy odpowiednim rozwoju technologicznym do 2030 roku będzie możliwe wykorzystanie 2–4 GW mocy z instalacji OZE do produkcji zielonego wodoru.

Ważnym i dużym projektem jest magazynowanie wodoru w kawernach solnych. Dzisiaj, mówiąc o bezpieczeństwie energetycznym w Polsce, wskazujemy, że mamy magazyny w 100 proc. wypełnione gazem. W przyszłości chcemy, aby część naszych magazynów kawernowych była zapełniona właśnie wodorem, a nie gazem – mówi ekspert. – Co istotne, projekty dotyczące wodoru i jego magazynowania muszą przebiegać w linii zgodnej z harmonogramem budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. Wodór, który ma być magazynowany w tych kawernach, będzie bowiem pochodził z procesu elektrolizy, czyli przetwarzania energii elektrycznej produkowanej przez morskie farmy wiatrowe. Z pewnością jest to możliwe już na początku przyszłej dekady.

Kolejnym paliwem, które zajmuje ważne miejsce w strategii PGNiG, jest biometan.

– Mamy ogromny potencjał w Polsce do tego, żeby pozyskiwać to zielone paliwo gazowe z biodegradowalnych odpadów rolnych i spożywczych – mówi wiceprezes PGNiG.

W Polsce potencjał samego sektora rolno-spożywczego w zakresie produkcji biogazu rolniczego szacuje się na 7–8 mld m3 rocznie („Krajowy plan na rzecz energii i klimatu na lata 2021–2030”). Polska ma więc potencjał i warunki, aby stać się potentatem w tym segmencie.

– Na takie paliwa stawiamy, takie instalacje tworzymy w ramach projektów badawczo-rozwojowych. Dla przykładu w Poznaniu mamy już instalację, która wytwarza biometan z odpadów spożywczych – mówi Arkadiusz Sekściński.

Prototyp innowacyjnej instalacji, która ma produkować sprężony biogaz, to efekt współpracy PGNiG i naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu (UPP), którzy opracowali metodę zagospodarowania biodegradowalnej frakcji odpadów komunalnych. Działanie prototypu opiera się na technologii fermentacji beztlenowej i produkcji gazu fermentacyjnego. Jego wskaźniki jakości umożliwią dostosowanie produktu do standardów technicznych biometanu. Po sprężeniu może on się stać odnawialną alternatywą dla CNG, czyli sprężonego gazu ziemnego.

Polska ma jeden z najniższych w UE wskaźników kompetencji cyfrowych. Orange uruchamia w Polsce nowy projekt edukacyjny w tym obszarze

43 proc. Polaków w wieku 16–74 lata ma niski poziom podstawowych umiejętności cyfrowych – wynika z danych Eurostatu. To jeden z najniższych wyników w Unii Europejskiej. Tymczasem wymogi związane z takimi umiejętnościami zawiera już co trzecia oferta pracy. Fundacja Orange uruchamia w Polsce projekt, który ma...

Kobiety stanowią mniejszość w branży kryptowalut i blockchainu. Brytyjska organizacja chce w Warszawie zwiększać różnorodność tego rynku

Zaledwie jedna piąta inwestorów obecnych na rynku kryptowalut to kobiety. Panie mniej chętnie inwestują w kryptoaktywa, ale też rzadko wiążą z tą branżą swoje kariery. To kolejny sektor – po finansach i technologiach – w którym kobiety są niedostatecznie reprezentowane. O zwiększenie tej...

Ogrodzenie i produkcja energii z wiatru w jednym. Małoskalowe panele polskiego start-upu mają trafić do sprzedaży na początku 2023 roku

Opracowywane przez polski start-up instalacje, złożone ze współpracujących ze sobą pionowych turbin, mogą zrewolucjonizować małą energetykę wiatrową. Do produkcji energii z wiatru nie będzie bowiem wymagany wiatrak, wystarczy panel, który może być wykorzystywany jednocześnie jako instalacja OZE oraz ogrodzenie posesji. – Nie chcemy konkurować...

Kampanie reklamowe alkoholi przestają się skupiać na konkretnych produktach. Marki wykorzystują do tego metawersum

Na polskim rynku alkoholi od kilku lat zmieniają się trendy. W sprzedaży wciąż króluje piwo, rośnie zwłaszcza popularność segmentu bezalkoholowego, a z drugiej strony – także mocniejszych trunków, takich jak whisky. Niezależnie od kategorii zmiany obejmują też komunikację marek – ze stricte produktowej zmierza w kierunku lifestyleowych kampanii, skoncentrowanych na wartościach, w których wykorzystuje się nowoczesne kanały komunikacji i cyfrowe technologie. Z taką właśnie kampanią – współtworzoną z młodymi polskimi artystami  wystartowała jedna z marek produkujących whisky.

Producent i dystrybutor marki mają w planach działania ukierunkowane na wzmocnienie jej pozycji na rynku i jasną komunikację wartości, którymi kieruje sieę marka. Jednym z nich jest start kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian”, której głównym pytaniem jest: czy możliwy jest sukces bez stawiania sobie wciąż nowych wyzwań? Kampania koncentruje się wokół kreatorów zmian, czyli artystów, którzy nie boją się iść pod prąd i wyznaczać nowe trendy. W ramach projektu powstały dzieła inspirowane ideą kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian”, które zostaną wystawione na sprzedaż w sklepie Fundacji Bęc Zmiana.

– Cały dochód ze sprzedaży tych produktów przeznaczymy na wsparcie młodych polskich artystów – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Jasnos, brand manager marki Glenfiddich w Polsce, CEDC.

– Wszyscy potrzebujemy motywacji do podejmowania zmian i do tego słynnego wychodzenia ze strefy komfortu, bo faktycznie bardzo łatwo jest się zamknąć w bezpiecznej przestrzeni. Natomiast może się okazać, że poza tą przestrzenią jest jeszcze mnóstwo ciekawych rzeczy i ciekawych przeżyć. I tak na polu sztuki ma to zastosowanie, ale też na polu codziennego życia, codziennych doświadczeń, codziennych zmagań z rzeczywistością – mówi Jakub Adamiak, zaproszony do współpracy autor filmów krótkometrażowych, spektakli teatralnych, animacji i słuchowisk.

Jak podkreśla, efektem tej współpracy jest praca audiowizualna, w której tworzeniu brała udział również sztuczna inteligencja – „odpowiedzialna” za grafiki inspirowane tematem kampanii.

– W sferze muzycznej kompozycja również została w pewien sposób zarysowana przez sztuczną inteligencję. Następnie zinterpretowałem i stworzyłem z tego audiowizualną całość – wyjaśnia Jakub Adamiak.

Współpracę w ramach kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian” podjęli także Daniel Rycharski – artysta grafik, laureat Paszportu Polityki w kategorii „sztuki wizualne”, znany z tworzenia plenerowej sztuki w nieoczywistych miejscach, duet Wioletta Wiertel i Sebastian Szypuła – twórcy marki streetwearowej Bohema Clothing – oraz Aleksandra Osadzińska – dyrektor kreatywna, specjalistka strategii marek i komunikacji wizualnej, która na potrzeby kampanii przygotowała specjalną ilustrację w charakterystycznym dla siebie stylu.

– To ilustracja, kolaż, przedstawiająca jelenia i zatytułowana „Observatory”, która łączy się z hasłem „Where Next?” – mówi Aleksandra Osadzińska. – W Polsce jest tak ogromna liczba fantastycznych twórców, że moim zdaniem jest to jedna z najważniejszych walut, jakimi ten kraj operuje. Myślę, że mamy ogromne pokłady kreatywności i artystycznego myślenia, ale też niezgody na zastaną rzeczywistość. Zwracanie uwagi na to, co robią twórcy w każdym kraju, ale zwłaszcza w Polsce, może być dla nas ogromnym źródłem inspiracji.

Głównym elementem kampanii są rozmowy przeprowadzone z artystami przez Oliviera Janiaka. Tematy poruszane podczas spotkań związane są bezpośrednio z charakterem działalności każdego z twórców, a oprócz nich w rozmowach uczestniczą też znani i lubiani, jak np. piosenkarz Michał Szpak i aktorka Agnieszka Dygant. Pierwsza z tych rozmów jest już dostępna na platformie where-next.pl, a kolejne spotkania będą udostępniane widzom co tydzień.

– Przysłowiową „kropką nad i” tej kampanii jest też otwarcie bram metawersum, czyli przeniesienie sztuki z rzeczywistości analogowej do świata cyfrowego. I to też jest dla naszej marki sposób na wyjście spoza strefy komfortu, pokazanie, że chcemy być pionierami we wszystkim, co można zrobić na polskim rynku – mówi Agnieszka Jasnos.

W ramach kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian” przez cały październik na platformie Decentraland w Metaverse będzie można zobaczyć reportaż z udziałem Daniela Rycharskiego o sztuce przekraczającej granice.

– Nowe technologie w marketingu alkoholi to dużo możliwości, ale i duża odpowiedzialność, bo musimy podchodzić rozsądnie do tego, gdzie i w jaki sposób udostępniamy komunikację o alkoholach. Nie ma w internecie wielu takich miejsc, gdzie można zobaczyć naszą komunikację. W przypadku kampanii „Where Next? Kreatorzy zmian” Metaverse, konkretnie platforma Decentraland, jest zupełnie nowym miejscem, nową przestrzenią, na którą się zdecydowaliśmy, żeby wynieść sztukę artysty, z którym pracujemy, na zupełnie nowy poziom – wyjaśnia brand manager marki Glenfiddich w Polsce.

Kampania ta wpisuje się w zmiany, jakie mają miejsce w branży alkoholowej.

– Jako branża musimy być czujni i obserwować, jak kształtują się nastroje konsumenckie i dyskusja społeczna na temat promocji alkoholi. Absolutnie nie chcemy komunikować się w sposób nachalny. Chcemy, żeby pełnoletni świadomy konsument miał wybór, czy chce dotrzeć do treści, które przygotowujemy, czy też nie. Dlatego wybieramy przede wszystkim miejsca sprzedaży, prasę branżową albo takie serwisy społecznościowe, gdzie mamy pewność, że ta komunikacja dotrze do właściwego odbiorcy – mówi Agnieszka Jasnos.

Jak wskazuje, wraz z rynkiem zmieniają się też trendy w reklamie alkoholi. Komunikację skupioną stricte na produkcie coraz częściej zastępują lifestyle’owe kampanie skoncentrowane na wartościach, w których wykorzystuje się nowoczesne kanały komunikacji i cyfrowe technologie.

Kampanie reklamowe zazwyczaj mają na celu budowanie świadomości, która ma się przełożyć na sprzedaż. Raz na jakiś czas mamy jednak okazję stworzyć wizerunkową kampanię, która daje unikalną możliwość zaprezentowania marki z innej strony niż cena i opis na butelce. Pozwala konsumentowi poznać wartości, którymi kierowali się założyciel marki i producenci, zadecydować, czy się z nimi utożsamia – mówi brand manager marki Glenfiddich w Polsce.

Glenfiddich ma 20-proc. udział segmencie alkoholi whisky single malt, który od kilku lat dynamicznie zwiększa swoją wartość. W okresie styczeń–maj tego roku sprzedaż tego trunku w Polsce wzrosła o 27,5 proc. względem analogicznego okresu rok wcześniej. W tym samym czasie marka Glenfiddich odnotowała wzrost na poziomie 50 proc. Jej producent, William Grant & Sons, przewiduje, że segment whisky będzie nadal rósł, stwarzając perspektywy dla rozwoju marek superpremium.

ARP: Polska gospodarka jest przygotowana na czwartą falę pandemii. Duży udział mają w tym polskie firmy

– Jeśli jesienią pojawi się czwarta fala pandemii, być może będzie pewne spowolnienie, ale jesteśmy już na tyle odporni i przygotowani, że zareagujemy w odpowiedni sposób – mówi Cezariusz Lesisz, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu. Stabilność polskiej gospodarki potwierdza agencja ratingowa Fitch, która pod koniec sierpnia podwyższyła prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski do 5,2 proc. w 2021 roku, jednocześnie utrzymując długoterminowy rating A- z perspektywą stabilną. To oznacza wysoki poziom odporności na koronakryzys, do czego przyczyniły się m.in. ponad 312 mld zł, jakie trafiły do polskich firm w ramach tarcz antykryzysowych. Niebagatelną rolę w wychodzeniu z kryzysu odegrały też spółki Skarbu Państwa.

– W II kwartale nastąpiło bardzo szybkie odbicie gospodarcze, mamy PKB 10,9 proc., co jest niespotykane w naszej historii. I to jest związane z inwestycjami. Spółki Skarbu Państwa nie tylko zwiększyły swoje przychody, ale nastąpiła też pewna zmiana myślenia, że ta poduszka finansowa, którą uzyskały w zeszłym roku, zabezpieczyła pewną mądrość decyzji. I te decyzje miały miejsce w tym roku, prawdopodobnie będą też następować w kolejnych kwartałach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezariusz Lesisz.

W II kwartale br. nastąpiło rekordowe odbicie polskiego PKB. Jak podał GUS, krajowa gospodarka wzrosła o 1,9 proc. w ujęciu kwartalnym i aż o 10,9 proc. względem analogicznego okresu rok wcześniej. Choć to w dużej mierze zasługa niskiej, ubiegłorocznej bazy – pierwszego pandemicznego kwartału – dalsze prognozy są optymistyczne. 27 sierpnia agencja ratingowa Fitch poinformowała też o utrzymaniu długoterminowego ratingu Polski w walucie obcej na poziomie A- z perspektywą stabilną. Według agencji odzwierciedla ona odporność polskiej gospodarki na szok spowodowany pandemią koronawirusa. Jednocześnie Fitch podwyższył też swoje prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski do 5,2 proc. w 2021, 4,5 proc. w 2022 oraz 3,8 proc. w 2023 roku.

Według Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej na walkę z pandemią tylko do lutego br. rząd przeznaczył już ponad 312 mld zł w ramach tarcz antykryzysowych – czyli pakietu instrumentów pomocowych dla pracowników i pracodawców. Ponad 182 mld zł trafiło na ratowanie miejsc pracy, dzięki czemu zabezpieczono ich ok. 6 mln. Duża w tym zasługa krajowych firm, które w trakcie koronakryzysu skorzystały z rządowych tarcz i walczyły o utrzymanie zatrudnienia.

– Bezpieczeństwo to jest po prostu utrzymanie miejsc pracy, natomiast dla przedsiębiorcy bezpieczeństwo oznacza możliwość utrzymania płynności finansowej. Pandemia rozpoczynała się w marcu i nikt dokładnie nie wiedział, kiedy się zakończy. Udostępnienie funduszy z Grupy PFR pomogło utrzymać tę płynność i zatrudnienie. Decyzje rządu były słuszne i bardzo szybkie – podkreśla prezes Agencji Rozwoju Przemysłu.

Według niego obecnie największym zagrożeniem dla krajowej gospodarki jest czwarta fala pandemii COVID-19 i związane z nią ryzyko kolejnego lockdownu. Rząd nakreślił już scenariusze awaryjne na wypadek skokowego wzrostu zakażeń na przełomie września i października, po powrocie uczniów do szkół. Według przewidywań resortu zdrowia w czarnym scenariuszu dzienna liczba zachorowań w Polsce może sięgnąć nawet ok. 15 tys. Z medialnych doniesień wynika, że wśród obostrzeń planowanych przez rząd jest m.in. zakaz zgromadzeń i zakaz organizacji imprez towarzyskich.

– Decyzje Ministerstwa Zdrowia i Kancelarii Premiera są adekwatne do sytuacji. Niewątpliwie powinien być większy udział zaszczepionych i być może pewne zawody powinny być szczepione obowiązkowo, natomiast w kontekście przemysłu i gospodarki – myślę, że nie będzie już takiego lockdownu i zapaści, jaka miała miejsce wiosną ubiegłego roku. Być może będzie pewne spowolnienie, gdyby pojawiła się czwarta fala, ale jesteśmy już na tyle odporni i przygotowani, że zareagujemy w odpowiedni sposób – mówi Cezariusz Lesisz.

Agencja Rozwoju Przemysłu, w ramach jednej z tarcz antykryzysowych, dysponuje budżetem 1,7 mld zł na wsparcie małych i średnich przedsiębiorstw dotkniętych skutkami pandemii. Mogą się one ubiegać m.in. o finansowanie dłużne na komercyjnych warunkach. Tylko w I kwartale tego roku ARP udzieliła polskim przedsiębiorstwom finansowania o łącznej wartości ponad 45 mln zł.

– W dalszym ciągu mamy fundusze, które są do dyspozycji. Do tej pory złożono ponad 510 wniosków o wsparcie, na kwotę ok. 1,2 mld zł. Tak więc do dyspozycji jest jeszcze ok. 500 mln zł. Mamy instrumenty takie jak pożyczki na kapitał obrotowy, które nadal są oferowane przedsiębiorcom. Ich zaletą jest spłata odroczona o 12 do 15 miesięcy, dzięki czemu przedsiębiorca nie musi się martwić, że już następnego miesiąca po zaciągnięciu pożyczki musi spłacać ten kapitał – mówi prezes ARP.

O roli polskiego kapitału podczas pandemii COVID-19 eksperci debatowali podczas ubiegłotygodniowego Forum Wizja Rozwoju w Gdyni, pod patronatem premiera Mateusza Morawieckiego. W tym roku odbyła się już IV edycja tego wydarzenia, w trakcie którego ekonomiści, naukowcy, przedsiębiorcy i przedstawiciele rządu rozmawiają o najistotniejszych wyzwaniach dla krajowej gospodarki. Forum Wizja Rozwoju to zarazem jedno z największych wydarzeń gospodarczych w północnej Polsce.

Afganistan na skraju katastrofy humanitarnej i gospodarczej. Kontrolę nad sytuacją mogą przejąć Chiny

Chińczycy są dziś w Afganistanie ze swoimi formami aktywności nie tylko wobec talibów. Obstawiam, że są aktywni również w opozycji antytalibańskiej, bo to naturalne, że chcą mieć pełny wachlarz możliwości – mówi dr Jacek Raubo, ekspert ds. bezpieczeństwa i obronności. Jak podkreśla, Afganistan jest państwem, w którym ścierają się interesy kilku mocarstw i państw regionalnych, dlatego rozwój sytuacji w tym regionie jest trudny do przewidzenia. Jednak wielu ekspertów to właśnie Chiny wskazuje dziś jako gracza, który ma potencjał, aby samodzielnie przejąć kontrolę nad sytuacją w Afganistanie.

Jako społeczność międzynarodowa myśmy sobie trochę uprościli sprawę w sposób, który dał nam niestety element bolesnej lekcji. Widzieliśmy Amerykanów, NATO, widzieliśmy złych talibów i walkę z terroryzmem. Kiedy zabrakło czynnika amerykańskiego czy natowskiego, upada państwo, które było tworzone przez ostatnich 20 lat. I dopiero dostrzegamy, jak kruchy i wielopłaszczyznowy jest ten konglomerat relacji w Afganistanie – mówi dr Jacek Raubo, ekspert Defence24.

Po prawie 20 latach obecności wojskowej w Afganistanie, na przełomie lipca i sierpnia, USA zaczęły wycofywać swoich żołnierzy (według zapowiedzi Joe Bidena ten proces miał się oficjalnie zakończyć 31 sierpnia). W efekcie talibowie, którzy wcześniej sukcesywnie przejmowali kolejne prowincje i miasta, 16 sierpnia zajęli stolicę Kabul i ogłosili swoje zwycięstwo. Wspierany przez USA rząd Afganistanu upadł, a prezydent Aszraf Ghani uciekł za granicę. Z pogrążonego w chaosie kraju usiłowały uciec setki tysięcy ludzi, część z nich została ewakuowana przez społeczność międzynarodową. W ubiegłym tygodniu kolejne kraje Niemcy, Finlandia i Hiszpania poinformowały o zakończeniu procesu ewakuacji z Afganistanu swoich dyplomatów, obywateli, żołnierzy oraz współpracujących z nimi Afgańczyków. Francja i Wielka Brytania wciąż kontynuują ten proces, a z lotniska w Kabulu odlatują ostatnie samoloty – pomimo czwartkowych zamachów Państwa Islamskiego, w którym zginęło ok. 170 osób, w tym 13 amerykańskich żołnierzy.

Komentatorzy oceniają, że Afganistan  kraj biedny, którego budżet był w ostatnich latach finansowany głównie przez organizacje międzynarodowe stoi aktualnie na skraju katastrofy humanitarnej i załamania gospodarczego, czego skutkiem będzie zaognienie konfliktu i potencjalna, kolejna fala terroryzmu. Sytuacja jest jednak trudna do przewidzenia, bo jak podkreśla dr Jacek Raubo Afganistan jest państwem, w którym ścierają się interesy kilku mocarstw i państw regionalnych.

– Afganistan był przestrzenią, gdzie ingerowało wiele państw. Pakistan lub być może pewna część pakistańskich elit wywiadowczych mówimy tu o ISI, czyli głównym organie wywiadowczym Pakistanu, silnie związanym z interesami polityczno-wojskowymi tego kraju miał i wciąż ma interes w Afganistanie. Ale to niejedyny aktor, jestem w stanie się założyć, że indyjski wywiad RAW też był i jest obecny na terytorium Afganistanu. Tam są też wielkie interesy Irańczyków, rosyjskie i amerykańskie służby i Chińczycy ze swoimi formami aktywności nie tylko wobec talibów. Obstawiam, że Chińczycy są dzisiaj aktywni również w opozycji antytalibańskiej, bo to naturalne, że chcą mieć pełny wachlarz możliwości działania – mówi prezes Fundacji Instytut Bezpieczeństwa.

Wielu ekspertów to właśnie Chiny wskazuje dziś jako gracza, który ma potencjał, aby samodzielnie przejąć kontrolę nad sytuacją w Afganistanie.

– Państwa takie jak Chiny, Pakistan, Iran czy Rosja mogą dzisiaj grać w Afganistanie bez zaangażowania dużych środków i bez utrzymywania olbrzymiego aparatu państwowego  czy nawet samego wojska i służb bezpieczeństwa  osiągając relatywnie podobne sukcesy narzędziami takimi jak służby specjalne czy niepopularne elementy, jak np. wykorzystanie radykałów czy organizacji terrorystycznych, przekupywanie lokalnych dowódców. Dużym tematem jest dziś też kwestia przestępczości zorganizowanej, np. sterowania kanałami przerzutu narkotyków – mówi dr Jacek Raubo.

Korzyścią z przejęcia kontroli nad sytuacją w Afganistanie byłaby dla Pekinu nie tylko eksploatacja zasobów czy kontrola nad ważnymi szlakami w Azji, ale także np. możliwość sterowania bezpieczeństwem  nie tylko w tym regionie  i wywierania presji na inne kraje, chociażby poprzez stymulowanie fal migrantów.

– Użycie presji migracyjnej jako jeden z elementów działań hybrydowych będzie się powtarzało. Po pierwsze dlatego, że to już zostało sprawdzone, to nie jest nowa rzecz. Na przykład Fidel Castro w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi też wykorzystał presję migracyjną i konstruował ją w taki sposób, aby w jak największym stopniu zaszkodzić nie tylko Amerykanom, ale i samym Kubańczykom, którzy uciekali z kraju. Wypuszczał np. osoby z zakładów karnych, które odsiadywały tam wyroki nie tylko za czyny polityczne, ale i sprawy karne, żeby podważyć potrzebę pomocy tym osobom, które trafiały do Stanów Zjednoczonych. To nie jest też nowa rzecz w Europie – mówi ekspert Defence24.

Według polskiego rządu podobna sytuacja ma w tej chwili miejsce na granicy z Białorusią, gdzie od kilkunastu dni koczują migranci. Strona polska uważa, że jest za nią odpowiedzialny reżim Łukaszenki, który próbuje w ten sposób zdestabilizować sytuację na granicy. „Mamy do czynienia z atakiem hybrydowym. W sposób systematyczny i zorganizowany nasz sąsiad ze Wschodu próbuje zdestabilizować sytuację polityczną. Przyciągani są imigranci, głównie z Iraku. Ci imigranci są transportowani na granicę białorusko-polską, od strony Białorusi” – oświadczył premier Mateusz Morawiecki, który odwiedził w ubiegłym tygodniu przejście graniczne w Kuźnicy.

– Presja migracyjna jest jednym z elementów działań hybrydowych. Z jednej strony mamy tam element wojskowy, chociażby Zapad  element służb specjalnych, całą otoczkę informacyjną i przestrzeń cyber, gdzie toczy się też walka o narrację. To nie jest tylko kwestia klasycznych mediów, ale też chociażby social mediów, Facebooka czy Twittera, gdzie próbuje się dzisiaj z taką zapalczywością nawigować pewnymi tendencjami, narracjami. Jeśli zbierzemy to w całość, mówimy rzeczywiście o działaniach hybrydowych. Ale w momencie, w którym mamy pewien obraz tu i teraz  bo mamy i rosyjsko-białoruskie czołgi, i białoruskich pograniczników, którzy wypychają ludzi przywiezionych na terytorium Białorusi w pewnym celu, to niestety tracimy trochę orientację w pojmowaniu tych działań hybrydowych – mówi dr Jacek Raubo.

- Advertisement -spot_img

Latest News

- Advertisement -spot_img